REKLAMA

HOSSA NA GIEŁDZIECo robi WIG po zdobyciu szczytu? Zwykle idzie dalej

Krzysztof Kolany2023-11-29 06:00główny analityk Bankier.pl
publikacja
2023-11-29 06:00

W poprzednim tygodniu WIG zdobył nowy szczyt wszech czasów, nieznacznie nadbijając rekord sprzed dwóch lat. W przeszłości ustanowienie historycznego maksimum z reguły było pozytywnym sygnałem dla polskiego rynku akcji.

Co robi WIG po zdobyciu szczytu? Zwykle idzie dalej
Co robi WIG po zdobyciu szczytu? Zwykle idzie dalej
fot. Wirestock Creators / / Shutterstock

Najstarszy indeks warszawskiej giełdy nowy szczyt hossy wyznaczył 20 listopada, przekraczając poziom 75 000 punktów, i o przeszło 200 punktów „nadbił” poprzedni rekord sprzed przeszło dwóch lat (poprzednia hossa zakończyła się 8 listopada 2021 roku). Dzień później WIG w trakcie sesji jeszcze poprawił swoje historyczne maksimum, ale ostatecznie zakończył handel pod kreską. Od tego czasu WIG stracił ponad 2% i o zeszłotygodniowych rekordach zrobiło się jakby cicho.

Skupmy się jednak na dłuższym horyzoncie inwestycyjnym. Po fatalnym dla polskiego rynku akcji roku 2022 ten rok jest wręcz fenomenalny. Od początku stycznia WIG zyskał ponad 28%, WIG0 urósł o blisko 23%, a mWIG40 o prawie 32%. Nieźle wypadają też mniejsze spółki. sWIG80 co prawda po ustanowieniu w lipcu historycznego rekordu w ostatnich miesiącach radzi sobie wyraźnie słabiej, to wciąż w tym roku „dowozi” więcej niż przyzwoite 21%.

Wybicie szczytu (zwykle) nie kończy hossy

Nie trzeba być ekspertem, by powiedzieć, że od ponad 13 miesięcy na GPW trwa hossa. Od dołka z października ’22 do niedawnego szczytu WIG dał zarobić ponad 67%. Warto przy tym pamiętać, że jest to indeks dochodowy, w którym oprócz wzrostu cen akcji uwzględniane są także dochody z tytułu dywidend czy praw poboru. Zatem w naturalny sposób WIG w dłuższym terminie będzie wypadał lepiej od indeksów cenowych: WIG20, mWIG40 czy sWIG80.

Jest to już dziewiąta hossa na wciąż stosunkowo młodym warszawskim parkiecie. Przy czym nie każda hossa prowadziła do ustanowienia nowego rekordu wszech czasów. Takie hossy bezrekordowe wcale nie były gorsze i pozwalały inwestorom sporo zarobić. Problemem były po prostu wybujałe szczyty czy to z czasów „hoss dziewiczej” (1993-94), czy „hossy pokoleniowej” z lat 2002-07. W tym ostatnim przypadku na ustanowienie nowego szczyty WIG potrzebował ponad 10 lat.

Zresztą ten przypadek był nie tylko specyficzny, ale też niezbyt przyjemny. Wówczas poprawienie szczytu z 2007 roku okazało się także szczytem hossy i pierwszym dniem najdłuższej bessy w historii GPW. Ironia losu: koniec „straconej dekady” był też początkiem trwającej ponad dwa lata bessy. Niezbyt udane było też wybicie rekordu z marca 1994 roku. Stało się to w lutym roku 2000, a już w marcu zakończyła się hossa internetowa, po której nastała trwająca ponad półtora roku bessa. Wszyscy posiadacze akcji mają chyba nadzieję, że te historie się nie powtórzą.

Giełdowe byki jeszcze nie powiedziały ostatniego słowa?

Na poparcie swoich nadziei mają też statystykę z ostatnich kilkunastu lat. Po krachu z lat 2007-09 mamy już piątą hossę na GPW. W poprzednich trzech przypadkach WIG poprawiał poprzedni szczyt rynku byka (w roku 2011 nawet się do niego nie zbliżył) odpowiednio o 13,8%, 18,2% i 10,4%. Średnio to ok. 14,1%. Potencjalnie otrzymujemy zatem poziom ok. 85 600 punktów jako „docelowy” pułap WIG-u kończący obecną hossę. To wciąż niezły „upside”. A biorąc pod uwagę scenariusz historycznie najsłabszy oraz najlepszy, otrzymujemy przedział 82 800 – 88 700 punktów.

Po tak silnych wzrostach analitycy z reguły bez trudu znajdują uzasadnienia dla kontynuacji hossy. Po pierwsze giełdowym bykom wciąż sprzyja pozytywna faza cyklu Kitchina. Po drugie ta cykliczność współgra z prognozami ekonomistów gremialnie przepowiadających przyspieszenie wzrostu polskiej gospodarki w 2024 roku. I wreszcie po czwarte pomimo silnej zwyżki cen akcji wyceny wciąż nie należą jeszcze do przesadnie wyśrubowanych.

Jak zauważył starszy ekonomista Quercus TFI Tomasz Hońdo poprzednie szczyty WIG-u występowały przy wycenach rzędu 145% wartości księgowej spółek z tego indeksu. Popularny wskaźnik ceny do wartości księgowej (C/WK) dla WIG-u na koniec października wynosił ok. 1,05 (dane GPW). Zatem nawet uwzględniając listopadowe wzrosty potencjał wzrostowy wciąż jeszcze istnieje i docelowo byłby to nawet poziom 89 000 punktów na WIG-u.

Jak długo żyje giełdowy byk na polskim rynku?

Zasięg to jedno, ale timing to już zupełnie co innego. I w tym temacie historia niewiele nam może pomóc. W XX wieku szczyt dziewiczej hossy z marca 1994 został przekroczony dopiero w lutym 2000 roku. A już w marcu tego samego roku rozpoczęła się bessa. Za to gdy niemal cztery lata później WIG osiągnął dotcomy szczyt, to wielka hossa „pokoleniowa” na GPW trwałą przez ponad trzy kolejne lata (a dokładnie przez 41 miesięcy). Maksimum hossy po Wielkim Kryzysie Finansowym (2009-11) zostało ponownie osiągnięte w październiku 2013 roku, po tym rynek byka trwał do maja 2015 (czyli przez 20 miesięcy). Ówczesny „przedwyborczy” szczyt został ponownie zdobyty w lutym 2017 roku, a hossa trwała do stycznia roku następnego (a więc przez 11 miesięcy). I wreszcie rekord wszech czasów ze stycznia 2018 roku przebity został dopiero w sierpniu 2021 roku. Po tym wydarzeniu hossa na GPW trwała już tylko przez trzy miesiące.

Owszem, możemy z tego zestawienia wyciągnąć średnią i wtedy wyjdzie nam „reguła”, że po przekroczeniu szczytu poprzedniej hossy WIG rośnie przeciętnie jeszcze przez kolejne 12,7 miesięcy. Ale to nie ma żadnego sensu, bo mamy trzy skrajne przypadki, gdy hossa trwała albo zero miesięcy (styczeń 2018), albo tylko miesiąc (luty 2000), albo aż… 41 miesięcy (luty 2004). Nawet po wyeliminowaniu przypadków skrajnych „przewidywana średnia dalsza długość życia hossy” w postaci 11,3 miesięcy pozostaje tylko wynikiem matematycznego ćwiczenia. I niczym więcej.

W mojej ocenie w tym momencie lepiej jest przywołać inną statystykę. Po roku 1995 nasza giełda doświadczyła ośmiu rynków byka. Najkrótszy z nich trwał 13,2 miesięcy, a najdłuższy aż 56,8 miesięcy (lata 2001-06, choć „granice” tej hossy są nieco dyskusyjne). Ale średnia wychodzi 26 miesięcy i w pobliżu tej wartości (+/- trzy m-ce) znalazła się długość połowy giełdowych hoss z poprzedniego ćwierćwiecza. Nanosząc ten wzorzec na obecną sytuację ( z dołkiem bessy w październiku 2022 r.) otrzymujemy przewidywany koniec obecnej hossy gdzieś w drugim półroczu 2024 roku.

Warto mieć świadomość, że poruszamy się w tu w świecie historycznych analogii i niezbyt rygorystycznych spekulacji. Giełdowa rzeczywistość ma to do siebie, że uwielbia zaskakiwać inwestorów i ośmieszać prognostów. I o tym trzeba pamiętać, montując własną strategię inwestycyjną na 2024 rok.

Źródło:
Krzysztof Kolany
Krzysztof Kolany
główny analityk Bankier.pl

Absolwent Akademii Ekonomicznej we Wrocławiu. Analityk rynków finansowych i gospodarki. Analizuje trendy makroekonomiczne i bada ich przełożenie na rynki finansowe. Specjalizuje się w rynkach metali szlachetnych oraz monitoruje politykę najważniejszych banków centralnych. Inwestor giełdowy z 20-letnim stażem. Jest trzykrotnym laureatem prestiżowego konkursu Narodowego Banku Polskiego dla dziennikarzy ekonomicznych. W 2016 roku otrzymał także tytuł Herosa Rynku Kapitałowego przyznawany przez Stowarzyszenie Inwestorów Indywidualnych. Telefon: 697 660 684

Tematy
Ile kosztuje kredyt firmowy na 100 tys. zł?

Ile kosztuje kredyt firmowy na 100 tys. zł?

Komentarze (3)

dodaj komentarz
lovepis
Proste jak dojdzie to spadnie . Jaki jest niby powód że ma się przebić ? Światowa gospodarka w kryzysie. To jest poprostu ubieranie leszcza na 2-4 lat w ciepłe ubranka
sterl
Wszędzie spadki albo dreptanie w miejscu gdy lada chwila wodospad i spadki, a na GPW ubieranie frajerów..
inwestor.pl
Widzę, że od 2007 to szedł i szedł, ale nie doszedł.

Powiązane: Hossa na giełdzie

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki