Najbardziej niepokojąca jest sytuacja w Nigerii, będącej największym eksporterem ropy w Afryce. Złoża ropy znajdują się w południowej części kraju, gdzie regularnie dochodzi do ataków rebeliantów z plemion Ibo oraz Joruba. Nie uznają oni muzułmańskiego rządu w Lagos na północy kraju, który zarabia krocie na eksploatacji złóż przez zachodnie koncerny paliwowe. Nasilają się także porwania obcokrajowców pracujących przy wydobyciu. Z tych powodów Shell w ciągu dwóch ostatnich lat musiał zmniejszyć wydobycie aż o 25 proc. Trudna sytuacja utrzymuje się w Iraku, który do dzisiaj nie odzyskał mocy przerobowych sprzed inwazji wojsk USA w 2003 r.
Ale produkcja spada też w krajach o stabilnej sytuacji. W Wenezueli dziennie wydobywa się 2,34 mln baryłek, podczas gdy jeszcze kilka lat temu było to 3 mln. Taki efekt przyniosły zwolnienia w grudniu 2002 r. 20 tys. pracowników z państwowego monopolisty PDVSA, którzy przyłączyli się do opozycji przeciwko rządom prezydenta Hugo Ch%E1veza.
Tymczasem roczna konsumpcja ropy na świecie wynosi ok. 30 mld baryłek i rośnie w tempie 1-1,5 proc. głównie za sprawą szybkiego rozwoju w Chinach oraz Indiach. Ceny pcha w górę nie tylko rosnący popyt, za którym nie nadąża światowe wydobycie.
- W wysokich cenach ropy można doszukać się spekulacji - mówi Dominik Gaworecki, zarządzający funduszami Superfund TFI. - Wielu inwestorów w okresie trudnej sytuacji na rynkach finansowych ucieka od akcji i przerzuca się na surowce, windując jednocześnie ich ceny - tłumaczy Gaworecki.
Do tego wszystkiego dochodzi słabnący dolar, który traci na wartości wraz z obniżkami stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych. Nic więc dziwnego, że skuszeni wysokimi zyskami inwestorzy przenoszą pieniądze np. z obligacji rządu USA na kontrakty terminowe na rynku ropy. Obstawiają w nich coraz wyższe przyszłe ceny tego surowca, co również przyczynia się do sztucznego windowania cen.
Polskich kierowców przed drastycznymi podwyżkami paliwa na stacjach na razie ratuje mocny złoty. Mimo to w najbliższym czasie można oczekiwać niewielkich wzrostów rzędu kilku groszy na litrze. - Wyraźnie widać, że drożejąca ropa naftowa już powoli przenosi się na podwyżki cen u nas - tłumaczy Szymon Araszkiewicz, analityk rynku paliw z firmy e-petrol.
Niestety, ma być jeszcze gorzej. Zdaniem analityków z banku inwestycyjnego Goldman Sachs, do końca 2010 r. ropa może osiągnąć poziom 150-200 dolarów za baryłkę. Oby tylko ta prognoza się nie sprawdziła, bo wtedy ceny na stacjach wzrosną nie o kilka, ale o kilkadziesiąt groszy na litrze.
POLSKA Dziennik Zachodni
Tomasz Dominiak




























































