Z nieoficjalnych informacji wynika, że Jerzy G., z zawodu elektronik, mieszkaniec Bydgoszczy, domagał się zwrotu pieniędzy, które miały zniknąć z jego konta. Chodzi o kwotę około 50 – 60 tys. zł, które ktoś miał wypłacić podrabiając jego podpis. Według innych doniesień mężczyzna stracił te pieniądze grając akcjami na giełdzie. Według policji bydgoszczanin „czuje się pokrzywdzony przez bank, przez system prawny działający w Polsce. Obiecywał, że nikomu nie chce zrobić krzywdy. Chciał tylko, by jego sprawy potoczyły się po jego myśli".
Przedstawiciele brokera nie chcieli na razie komentować zaistniałej sytuacji. „Mamy zbyt mało informacji, by ustosunkować się do sytuacji, jaka zdarzyła się w domu maklerskim Millenium” stwierdził rzecznik Banku Millenium Wojciech Kaczorowski w wypowiedzi cytowanej przez agencję PAP.
Na razie nie wiadomo, czy mężczyzna faktycznie posiadał przy sobie ładunki wybuchowe, kamizelka, w którą był ubrany, jest badana przez pirotechników.
Zdesperowany mężczyzna wtargnął do siedziby DM Millennium około godz. 17-tej w piątek. Był ubrany w kamizelkę, która była obłożona czymś przypominającym ładunki wybuchowe. Pracownicy budynku powiadomili policję, która ewakuowała ludzi przebywających w budynku. Wkrótce na miejscu znajdowało się już kilka jednostek straży pożarnej oraz pogotowie. Policja zabezpieczyła teren.
Według relacji przedstawicieli policji istotną rolę w doprowadzeniu sprawy do pozytywnego końca miały rozmowy policyjnych negocjatorów ze zdesperowanym mężczyzną. Przełomem miało być poinformowanie desperata o konsekwencjach grożących mu za ten czyn.
Według nieoficjalnych informacji mężczyzna chciał rozmawiać z reporterem programu „UWAGA!” emitowanego w TVN. Policja nie chciała jednak wyrazić zgody na takie spotkanie.
M.D.






























































