Oszczędności - termin specyficznie rozumiany w kręgach rządowych. Oszczędności szuka się bowiem nie w nadmiernych wydatkach budżetowych, tylko w kieszeniach podatników, nakładając na nich nowe daniny.
Pobudzanie gospodarki - patrz: deficit spending. Wchodząc na rynek kredytowy, państwo zabiera pieniądze sektorowi prywatnemu i wydaje je na kompletnie bezsensowne cele: dopłaca do zakupu paneli słonecznych, funduje zasiłki bezrobotnym lub płaci za szkolenia przewijania dzieci dla młodych matek. Dług rośnie, gospodarka dostaje chwilowego kopa, a mechanizmy rynkowe ulegają coraz silniejszemu wypaczeniu.
QE - czyli quantitative easing tłumaczone jako „ilościowe poluzowanie polityki pieniężnej”. Rzecz polega na tym, że bank centralny skupuje z rynku różnej maści obligacje (głównie rządowe), płacąc za nie świeżo wydrukowaną gotówką. Operacja wywołuje aplauz wśród finansistów, ponieważ w krótkim terminie podnosi ceny niemal wszystkich aktywów. A zwykli ludzie potem się dziwią, dlaczego benzyna kosztuje 6 zł za litr.
Recesja - termin zakazany w kręgach poprawnych politycznie. Recesja nigdy nie istnieje w czasie przyszłym. Jest albo „przejściowe spowolnienie wzrostu”, albo kryzys dzielnie zwalczany przez rządzących. Po czasie okazuje się, że recesja istotnie miała miejsce, ale dzięki decyzjom premiera (patrz: deficit spending) została przezwyciężona. Przynajmniej do czasu następnych wyborów.
Strefa euro - projekt polityczny uszyty według zasady, iż jeden rozmiar pasuje każdemu. Że zarówno Niemcy, jak i Grecy mogą się posługiwać jedną walutą i pożyczać po tej samej stopie procentowej. Iluzja ta działała przez 10 lat i właśnie została przejrzana.
Stabilność strefy euro - poszukaj w Wikipedii: Yeti. Wszyscy o niej mówią, ale nikt jej nie widział. Przynajmniej przez ostatnie dwa lata. Jedyny postulat, za który gotowi są umierać przywódcy Zjednoczonej Europy.
Spanic - skrót od angielskich słów „Spain” (Hiszpania) i „panic” (panika). Oznacza panikę, jaka mogłaby wybuchnąć na rynkach finansowych, gdyby okazało się, że czwarty kraj strefy euro jest jednak niewypłacalny.
Szczyt ostatniej szansy - całonocne nasiadówki europejskich polityków, podczas których w nerwowej atmosferze usiłuje się wymusić na Niemcach wydanie kolejnych kilkudziesięciu miliardów euro na spłatę długów eurobankrutów. Tylko po to, by przed świtem tryumfalnie ogłosić światu kolejny „sukces” lub zapowiedzieć następny „szczyt ostatniej szansy”.
Spekulanci - bezlitośni krwiopijcy, którzy sabotują wysiłki europejskich władz i zarabiają na spadkach cen akcji i obligacji. To oni odpowiadają za ogromne długi Włoch czy Grecji, za brak wzrostu gospodarczego i wysokie bezrobocie. Ich dziełem jest także gradobicie, stonka ziemniaczana i kłopoty strefy euro.
Walka z kryzysem - rozpaczliwe i heroiczne wysiłki europejskich decydentów, którzy z pełnym poświęceniem usiłują przeciwstawić się klęsce zesłanej przez bogów (patrz: kryzys). Z kryzysem walczy się głównie poprzez wydawanie pieniędzy. To, że go jeszcze nie pokonano, świadczy więc tylko o tym, że wydano za mało pieniędzy i że trzeba ich wydać jeszcze więcej.
Unia bankowa - pomysł na to, aby polski, niemiecki i francuski podatnik gwarantował depozyty Greków, Włochów i Hiszpanów. W istocie byłaby to iluzja bezpieczeństwa europejskiego systemu bankowego, który obecnie przypomina gigantyczną piramidę finansową.
Zombie - niewypłacalny i niedokapitalizowany bank, który funkcjonuje tylko dzięki tanim pożyczkom od swojego banku centralnego. Banki-zombie działają na szkodę gospodarki, marnotrawiąc zasoby i przeznaczając je na bezproduktywne „inwestycje”. Żaden zombie nie przyzna się, że jest żywym trupem. W ten sposób zatruwa cały system bankowy, ponieważ trudno odróżnić banki żywe od nieumarłych.
Krzysztof Kolany
główny analityk Bankier.pl




























































