REKLAMA
WAKACJE NA GIEŁDZIE

Afganistan: Dlaczego Karzaj popiera aneksję Krymu

2014-03-28 14:19
publikacja
2014-03-28 14:19
Dodaj Bankier.pl w Google

U schyłku swoich rządów prezydent Hamid Karzaj nie zgadza się już w niczym ze swoimi dobrodziejami z Ameryki, którzy 13 lat temu wynieśli go do władzy. Ostatnio wbrew Zachodowi poparł nawet aneksję Krymu przez Rosję.

Plebiscyt jest najdoskonalszą formą demokracji i pozwala obywatelom samym decydować o własnym losie - oznajmił w tym tygodniu Karzaj delegacji amerykańskim kongresmenów. My w Afganistanie szanujemy wolę mieszkańców Krymu, który zawsze stanowił część Rosji.

W ten sposób, po Syrii i Wenezueli, Afganistan stał się trzecim na świecie państwem, które uznało aneksję Krymu przez Rosję. O ile poparcie dla Kremla ze strony jego sojuszniczek Wenezueli (uznała też niepodległość oderwanych przez Rosję od Gruzji zbuntowanych prowincji Abchazji i Osetii Południowej) i Syrii nie jest zaskoczeniem, to życzliwość afgańskiego prezydenta, utrzymywanego przez Zachód, wywołała dyplomatyczne poruszenie.

Ale Karzaj, który zawdzięcza władzę Zachodowi już dawno przestał zachowywać się jak pokorny dłużnik. Z wdzięcznego przyjaciela Zachodu przemienił się w pamiętliwego wroga, gdy w 2008 roku do Białego Domu wprowadził się Barack Obama.

Wakacje na giełdzie

O ile z jego poprzednikiem, George'em Bushem, inicjatorem inwazji na Afganistan,

Karzaj potrafił się porozumieć, Obama od początku nie krył swojego braku zainteresowania Afganistanem i swego obrzydzenia wobec afgańskiego przywódcy, którego publicznie sztorcował i uważał za skorumpowanego azjatyckiego watażkę. Karzaj nigdy nie zapomniał Obamie, że w 2009 roku próbował się go pozbyć i w prezydenckich wyborach jawnie wspierał jego rywala.

Druga, kończąca się kadencja Karzaja, upłynęła przy akompaniamencie nieustannych awantur z Amerykanami. Karzaj oskarżał sojuszników, że za nic mają życie Afgańczyków i walcząc z talibami, zabijają cywilów. W wywiadach udzielanych pod koniec panowania Afgańczyk zarzuca Amerykanom, że kierując się własnymi interesami, narzucili jego krajowi wojnę, której ten wcale nie potrzebował, że pozorowali jedynie wojnę z terrorystami, ukrywającymi się w rzeczywistości w Pakistanie.

Pod koniec zeszłego roku Karzaj odmówił podpisania z Amerykanami gotowej już umowy o utworzeniu w Afganistanie wojennych baz USA i pozostawieniu pod Hindukuszem kilkunastu tysięcy zachodnich żołnierzy, gdy pozostałe wojska Zachodu wycofają się stamtąd z końcem 2014 r. Na początku roku Karzaj kazał powypuszczać z afgańskich więzień jeńców, których Amerykanie pojmali jako niebezpiecznych terrorystów. Spór o Krym jest jedynie kolejną salwą w wojnie na słowa między niedawnymi sprzymierzeńcami.

Przyjaźniąc się z nieprzyjaciółmi Zachodu, Iranem czy Rosją (Karzaj pojechał na zbojkotowane przez zachodnich przywódców otwarcie zimowej olimpiady w Soczi, a prezydent Iranu Hasan Rouhani podczas czwartkowej wizyty w Kabulu użalał się, że po okupacji Kremla Afgańczycy doświadczają okupacji Amerykanów), Karzaj ostentacyjnie demonstruje Zachodowi, że Afganistan nie jest wcale skazany na jego pomoc. Rosja ze szczególną radością powitałaby przejście odbudowanego za zachodnie miliardy Afganistanu do obozu jej sojuszników. Zagrałaby na nosie Zachodowi, napawając się przy okazji satysfakcją, że pod Hindukuszem Zachód przegrał afgańską wojnę, tak jak ona sama w latach 80.

Ale Karzaj poparł secesję Krymu nie tylko po to, by rozzłościć przywódców Zachodu, ale przede wszystkim, by powołując się na prawo narodów do samostanowienia, szachować władze sąsiedniego i nieprzyjaznego Afganistanowi Pakistanu.

Afganistan nigdy nie uznał wytyczonej w XIX wieku przez Brytyjczyków granicy, odgradzającej ich posiadłości kolonialne w Indiach od ziem afgańskich. Po podziale brytyjskich Indii na Pakistan i Indie, tzw. Linia Duranda została ogłoszona pakistańsko-afgańską granicą.

Kabul nigdy jej nie uznał i nigdy nie wyparł się pretensji do wszystkich terytoriów zamieszkanych przez 50 mln Pasztunów, których rozdzieliła Linia Duranda. W 1947 roku Afganistan sprzeciwiał się powstaniu Pakistanu i przekonywał, że jeśli muzułmanie z brytyjskich Indii potrzebują własnego państwa, należy przyłączyć ich ziemie do Afganistanu.

Afganistan jako jedyne państwo sprzeciwiał się przyjęciu Pakistanu do ONZ, a w latach 50. stoczył z nim graniczną wojnę.

Odtąd, obawiając się, że kolejne rządy w Kabulu mogą wspierać pasztuńską irredentę w Pakistanie, pakistańscy przywódcy zaczęli pomagać w Afganistanie tym politycznym ruchom, które odwoływały się nie do nacjonalizmów, lecz islamu głoszącego wyższość więzów wiary nad więzami krwi.

Pakistan, po wycofaniu wojsk Zachodu z Afganistanu, znów spróbuje zainstalować w Kabulu u władzy przyjazny sobie rząd, tak jak w latach 90., gdy wspierał talibów.

Ostentacyjnie popierając krymski plebiscyt i secesję półwyspu, Karzaj chciał ostrzec Islamabad, że jeśli spróbuje się mieszać w afgańskie sprawy, rządzony przez Pasztunów Afganistan może jak Rosja upomnieć się o prawa pakistańskich rodaków do samostanowienia.

Wojciech Jagielski (PAP)

wjg/ klm - ro/

Źródło:PAP
Tematy

Komentarze (0)

dodaj komentarz

Powiązane: Wojna w Ukrainie

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki