Administracja USA w dużym stopniu nie zdaje sobie sprawy ze skali hybrydowych ataków Rosji w Europie, ani z jej intencji; ponowne zaangażowanie we współpracę z UE i w ramach NATO jest konieczne dla uniknięcia katastrofy - ocenił w magazynie „Foreign Policy” wpływowy publicysta David Ignatius.


Grupa kongresmenów oraz byłych dowódców wojskowych, pracowników wywiadu i amerykańskich dyplomatów przeprowadziła w poniedziałek "grę wojenną", analizującą możliwe scenariusze rozwoju sytuacji w Europie. Co by się stało, gdyby w 2028 roku wojna w Ukrainie była nadal krwawym impasem, Rosja zaatakowała Mołdawię, a jeden z jej dronów trafił obiekt w Rumunii zabijając cywilów - opisuje Ingatius, który wziął udział w symulacji.
Jak zareagowałyby USA? (...). Odpowiedź byłaby letnia (...) Art. 5 NATO jest niemal martwą literą. W symulacji członkowie Kongresu zgodzili się, że amerykańska opinia publiczna nie poparłaby zdecydowanej reakcji - relacjonuje autor.
A bez USA w roli lidera Europa "byłaby podzielona i zdezorganizowana. Witamy w Kolejnej Wojnie Światowej" - ostrzega Ignatius, który jest publicystą "Washington Post" i autorem tekstów dla "Foreign Affairs" i „Foreign Policy”.
Wniosek z gry wojennej, zorganizowanej pod auspicjami Cornell University i Rockefeller Foundation, jest taki, że rozpadają się struktury i narzędzia, które przez 81 lat gwarantowały bezpieczeństwo USA i Europy, a "najgorsze jest to, że prezydent Donald Trump jest członkiem ekipy" odpowiedzialnej za tę rozbiórkę - zauważa Ignatius.
Wojna przeciw Ukrainie eskaluje, Rosja sięga też po kraje NATO, atakując je w ramach swych kampanii hybrydowych, zaś USA nie robią nic, by to powstrzymać. Większość Amerykanów, włącznie z wieloma wysokiej rangi członkami administracji Trumpa nie zdaje sobie z tego sprawy - ocenia autor.

Zauważa, że "nasilanie ataków na Europę, połączone z bardziej intensywnym ostrzałem rakietowym Kijowa, to odpowiedź prezydenta Władimira Putina na argument, że przegrywa wojnę z Ukrainą".
Gdy szef CIA John Ratcliffe złożył niedawno wizytę w Moskwie, wielu polityków liczyło na to, że ostrzeże Rosjan przed kontynuowaniem ataków hybrydowych w Europie. Kilku wysokich ranga amerykańskich urzędników, pragnących zachować anonimowość, powiedziało jednak, że Ratcliff nie zajął się tym tematem - relacjonuje publicysta.
Ocenia, że sytuacja staje się coraz groźniejsza, bo Putin "w oczywisty sposób stara się odzyskać przewagę, atakując kraje europejskie, które były głównymi dostawcami broni dla Ukrainy".
Państwa Europy mogą stracić zimną krew. Rosja eskaluje konflikt. USA muszą ponownie zacząć postępować jak supermocarstwo, stojące na czele Sojuszu Atlantyckiego - podkreśla Ignatius, zastrzegając, że jego rekomendacje, to wynik wielu rozmów z dowódcami wojskowymi, pracownikami wywiadu i politykami.
Waszyngton powinien zacząć od wydania wspólnie z sojusznikami kategorycznego oświadczenia, w którym ostrzeże Rosją przed dalszymi atakami na ukraińskie miasta i w Europie oraz zagrozi poważnymi konsekwencjami. Jeśli Putin nie zareaguje, USA i Europa powinny po cichu pomóc Ukrainie w przeprowadzaniu "proporcjonalnych" ataków w Rosji.
USA powinny zdecydowanie, natychmiast zrezygnować z ograniczania swego kontyngentu w Europie. "To nie jest czas na debatę o ograniczaniu liczby żołnierzy" - kontynuuje autor.
Waszyngton podjął decyzję o zwiększeniu produkcji uzbrojenia; część z tej broni powinny móc nabyć Ukraina i Europa.
Brak reakcji USA na obecną sytuację w Europie "niesie znacznie większe zagrożenie, niż tylko fiasko odstraszania Rosji" - ostrzega na zakończenie Ignatius. (PAP)
fit/ mal/































































