Indeks S&P500 zakończył poniedziałkową sesję z nowym nominalnym rekordem wszech czasów. Świeże historyczne maksima wyznaczyły także Dow Jones oraz Nasdaq. Poniżej rekordu z maja 2015 roku pozostał za to najliczniejszy nowojorski indeks – NYSE Composite.


Doszliśmy do momentu, w którym historycznymi szczytami na Wall Street już mało kto się emocjonuje. Ot, dzień jak co dzień – poszło w górę w granicach 1%, więc po co dalej drążyć temat? Wszystko przy pustym kalendarium makroekonomicznym i po zakończeniu sezonu raportów za trzeci kwartał.
Dla porządku odnotujemy, że S&P500, po zwyżce o 75%, osiągnął wartość 2195,18 pkt., tuż przed zamknięciem osiągając nawet 2198,69 pkt. Poprzedni rekord z sierpnia został więc poprawiony o pięć punktów Po trzech sesjach przerwy do bicia rekordów powrócił Dow Jones (+0,47%), meldując się na pułapie 18.956,69 pkt., od początku listopada zyskując ponad 800 punktów. W tym tempie do końca roku możemy zobaczyć nawet i 20000 pkt.
Nowy szczyt musnął także Nasdaq Composite (5369,82 pkt.), rosnąc o 0,89%. W polu pozostał za to NYSE Composite – indeks szerokiego rynku zawierający ok. dwa tysiące spółek – który wciąż znajduje się poniżej tegorocznego maksimum i 4% poniżej rekordu z maja 2015 roku.
Spokojniej było na rynkach, na których od wyborów prezydenckich w USA działy się rzeczy negatywnie wpływające na wyceny amerykańskich spółek. Kurs EUR/USD odreagowywał po tym, jak w piątek ustanowił roczne minimum. Stabilizowały się także rentowności amerykańskich obligacji skarbowych – dochodowość papierów 10-letnich zatrzymała się na 2,33%. To wciąż poziom historycznie bardzo niski, ale zarazem o cały punkt procentowy wyższy niż w lipcu.

To właśnie przepływem gotówki z rynku długu na rynek akcji najczęściej tłumaczone są powyborcze wzrosty na Wall Street. Podobno inwestorzy liczą, że zapowiadana przez prezydenta-elekta ekspansywna polityka fiskalna (czyli większy deficyt federalny) da impuls największej gospodarce świata i wyrwie z marazmu korporacyjne zyski. Czas pokaże, na ile te rachuby znajdą potwierdzenie w rzeczywistości.
Krzysztof Kolany





























































