Od kilku dni złoto nie przestaje zadziwiać analityków – w ciągu zaledwie sześciu sesji notowania kruszcu poszły w górę o 6,3%, wczoraj ustanawiając nowy szczyt na wysokości 1.097$.
Do inwestowania w żółty metal niektórych inwestorów mogła skłonić informacja, że bank centralny Indii kupił 200 ton surowca pochodzącego z rezerw Międzynarodowego Funduszu Walutowego po średniej cenie 1.045$ za uncję. W ślad Hindusów poszli inwestorzy powierzający gotówkę funduszowi SPDR Gold Trust, który tylko wczoraj kupił 4,9 tony metalu, zwiększając swój stan posiadania do 1.108,4 ton.
Do inwestowania w złoto systematycznie zachęca też amerykańska Rezerwa Federalna, utrzymująca niemal zerowe stopy procentowe. Taka polityka wzbudza coraz silniejsze obawy przed wybuchem niekontrolowanej inflacji w Stanach Zjednoczonych i podważa zaufanie do dolara jako podstawowej waluty rezerwowej.
Jednakże inwestorzy rozważający kupno złoto powinni pamiętać, że trwającą od września imponującą (15%) zwyżkę napędzają fundusze hedgingowe i innej maści duzi spekulanci kupujący kontrakty terminowe na nowojorskiej giełdzie. W ubiegłym tygodniu podmioty te wciąż dysponowały niemal rekordowo dużą długą pozycją netto w złocie, co w przeszłości ostrzegało przed spadkową korektą.
Niemniej jednak na razie wielu analityków daje złotu zielone światło do dalszych wzrostów. O godzinie 14:50 uncja żółtego metalu była notowana po kursie 1.090,30$, czyli minimalnie mniej niż na zakończeniu wczorajszego handlu.
Na tle bijącego nominalne rekordy złota zastanawia słabość srebra, które co prawda dziś drożeje o 0,3%, ale wciąż jeszcze sporo brakuje mu do szczytu z marca 2008 roku. Wówczas uncja białego metalu kosztowała ponad 21$, zaś obecnie zaledwie 17,43$.
K.K.


































































