Po przeszło jednoprocentowej zwyżce dolarowe notowania złota niepostrzeżenie podeszły pod tegoroczne szczyty. Techniczną i psychologiczną barierę stanowi strefa w pobliżu 1300 USD.


Wojenna retoryka prezydenta Stanów Zjednoczonych wywołała pewną konsternację na rynkach finansowych. „Spotka ich ogień i gniew (ang. fire and fury), jakich świat nigdy nie widział” - po tej wtorkowej groźbie Donalda Trumpa akcje przestały drożeć (a w Europie nawet potaniały). Inwestorzy przypomnieli sobie o ostatnio niezbyt modnych bezpiecznych aktywach. W górę poszły więc notowania franka szwajcarskiego, dolara i amerykańskich obligacji skarbowych. A także złota.
Co prawda w środę amerykański sekretarz stanu Rex Tillerson usiłował łagodzić wypowiedź swojego szefa, ale mleko już się rozlało. Choć raczej mało kto bierze na poważnie możliwość wybuchu wojny atomowej pomiędzy USA a Koreą Północną, to jednak co niektórzy wolą się na taką ewentualność zabezpieczyć.
A jednym z najstarszych sposobów jest zakup złota. Lub choćby kontraktów terminowych na królewski metal. W środę kurs kontraktów terminowych na złoto wzrósł o 1,2 proc., o godzinie 22:20, sięgając 1281,51 dolarów za uncję. W trakcie dnia złoto kosztowało nawet 1284,22 USD/oz. i było najdroższe od dwóch miesięcy.
Jeszcze miesiąc temu notowania żółtego metalu znalazły się na 4-miesięcznym minimum (1204,50 USD). Nie minęło 30 dni, a kurs złota po cichu wspiął się w pobliże tegorocznych maksimów z kwietnia i czerwca (1295 USD). To ważny techniczny opór, którego przełamanie mogłoby utorować drogę do dalszych wzrostów.

Z technicznego punktu widzenia sytuacja wygląda zachęcająco: kurs złota przebił linię trendu spadkowego i znalazł się powyżej 200-sesyjnej średniej kroczącej. Ponadto lipcowa czystka wśród spekulacyjnych pozycji na nowojorskim Comeksie dała kontrarny sygnał kupna. Jednakże z reguły wzrost napięcia geopolitycznego nie stanowi trwałego wsparcia dla cen złota. Aby królewski kruszec mógł powrócić do hossy, potrzebne byłoby globalne przyspieszenia inflacji, eskalacja kryzysu finansowego lub krach na rynkach akcji.
Krzysztof Kolany



























































