Tegoroczna słabość wzrostu gospodarczego na świecie jest jedynie efektem rozliczeń z okresem pandemicznej ekspansji, a nie pełnoobjawową recesją. Scenariusza prawdziwej recesji nie można jednak wykluczyć - uważa Jarosław Niedzielewski, dyrektor departamentu inwestycji Investors TFI.


"W drugim półroczu tego roku czy w kolejnych kwartałach będziemy mieć do czynienia z konfrontacją odbudowującego się przemysłu, który ma prawo się odbudowywać po zapaści związanej z rozliczeniami po pandemii. Są już pierwsze sygnały, choć jeszcze niejednoznaczne, że przemysł w drugiej połowie roku zacznie odżywać. Z drugiej jednak strony in minus będzie oddziaływać element dłuższego cyklu i związanego z tym wzrostu kosztów pieniądza. Wzrost kosztów pieniądza zawsze towarzyszył zbliżającej się recesji, powodował wzrost kosztów w firmach, spadek marż, spadek nominalnych zysków i wzrost bezrobocia" - powiedział Jarosław Niedzielewski podczas środowej konferencji prasowej Investors TFI.
"Pełnoobjawowej recesji, na którą cały czas wskazuje do tej pory nieomylna krzywa rentowności, w którymś momencie nie da się wykluczyć. Póki co jest dobrze i jest możliwe, że będziemy mieć wzrost w przemyśle, ale trzeba mieć z tyłu głowy, że konsekwencje zacieśnienia polityki monetarnej będą kiedyś musiały nadejść. Pewnie nie w tym roku, ale może gdzieś w przyszłym roku" - dodał.
Dyrektor wskazał, że słabość gospodarki koncentruje się w sektorach, które nadzwyczaj dobrze radziły sobie w czasie pandemicznej ekspansji, na przykład przemysł. Nie obejmuje jednak całej gospodarki, nie widać wzrostu bezrobocia czy spadku inwestycji.
"To spowolnienie jest jedynie efektem rozliczenia z okresem pandemii, nie mamy recesji" - powiedział.
Jego zdaniem w ubiegłym roku nie było prawdziwej bessy, a wzrosty na giełdach w tym roku nie są początkiem nowej hossy.
"Żyjemy cały czas w tej samej hossie, która się zaczęła w 2009 roku, a nie w jej nowej odsłonie, która może trwać jeszcze przez kolejną dekadę" - powiedział Niedzielewski.
Jak wskazał, liderzy rozpoczętej w 2009 roku hossy (spółki Amazon, Apple, Alphabet, Meta, Microsoft, Nvidia, Visa) są także bohaterami wzrostów w tym roku.
"Nie ma nowej hossy, nowego rozdania, nowych liderów. (...) A każda hossa musi się kiedyś skończyć, szczególnie trwająca tak długo" - ocenił dyrektor departamentu inwestycji Investors TFI.
Zauważył, że za tegoroczną siłą Wall Street stoi w dużej mierze rewolucja AI. Jak wskazał, około 20 spółek najmocniej zaangażowanych w rozwój sztucznej inteligencji odpowiadało w pierwszym półroczu za praktycznie cały wzrost indeksu S&P500.
Niedzielewski zauważył, że zyski spółek w USA są bliskie rekordów, a mają być jeszcze wyższe w przyszłym roku. Na wyniki wpływ ma inflacja. Jego zdaniem premia inflacyjna pozwala firmom cieszyć się wciąż nominalnie wysokimi przychodami i zyskami.
"Nie ma nominalnego spadku zysków, to nie ma bessy. Firmy nie zostały zmuszone do cięć kosztów, bo żyją w iluzji inflacyjnej" - powiedział.
Jego zdaniem spadek marż w spółkach wydaje się jednak nieunikniony. Wiele firm dopiero w kolejnych okresach będzie się musiało zmierzyć z np. z trudniejszym dostępem do kredytów. Niedzielewski ocenił, że jedynie znaczące odrodzenie przemysłu mogłoby wywołać złagodzenie polityki kredytowej przez banki. (PAP Biznes)
pel/ ana/



























































