Wczoraj po raz pierwszy od listopada 2003 roku w magazynach Londyńskiej Giełdy Metali znajdowało się ponad pół miliona ton miedzi. Od końca września giełdowe rezerwy tego metalu wzrosły 2,5-krotnie, a ich dynamika wcale nie słabnie.
Taki stan rzeczy nie dziwi, biorąc pod uwagę dane z przemysłu największych gospodarek świata. W grudniu dynamika produkcji przemysłowej w Japonii spadła o 20%, w Niemczech o 12%, a w Wielkiej Brytanii o 9,4%. Wszystkie te dane negatywnie zaskoczyły i tak pesymistycznie nastawionych ekonomistów. Popyt na metale przemysłowe został wręcz zdruzgotany.
Jednak w tym tygodniu inwestujący w miedź zapomnieli o przeszłości i żyją nadziejami na lepszą przyszłość. Tylko tak można wytłumaczyć fakt, że ceny tego metalu rosną pomimo coraz większych zapasów i mocnego dolara. Analitycy mówią, że rynek liczy na pozytywne skutki rządowych pakietów pobudzających wzrost gospodarczy. Być może już dziś amerykański Senat zaakceptuje kosztujący 800 mld dolarów tzw. pakiet Obamy.
Niezależnie od przyczyn zwyżka notowań miedzi pozostaje faktem. O godzinie 12:40 za tonę czerwonego metalu płacono 3.450 dolarów, a więc o 4,9% więcej niż w czwartek.
K.K.































































