Kredyt Bank: Status specjalny
Ze Stanisławem Pacukiem, prezesem Kredyt Banku, rozmawiają Małgorzata Pokojska i Sławomir Lipiński- Do niedawna Kredyt Bank, jako jeden z czterech tylko spośród dwudziestu największych banków działających na naszym rynku, nie miał w zarządzie obcokrajowca. I oto od stycznia bieżącego roku również i tu jest obywatel Belgii. Czym jest to spowodowane?
- Taka była wola naszego zagranicznego inwestora strategicznego, belgijskiego banku KBC, który jest właścicielem 49 procent akcji Kredyt Banku. Do zarządu, który liczy siedem osób, wszedł przedstawiciel KBC i objął stanowisko wiceprezesa - jak wszyscy dotychczasowi członkowie zarządu.
- W jakim języku odbywają się teraz posiedzenia zarządu?
- Zawsze w języku polskim. Nowy wiceprezes uczy się polskiego, wiele rozumie w naszym języku. Czasami tylko potrzebuje podpowiedzi kolegów.
- Czy poza tym w Kredyt Banku pracują jeszcze inni obcokrajowcy?
- Mamy już od dość dawna jeszcze jednego przedstawiciela KBC, który pracuje w European Desk i zajmuje się klientami KBC operującymi w Polsce. Na stałe zatrudniamy więc tylko dwóch przedstawicieli belgijskiego inwestora.
- Inwestor wszedł on do was bez rozgłosu. Czy przyszedł tu sam, czy też w wyniku waszych poszukiwań?
- KBC trafił do nas w wyniku własnych poszukiwań. W strategii tej grupy Europa rodkowa odgrywa ważną rolę - mniej więcej w tym samym czasie zdecydowała się na inwestycje u nas i w Czechach, a potem w innych krajach naszego regionu. Jest jednym z najbardziej znaczących inwestorów bankowo-ubezpieczeniowych na rynkach tej części Europy. Cztery lata temu zaczęli u nas od zaangażowania na poziomie10 procent. Obecnie - jak już mówiłem - doszli do 49 procent. Udział w kapitale podnosili zarówno kupując nasze akcje na wtórnym rynku, jak i akcje nowych emisji. Przedstawicielom KBC zależało na tym, by nie kupili nas inni potentaci.
- Kto próbował to zrobić?
- Kredyt Bankiem interesowało się wiele banków zachodnich, ale najbardziej duże, znane banki niemieckie. W większości są już obecne w Polsce, więc nie będą wymieniał ich nazw.
- Zdaniem wielu, belgijski KBC należy do tych inwestorów, którzy nie dążą do szybkiego, pełnego podporządkowania sobie polskiej afiliacji. Jakie - zdaniem Pana - są cechy dobrego inwestora bankowego?
- Wszystko zależy od tego, w jakim celu inwestor wchodzi - czy chce rozwijać bank, czy tylko utrącić konkurencję, jakie ma plany, jak i kiedy będzie je wdrażał? Dla nas najważniejsze było to, że KBC zaakceptował naszą strategię i stara się nam pomagać w jej urzeczywistnianiu.
- Na razie nie ma większościowego pakietu i być może dlatego zostawia wam tak dużo swobody w decydowaniu o banku.
- Ale w łatwy sposób może mieć większościowy pakiet w przyszłości. Przecież wcześniej czy póniej nadejdzie czas podwyższenia kapitału, bo bank musi się rozwijać. Nie sądzę, by KBC zrezygnował z objęcia akcji nowej emisji. Nasz zarząd podpisał formalne porozumienia o współpracy z zarządami KBC i portugalskiego Banco Espirito Santo, który posiada ponad 19 procent naszych akcji. Te porozumienia są również w Komisji Nadzoru Bankowego, gdyż były elementem w procesie wydawania tym bankom zgody na przekroczenie progów kapitałowego udziału w Kredyt Banku. W myśl tych porozumień, większość członków rady nadzorczej musi mieć obywatelstwo polskie. Obecnie, choć trzej akcjonariusze zagraniczni mają blisko trzy czwarte akcji, w radzie jest sześciu obywateli polskich i pięciu obcokrajowców. Porozumienia te gwarantują również stabilność władz banku w obecnym kształcie.
- Ma Pan więc formalne gwarancje prezesowania do emerytury?
- Bank ma gwarancje stabilności organów kierowniczych, pod warunkiem oczywiście, że zarząd nie popełni ewidentnych błędów. Ja tego nie zakładam, więc pracuję tak, jakbym rzeczywiście miał tu pozostać do emerytury.
- Jak ocenia Pan współpracę z inwestorem w zakresie przepływu know-how?
- Belgowie interesują się tym, co i jak robimy. Dobrze ocenili e-banking i większość procedur obowiązujących w banku. Korekty - ich zdaniem - będą wymagać procedury dotyczące audytu wewnętrznego. Musimy doskonalić metody oceny ryzyka kredytowego, choćby z tego powodu, że ryzyko to rośnie wraz z komplikowaniem się sytuacji ekonomicznej kraju. Banki na zachodzie są w lepszej sytuacji, bo - na przykład - od dawna używają metod scoringowych do kredytowania obywateli. To jednak wymaga olbrzymiej bazy informacyjnej i my taką bazę dopiero tworzymy. Korzystamy więc z doświadczenia i wiedzy banku belgijskiego, ale proste przenoszenie rozwiązań czy produktów jest niemożliwe, ze względu na odmienność klientów i rynków.
- Ostatnio Belgowie weszli kapitałowo do Warty. Co to oznacza dla Kredyt Banku?
- Obopólne korzyści dla banku i dla Warty, zwłaszcza zaś rozwój bancassurance. My już od dawna łączymy produkty bankowe i ubezpieczeniowe, wdrożyliśmy to z udziałem Agropolisy, będącej w grupie kapitałowej Kredyt Banku. Konsekwencją związania z Wartą, do czego bank zmierzał już przed laty, jest wystawienie na sprzedaż naszych udziałów w Heros-Life.
- A jaki będzie los Agropolisy?
- Prawdopodobnie nie zostanie ona sprzedana, bo obsługuje niszę, na której nam zależy.
- Jakie podmioty wchodzą w skład grupy Kredyt Banku?
- Grupa kapitałowa Kredyt Banku składa się z Prosper Banku, który teraz podlega restrukturyzacji, Zachodnio-Ukraińskiego Komercyjnego Banku we Lwowie, Herosa-Life, Agropolisy, PTE, SKK Kredyt - biura pośrednictwa kredytowego, Bankowego Funduszu Inwestycyjnego oraz innych spółek utworzonych przez bank.
- Niedawno, bo 12 lutego zmieniliście nazwę sanowanego przez Kredyt Bank przy wsparciu BFG Prosper Banku na Polski Kredyt Bank. Dlaczego?
- Nazwa Prosper Bank kojarzyła się z bankiem chorym, chodziło o to, by nazywał się podobnie jak jego właściciel, ale nie tak samo.
- Oprócz nazwy zmieniliście także kadrę zarządzającą. le pracowała?
- Ta zmiana wynikała z potrzeby korekty procesu restrukturyzacji. Straty banku zostały zredukowane ze 170 do 130 milionów złotych. Uważamy jednak, że proces ten należy przyśpieszyć.
- Kredyt Bank jest właścicielem banku na Ukrainie i oddziału w Wilnie. Czy te inwestycje rozwijają się zgodnie z planem?
- Tak. Trzy lata temu wraz z EBOiR kupiliśmy akcje Zachodnio-Ukraińskiego Banku Komercyjnego we Lwowie. Nasz łączny udział jest dominujący, wynosi około 90 procent. W pięcioosobowym zarządzie jest dwóch Polaków. W tym roku bank, który przejęliśmy w nienajlepszym stanie, powinien już wyjść na prostą. Oddział w Wilnie od początku prosperuje bardzo dobrze. Pod względem sumy bilansowej znajduje się w pierwszej piątce banków na Litwie. Dlatego rozpoczęliśmy poważne inwestycje, tworzymy jego filie - dwie nowe w Wilnie, poza tym w Kownie, Kłajpedzie i Poniewieżu.
- Czy przewiduje Pan inne, nowe inwestycje na Wschodzie?
- Na razie nie. Musimy pilnować interesów w kraju, zwłaszcza, że konkurencja na naszym rynku jest coraz ostrzejsza.
- Kiedy skończycie instalowanie centralnego systemu Profile? Co to w banku zmieni?
- Wdrażanie systemu zakończymy w tym roku. Wyeliminuje to księgowość z oddziałów. Pracownicy, którzy się tym zajmowali, mają szansę przekwalifikowania się na sprzedawców produktów.
- Jakie są plany strategiczne banku na najbliższe lata?
- W tej dziedzinie nic się nie zmieniło. Chcemy być bankiem uniwersalnym, znajdującym się w pierwszej piątce na rynku. Główny nacisk kładziemy na rozwój bankowości detalicznej, obsługę małych i średnich firm oraz na bancansurance.
- Ubiegłoroczny zysk netto banku wzrósł o ponad 40 procent, ale od niskiej podstawy. Czy ten wynik Pana zadawala?
- Wynik byłby lepszy, gdyby nie inwestycje w rozwój infrastruktury. Musimy jednak inwestować, by osiągnąć cele, jakie przed sobą stawiamy.
Stanisław Pacuk
absolwent SGPiS (obecnie SGH) z ponad 25-letnim stażem pracy w bankowości. W latach 1972-1986 zajmował samodzielne i kierownicze stanowiska w NBP. Jeden ze współorganizatorów BRE. W latach 1987-1990 pierwszy zastępca prezesa tego banku. Od 1990 roku pełni funkcje prezesa utworzonego w tym czasie Kredyt Banku.





























































