Coraz więcej turystów biwakuje w Bieszczadzkim Parku Narodowym (BdPN), a część z nich rozpala na szlakach kuchenki turystyczne. Przy wysuszonych trawach wystarczy podmuch wiatru, by wywołać pożar połoniny - ostrzegają władze parku.


Bieszczadzki Park Narodowy apeluje do turystów, aby nie traktowali jego terenu jako miejsca do uprawiania bushcraftu i biwakowania. Przypomina też, że nocowanie poza miejscami wyznaczonymi, budowanie szałasów, niszczenie roślinności oraz używanie otwartego ognia są zabronione.
Gotują posiłki na Tarnicy i rozbijają namioty
Zastępca dyrektora BdPN Przemysław Wasiak powiedział PAP, że w tym roku pracownicy parku częściej natrafiają na osoby próbujące spędzić noc na jego terenie. Zastrzegając, że ustalenie skali zjawiska jest trudne.
W sezonie udaje nam się ujawnić kilkanaście takich osób. Ale na pewno jest znacznie więcej tych, których nikt nie zauważa. Nocują, rano cicho się zwijają i dalej idą szlakiem jak zwykli turyści - dodał.
Informacje o namiotach rozbitych w parku, osobach śpiących pod drzewami lub przygotowujących posiłki przekazują najczęściej pracownicy terenowi BdPN. Jak zaznaczył Wasiak, problem dotyczy nie tylko osób planujących nocleg. Kuchenki turystyczne wyjmują również wędrowcy zatrzymujący się na szlaku.
- Sam widziałem ostatnio taką sytuację na Tarnicy. Zapytałem turystę, co robi, bo przecież wszystko może się zaraz zapalić. Odpowiedział, że tylko szybko podgrzeje posiłek i zgasi kuchenkę. Problem w tym, że wystarczy jeden podmuch wiatru, aby płomień przeniósł się na trawy - powiedział zastępca dyrektora parku.

Bieszczadzki Park Narodowy bije na alarm
Podkreślił przy tym, że na połoninach i w lasach jest bardzo sucho, a przy braku opadów zagrożenie będzie wzrastać. Wysuszone są zarówno trawy, jak i grunt oraz ściółka.
- Gotowanie posiłków w takich warunkach jest bardzo nierozsądne. Płomień z kuchenki może zająć roślinność znajdującą się w bezpośrednim sąsiedztwie i po chwili będziemy mieli pożar połoniny - ostrzegł Wasiak.
Jak wyjaśnił, gaszenie ognia wysoko w górach jest znacznie trudniejsze niż prowadzenie akcji przy drodze. Ratowników, sprzęt i wodę trzeba dostarczyć na wysokość przekraczającą tysiąc metrów. Park ma w pobliżu połonin ukryte w lesie skrzynie z tłumicami, jednak w przypadku rozległego pożaru zgromadzony tam sprzęt byłby niewystarczający.
- To ogromny wysiłek. Trzeba ściągnąć ludzi, dowieźć wodę quadami i zaangażować wiele jednostek ochotniczych straży pożarnych. Przy dużym pożarze środki, którymi dysponuje sam park, nie wystarczą - zaznaczył Przemysław Wasiak.
BdPN przypomniał również, że nocowanie i schodzenie ze szlaków zakłóca spokój dzikich zwierząt oraz może być niebezpieczne dla samych turystów, m.in. ze względu na obecność niedźwiedzi. Park zachęca, by noclegi planować w schroniskach i przygotowanych bazach, a po jego terenie poruszać się wyłącznie wyznaczonymi szlakami. (PAP)
al/ mark/




























































