Eksperci z wiodących instytucji finansowych – takich jak ING, Unicredit, Schroders czy Amplico - dyskutować będą na tematy poświęcone rynkom inwestycyjnym i makroekonomii. Podczas bloku Geografia Efektywnych Inwestycji, jego uczestnicy rozmawiać będą m. in. o wzajemnych relacjach gospodarek amerykańskiej i chińskiej. Tekst jednego z głównych analityków Xelion Doradców Finansowych Łukasza Bugaja o „Wojnie Walutowej” to zapowiedź tematu, jaki z pewnością rozemocjonuje uczestników dyskusji.
„Wojna walutowa” – taki termin, zwłaszcza ostatnio, obecny jest w mediach coraz częściej. Pojęcie to tyczy się przede wszystkim relacji gospodarczych dwóch największych potęg USA i Chin. Stany Zjednoczone od pewnego czasu nie ustają w naciskach na Chiny w kwestii aprecjacji waluty Państwa Środka. Świat dotąd spokojnie przyglądał się amerykańskim zabiegom. Dopiero po nazwaniu tych oraz innych działań „wojną walutową” przez brazylijskiego ministra finansów, opinia światowa zaczęła zdawać sobie sprawę, że problem zatacza coraz szersze kręgi. Część ekspertów doszła nawet do wniosku, że działania te doprowadzić mogą do sytuacji przypominającej to co działo się podczas Wielkiego Kryzysu lat 30 ubiegłego stulecia. Doszło wtedy bowiem do katastrofalnej w skutkach konkurencyjnej dewaluacji walut w wielu krajach.
Źródłem problemu jest polityka zwana „beggar thy neighbour” (zagłódź swojego sąsiada), która polega na utrzymywaniu kursu swojej waluty możliwie na najniższym poziomie względem sąsiadów. Pozwala to na stymulowanie wzrostu gospodarczego przez konkurencyjność w eksporcie. Działanie to może przynieść wiele pożytku, ale gdy wszyscy stosują je jednocześnie, staje się wyjątkowo szkodliwe. Odpowiedzialnością za takie szkodliwe postępowanie obarczono w przypadku obecnej „Wojny Walutowej” Chiny oraz inne kraje rozwijające się, co – w moim przekonaniu – jest dla tych państw krzywdzące, bo głównym winowajcą są Stany Zjednoczone.
USA same w głównej mierze wywołują globalne problemy. Amerykańska Rezerwa Federalna przez swoją ultra łagodną politykę monetarną zaniża wartość dolara. Nakłada się na to praktycznie już ogłoszona kolejna runda ilościowego poluzowania, która jest bronią atomowa w rękach Amerykanów, dzięki której mogą skutecznie dalej obniżać wartości dolara i pompować bańki spekulacyjne w świecie rozwijającym się. Czyni się to mimo oficjalnych zapewnień o promowaniu silnego dolara, podczas gdy faktycznie dąży się do jego deprecjacji. Powoduje to np. rekordowe wzrosty cen złota, które w ten sposób stało się walutą alternatywną, a nie aktywem zabezpieczającym przed wysoką inflacją, gdyż jak na razie nie grozi ona gospodarkom rozwiniętym.
Dowodem na to są znamienne słowa Fedu, który w ostatnim komunikacie zaskoczył rynki stwierdzeniem, że inflacja jest zbyt niska i należy ją podnieść do bardziej optymalnego poziomu. Taka promocja inflacji nie musi jednak dziwić jeżeli wiemy, że w gospodarce amerykańskiej dostrzec można wyraźne deflacyjne skłonności. Inflacja, o której tak się mówi w kontekście USA dotyczy dziś praktycznie tylko świata rozwijającego się. Jego gospodarki mają bowiem ogromny problem, gdyż niskie stopy w świecie rozwiniętym uniemożliwiają im samym podwyżki stóp. Doprowadziłoby to do zbytniego umocnienia ich walut i w konsekwencji „zabicia” pieczołowicie stymulowanego wzrostu gospodarczego.
USA prowadzi jednak swoją politykę. Chcą dmuchać balon tak długo jak się da, by zmusić amerykańskiego ”Smitha” do konsumpcji. Wiele razy taka polityka okazała się skuteczna np. po pęknięciu banki internetowej, ale teraz napotyka na ogromne przeszkody. Amerykanie chcą bowiem oszczędzać, a nie wydawać. Fed jest jednak niestrudzony i przekonany, że zmusi społeczeństwo do konsumpcji. Efektem ubocznym są bańki na rynkach wschodzących, ale kraje te nauczyły się wzorem lat poprzednich, że taka polityka kończy się tym co obserwowaliśmy w 2008 roku. Wydaje się, że uczeń przerósł mistrza i młode rozwijające się gospodarki zrozumiały, że rozwój powinien być zrównoważony, a nie kreowany na siłę. „Wojna Walutowa” została więc wywołana sprzecznymi interesami największych gospodarczych potęg. Czy będzie tylko faktem medialnym czy realnym zagrożeniem – okaże się z pewnością w ciągu najbliższych miesięcy.
Łukasz Bugaj, analityk
Xelion. Doradcy Finansowi






























































