Według najnowszego raportu Polska zajęła pierwsze miejsce wśród krajów OECD pod względem dynamiki wzrostu wydajności pracy. Jak wskazują autorzy wynik potwierdza strukturalną siłę naszej gospodarki i historyczny sukces procesu doganiania Zachodu, ale niedobór inwestycji, zwłaszcza w technologie ma stanowić poważne ostrzeżenie.


Dane opublikowane przez Organizację Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD) w raporcie Compendium of Productivity Indicators 2026 nie pozostawiają złudzeń - polska gospodarka porusza się w zupełnie innej lidze produktywności niż reszta państw rozwiniętych. Podczas gdy globalny wzrost wydajności pracy wciąż nie może podnieść się po kryzysie z 2008 roku, a strefa euro ociera się o stagnację, polski wynik na poziomie +5,1% r/r to rynkowy fenomen w najnowszym raporcie OECD, która zrzesza 38 wysoko rozwiniętych i demokratycznych państw z całego świata.
Kluczowy jest długoterminowy trend tzw. nadrabiania zaległości. W latach 1995–2024 wydajność pracy nad Wisłą wzrosła z 19,6 USD do 52,1 USD za przepracowaną godzinę (w cenach stałych z 2020 r.). Prawie trzykrotny wzrost wartości generowanej w ciągu godziny pracy jest według raportu wyrazem udanej transformacji ustrojowej. Prognozy na kolejne lata sugerują lekkie schłodzenie dynamiki, jednak Polska ma stabilnie utrzymać się w ścisłej czołówce stawki, ustępując miejsca jedynie takim graczom jak Irlandia czy Łotwa. Tu ważna uwaga, że metodologia dostrzega problem zawyżania PKB widoczny np. w Irlandii, więc autorzy proponują posiłkowanie się Dochodem Narodowym Brutto jako precyzyjniejszą miarą wydajności dla takich państw.
Raport zauważa, że za wysokim tempem wzrostu produktywności w Polsce stoją w
dużej mierze sektory handlu, transportu i zakwaterowania. Przy rekordowo niskim
bezrobociu w Polsce i drastycznym braku rąk do pracy, przedsiębiorstwa handlowe
i logistyczne zostały zmuszone do szukania wewnętrznych rezerw efektywności.
Rentowność biznesu trzeba było ratować optymalizacją procesów, co przełożyło
się na świetne wyniki operacyjne.
Mimo sukcesów produktywności wielu branż, sektor technologii
informacyjno-komunikacyjnych (ICT) obejmujący infrastrukturę, sprzęt oraz
oprogramowanie i usługi chmurowe, zanotował w Polsce ujemny wpływ na łączną
wydajność pracy. Spadek ten wynikał z faktu, że liczba przepracowanych godzin i
zatrudnienie rosły znacznie szybciej niż wygenerowana przez tę branżę wartość
dodana. Raport sugeruje, że takie negatywne zjawisko może wiązać się z
niedoborami wysoko wykwalifikowanej siły roboczej na rynku.
Problem ten potęguje jednocześnie niski poziom krajowych inwestycji, zwłaszcza
w technologie. W 2024 roku stopa
inwestycji w Polsce była o około 10 punktów procentowych niższa od europejskich liderów, takich jak Islandia czy Czechy (osiągających poziom ok. 26% PKB.
Szczególnie niepokojący jest wskaźnik inwestycji w technologie ICT. W 2024 r.
utrzymał się on w naszym kraju na bardzo niskim poziomie, poniżej 1% PKB, co
klasyfikuje kraj na samym dole zestawienia państw OECD.
Wnioski z najnowszego raportu, choć oparte na danych z 2024 r. są wciąż aktualne. Dotychczasowy model wzrostu oparty na taniej, a zarazem coraz bardziej efektywnej sile roboczej osiąga swoje limity. Skoro globalna produktywność coraz silniej zależy od cyfryzacji i wdrażania zaawansowanych algorytmów AI, polskie przedsiębiorstwa muszą diametralnie zmienić strategię alokacji kapitału.

Szerszy obraz i dominacja USA
Dane za 2024 rok pokazują bezwzględną dominację Stanów Zjednoczonych nad Unią Europejską. Amerykańska wydajność pracy wzrosła o 2,2% r/r, notując drugi rok silnych wzrostów z rzędu i ponad dwukrotnie przebijając średnią z lat 2010-2019. Ameryka powróciła tym samym do swojej złotej ery sprzed globalnego kryzysu finansowego (lata 2000-2007), kiedy rosła w tempie 2,3% rocznie.
Analitycy OECD nie mają wątpliwości: to pierwsze, namacalne efekty rewolucji AI. W listopadzie 2025 roku wskaźnik wdrożenia sztucznej inteligencji w amerykańskich przedsiębiorstwach (ważony zatrudnieniem) osiągnął porażający poziom ok. 78%. Efekt? Stary Kontynent zostaje daleko w tyle. W 2024 roku wydajność pracy w UE wzrosła o nędzne 0,2% (wobec historycznej średniej 1,2%).
USA były w 2024 roku jedynym jasnym punktem w klubie G7. Pozostali członkowie tej elitarnej grupy zanotowali bolesne tąpnięcia. Niemcy spadek o 0,4%, Wielka Brytania regres o 0,7%. Honor dużych państw UE ratowała Francja wzrostem o 0,4%.
Dzisiejsza produktywność Unii Europejskiej – mierzona w dolarach według parytetu siły nabywczej z 2020 roku – stanowi zaledwie trzy czwarte (75%) poziomu amerykańskiego. Jeszcze gorzej wypada Japonia i Korea Południowa (poniżej 2/3), a relatywny dystans do lidera udaje się utrzymać jedynie Australii (nieco ponad 4/5).
Analizując warstwę branżową raportu OECD okazuje się, że za spektakularnymi wynikami poszczególnych państw potrafią stać pojedyncze branże lub wręcz... konkretne hity eksportowe. Idealnym przykładem jest Dania (+3,0%). Za tym świetnym wynikiem stoi niemal wyłącznie eksplozja produktywności w sektorze farmaceutycznym, napędzana globalnym szałem na terapie GLP-1 (leki przeciw otyłości, m.in. Ozempic i Wegovy). Ta jedna branża wybiła całe duńskie przetwórstwo przemysłowe daleko powyżej mediany OECD.































































