

Co czwarte zwolnienie lekarskie trwa we Włoszech tylko jeden dzień. Najświeższe dane na ten temat ogłoszono po tym, jak ponad 80 procent rzymskich strażników miejskich nie stawiło się w pracy w noc sylwestrową, tłumacząc to stanem zdrowia.
Strażnicy rozchorowali się nagle i następnego dnia już byli zdrowi. Podejrzenie, że choroba stanowiła wymówkę, by nie iść do pracy, uzasadnione jest rozpowszechnioną praktyką, by dzięki zwolnieniu lekarskiemu zagwarantować sobie długi weekend albo przedłużyć wakacje.
W budżetówce ponad 25 procent tzw. L4 opiewa na jeden tylko dzień, podczas gdy w sektorze prywatnym ich odsetek nie przekracza jedenastu. Rekord uciekania się do tego wybiegu należy do Palermo, gdzie jednodniowe zwolnienia stanowią ponad 40 procent wszystkich. Pracownik administracji publicznej z południa przebywa na nim ponad 23 dni w roku, podczas gdy średnia krajowa wynosi dziewiętnaście. Kosztuje to skarb państwa trzy miliardy siedemset milionów euro.
Zobacz także
Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Marek Lehnert/Rzym




























































