W ubiegłym tygodniu liczba noworejestrowanych bezrobotnych wzrosła o 17 tysięcy, do poziomu 474 tys. I choć analitycy spodziewali się wyniku rzędu 450 tys., to dane uznano za „dobre”, ponieważ aż o 303 tysiące (do 5,16 mln) spadła liczba Amerykanów pobierających zasiłek. Tyle że ludzie ci raczej nie znaleźli zatrudnienia, tylko po prostu stracili prawo do zasiłku. Dane nieodsezonowane wyglądały jeszcze gorzej: przybyło aż 417 tysięcy pobierających wszelakie zapomogi rządowe i stanowe – w sumie na garnuszku państwa przebywa już 10 milionów Amerykanów. Tak więc zdecydowanie nie ma się z czego cieszyć, albowiem bezrobotny i cała jego rodzina zazwyczaj są bardzo słabymi konsumentami. A to przecież wydatki konsumpcyjne do tej pory odpowiadały za przeszło 70% amerykańskiego PKB.
Lepiej zaprezentował się za to bilans handlowy. Październikowy deficyt zmniejszył się z 35,7 do 32,9 mld $, podczas gdy oczekiwano wzrostu do 36,9 mld $. Cieszyć może 2,6-procentowy wzrost eksportu, ale niepokoić powinien najmniejszy od stycznia 2000 roku import ropy. W ten sposób dane Departamentu Handlu potwierdzają wnioski płynące z raportów o zapasach paliw, które sygnalizują spadek zapotrzebowania na paliwa w największej gospodarce świata. Nie dziwi więc, że „czarne złoto” zostało przecenione o kolejny procent i jest najtańsze od dwóch miesięcy.
Ale dziś nic mąciło optymizmu inwestorów, którzy przed zbliżającym się końcem roku śmiało kupują niezbyt już tanie akcje. Choć początkowe uderzenie strony popytowej szybko zostało skontrowane, to jednak trzy główne indeksy zyskały w granicach 0,6%.
Inwestorów nie zmartwiała nawet nieudana aukcja obligacji 30-letnich. Ponieważ zagraniczne banki centralne zgłosiły mniejszy niż ostatnio popyt, to Departament Skarbu musiał zaakceptować niższe ceny – średnia rentowność była o 4 pb. wyższa od prognoz analityków. To może być sygnał, że zagraniczni inwestorzy nie akceptują już śmiesznie niskich stóp zwrotu z amerykańskich Treasuries, co w obliczu kłopotów finansowych Grecji czy Dubaju jest niepokojącą informacją.
Do zakupów akcji inwestorów cały czas zachęcają analitycy z renomowanych instytucji finansowych. Dziś specjaliści z Goldman Sachs podwyższyli prognozy wyników finansowych dla Oracle, zaś eksperci z Sanford C. Bernstein zachwalali akcje korporacji Walta Disneya. Walory obu firm zyskały dziś po ok. 3%. Ale i tak spółką dnia została America-On-Line, która po kilku latach powróciła na nowojorskie parkiety. Powtórny debiut legendy amerykańskiego Internetu nie był okazały: jej kurs wzrósł o jednego centa.
Krzysztof Kolany






























































