

W Belgii głosowanie w wyborach jest obowiązkowe. Każdy kto nie weźmie w nich udziału jest karany grzywną.

Frekwencja w wyborach przekracza 90 procent. Grzywna wynosi 30 euro, ale może wzrosnąć do stu jeśli ktoś kilka razy z rzędu nie pójdzie do głosowania i wtedy taka osoba jest pozbawiana praw publicznych.
"To nie kary, a obywatelski obowiązek nakazuje Belgom brać udział w wyborach" - mówi Polskiemu Radiu Belg Michel Plumley. On głosuje zawsze. "To kwestia osobistego wyboru, uważam, że należy skorzystać ze swoich praw. Mogę zrozumieć tych, którzy nie idą do urn bo ich to nie interesuje, ale ja chcę mieć wpływ na rządzących i dlatego głosuję" - dodaje.

Obowiązkowy udzial w wyborach wprowadzono w Belgii w 1893 roku, by zmobilizować przede wszystkim osoby niewykształcone. Niedawno jednak pojawiły się głosy, że należałoby skończyć z anachronicznymi przepisami z XIX wieku. Padały argumenty, że rezygnacja z głosowania to też wybór. I może gdyby nie było ono obowiązkowe, politycy musieliby się bardziej starać, by zachęcić do pójścia do urn.
IAR/Beata Płomecka/Bruksela/moc/kry





























































