Kolejna armada płynie w kierunku Iranu - powiedział we wtorek prezydent USA Donald Trump. Doradził przy tym irańskim władzom, by zawarły z nim układ w sprawie zakończenia swojego programu jądrowego.


O kolejnych amerykańskich okrętach zmierzających na Bliski Wschód prezydent USA poinformował w przemówieniu w Clive w stanie Iowa. - A propos, kolejna piękna armada płynie właśnie w kierunku Iranu. Mam nadzieję, że pójdą na układ. Mam nadzieję, że pójdą na układ. Powinni byli zawrzeć układ za pierwszym razem - mówił Donald Trump.
Prezydent USA już wcześniej informował o przesunięciu jednej „armady” w region Bliskiego Wschodu - grupy uderzeniowej lotniskowca USS Abraham Lincoln. Nie jest dotąd jasne, jakie kolejne okręty zostały skierowane do regionu, lecz wcześniejsze doniesienia, m.in. Fox News, mówiły, że ze swoich portów w ostatnich tygodniach wypłynęły dwa inne lotniskowce:
- USS Theodore Roosevelt z San Diego.
- USS George H.W. Bush.
Trump mówił wcześniej, że okręty zostały skierowane do regionu, by dać mu opcje uderzenia na Iran, choć zaznaczał, że woli rozwiązanie dyplomatyczne.
Oni chcą zawrzeć porozumienie. Wiem o tym. Wiele razy dzwonili. Chcą rozmawiać - twierdził prezydent w niedzielę.
Amerykańscy urzędnicy podkreślają, że potencjalna umowa musiałaby obejmować pozbycie się przez Iran całego wzbogaconego uranu, ograniczenie irańskich zapasów pocisków rakietowych dalekiego zasięgu, zmianę polityki dotyczącej wspierania podmiotów proxy w regionie oraz zakaz niezależnego wzbogacania uranu w tym kraju. Irańczycy zadeklarowali gotowość do rozmów, ale nie zasygnalizowali gotowości do zaakceptowania tych warunków - napisał portal Axios.
Prezydent do saudyjskiego następcy tronu: Aprobujemy każdy sposób na uniknięcie wojny
Prezydent Iranu Masud Pezeszkian powiedział w rozmowie telefonicznej z saudyjskim następcą tronu, księciem Mohammedem bin Salmanem, że Teheran zaaprobuje każdy sposób na uniknięcie wojny zgodny z prawem międzynarodowym. Ostrzegł zarazem, że groźby USA przyniosą „niestabilność dla nich samych”.

Groźby Amerykanów, obliczone na zakłócenie bezpieczeństwa regionu, nie osiągną nic, poza niestabilnością dla nich samych - powiedział Pezeszkian.
AFP przypomina, że w połowie stycznia Arabia Saudyjska zapewniła Iran, że nie pozwoli na wykorzystanie swego terytorium do ewentualnych ataków na ten kraj.
Sam Teheran zasygnalizował tymczasem, że otworzono kanał pozwalający na komunikację z Waszyngtonem.
I znów wraca blokada cieśniny Ormuz
Konserwatywny dziennik irański „Dżawan” ostrzegł jednak, że Teheran może przejąć kontrolę nad strategiczną Cieśniną Ormuz, ważnym morskim szlakiem komunikacyjnym, przez który transportowana jest znaczna część światowego eksportu ropy i gazu skroplonego.
Irański Korpus Strażników Rewolucji ogłosił wkrótce potem, że Iran uzna wszelkie państwa ościenne za wrogów, jeśli „ich ziemia, niebo, lub wody” zostaną wykorzystane do ataków na ich kraj. Wysoki rangą przedstawiciel Strażników Rewolucji Mohammad Akbarzadeh oznajmił, że komunikat taki został przekazany państwom regionu.
Akbarzadeh, cytowany przez agencję Fars, również zagroził zablokowaniem Cieśniny Ormuz i ostrzegł, że Waszyngton i jego sojusznicy muszą wiedzieć, że „o ile bezpieczeństwo ich (dostaw) żywności, energii i handlu były zagwarantowane na tym szlaku, (...) o tyle my możemy sprawić, że to bezpieczeństwo zmieni się w brak bezpieczeństwa”.
Dyplomacja walczy o brak walki?
Wcześniej we wtorek dziennik „Wall Street Journal” podał, że państwa Zatoki Perskiej starają się odwieść USA od ataku na Iran. Obok Arabii Saudyjskiej w inicjatywie tej uczestniczą Katar i Oman, obawiające się, że eskalacja w regionie zagrozi gospodarce tych państw i mogłaby również zakłócić ruch tankowców przez Cieśninę Ormuz.
„New York Times” napisał natomiast, że republikański senator Lindsey Graham, bliski sojusznik prezydenta USA, poinformował, że celem Donalda Trumpa jest doprowadzenie do upadku irańskiego reżimu.
Trump powiedział w poniedziałek, że sytuacja wokół Iranu „jest zmienna”, bo wysłał na Bliski Wschód „dużą armadę”. Ocenił jednocześnie, że Teheran chciałby zawrzeć porozumienie.
W poniedziałek lotniskowiec USS Abraham Lincoln z towarzyszącymi mu okrętami przybył na Bliski Wschód, co - jak komentują media - zwiększa możliwości podjęcia ewentualnych operacji przeciwko Iranowi. Dowództwo Centralne (CENTCOM), odpowiedzialne za amerykańskie siły w regionie, poinformowało, że grupa uderzeniowa lotniskowca USS Abraham Lincoln jest rozmieszczana na Bliskim Wschodzie, by wesprzeć regionalne bezpieczeństwo i stabilność.
Roje dronów i miniaturowe okręty podwodne realnym zagrożeniem dla amerykańskich okrętów
Tysiące tanich irańskich dronów kamikadze mogą realnie zagrozić okrętom najnowocześniejszej na świecie grupy uderzeniowej lotniskowca USS Abraham Lincoln, która wpłynęła na wody Zatoki Perskiej - ostrzegł Cameron Chell, dyrektor generalny i współzałożyciel amerykańskiego producenta dronów Draganfly.
Chell w rozmowie ze stacją Fox powiedział w niedzielę, że Iran może wystrzelić dużą liczbę nieskomplikowanych dronów bezpośrednio na amerykańskie okręty wojenne, z którymi ich tradycyjne systemy obrony mogą sobie nie poradzić.
- Jeśli setki takich dronów zostaną wystrzelone w krótkim czasie, niektóre z nich prawie na pewno się przebiją – ostrzegł Chell.
A drony to nie jedyna niespodzianka, jaką Iran przygotował na ewentualne starcie z siłami Stanów Zjednoczonych wysłanymi na Bliski Wschód. W Cieśninie Ormuz marynarka wojenna islamskiej republiki rozmieściła również okręty podwodne klasy Fateh, którym towarzyszą miniaturowe okręty podwodne Ghadir konstrukcyjnie przystosowane do pływania po płytkich wodach Zatoki Perskiej.
Według azjatyckiego portalu DefenseSecurityAsia ich rozmieszczenie stanowi celową, strategiczną eskalację asymetrycznej doktryny morskiej Teheranu, wykorzystującą wojnę podwodną do zniwelowania przewagi sił morskich Stanów Zjednoczonych. A przed destrukcyjnymi możliwościami tych miniaturowych okrętów ostrzegł niedawno Amerykanów były dowódca marynarki wojennej Iranu (IRIN), kontradmirał Hossein Chanzadi, mówiąc, że klasa Ghadir jest zdolna do tego, co niemieckie okręty podwodne robiły z amerykańskimi okrętami podczas II wojny światowej.
Ich potencjału nie lekceważą też Amerykanie; kapitan marynarki wojennej USA Tracy A. Vincent przyznał, że te miniaturowe jednostki tworzą istotną warstwę irańskiej obrony i są dobrze przygotowane do podwodnej walki partyzanckiej oraz do przeprowadzania zasadzek na duże okręty.
Cytowani przez DefenseSecurityAsia eksperci wojskowi szacują, że Iran posiada również tysiące min morskich, które prawdopodobnie już zaczął rozmieszczać w Zatoce Perskiej. Miny te mogą poważnie uszkodzić konstrukcję kadłuba większości okrętów, eliminując je na długo z walki.
To w zasadzie wszystko, co Iran może przeciwstawić siłom Stanów Zjednoczonych. Dysproporcje między obiema armiami są bowiem olbrzymie. Podczas gdy Iran ma około 580 tys. regularnych żołnierzy i 200 tys. członków Gwardii Rewolucyjnej, Stany Zjednoczone dysponują co najmniej 1,3 mln żołnierzy i ponad 760 tys. rezerwistów. Według danych Departamentu (Ministerstwa) Wojny USA jeszcze większa jest przepaść w wydatkach na obronę; Teheran przeznacza na nią około 15,5 mld dolarów, a Waszyngton prawie 895 mld dolarów rocznie. (PAP)
tebe/ mal/
Z Waszyngtonu Oskar Górzyński (PAP)
osk/ san/




























































