Szok paliwowy będzie stopniowo podbijał inflację CPI przez kolejne kwartały, z kulminacją efektu na przełomie III i IV kwartału; pod koniec 2026 r. inflacja może zbliżyć się do 4 proc. rdr, osiągając lokalny szczyt - ocenili analitycy Banku Pekao w ostatnim raporcie, rewidując w górę swoją wcześniejszą prognozę.


"Szok paliwowy będzie stopniowo podbijał inflację CPI przez kolejne kwartały, z kulminacją efektu na przełomie III i IV kwartału. Zakładamy, że pod koniec 2026 r. inflacja zbliży się do 4 proc. rdr, osiągając lokalny szczyt" - oszacowali analitycy.
Analitycy Pekao wskazali, że konflikt w Zatoce Perskiej przedłuża się, perspektywy na porozumienie pozostają kruche, a przepływy surowca przez cieśninę Ormuz są nadal ograniczone, zaś ceny ropy ustabilizowały się wyraźnie powyżej poziomów sprzed eskalacji.
Dodali, że w praktyce oznacza to, że scenariusz „kryzysu paliwowego” przestaje być krótkoterminowym ryzykiem, a zaczyna być scenariuszem bazowym.
"Jeżeli niedobory paliw utrzymają się dłużej, negatywne konsekwencje gospodarcze będą stopniowo narastać, pozostawiając świat z wyraźnie wyższą inflacją i niższym wzrostem gospodarczym" - zaznaczyli.

Według ich analiz, szczyt wpływu obecnego szoku paliwowego na inflację pojawi się po ok. 5-6 miesiącach od jego rozpoczęcia.
"Zakładając marzec jako początek obecnego szoku oraz zakładając utrzymanie jego obecnej struktury i skali (cena ropy naftowej ok. 100 USD/baryłka, gazu ziemnego 50 EUR/MWh), największego wpływu na inflację konsumencką należy oczekiwać na przełomie III i IV kwartału" - ocenili.
Dodali, że do końca 2026 r. obecny kryzys paliwowy może podbić inflację o ok. 2 pkt. proc.
"Co istotne, inflacja bazowa zareaguje głównie poprzez kanał dóbr, a nie usług – co dodatkowo przy obecnej słabnącej kondycji pracownika na rynku pracy – ogranicza ryzyko utrwalenia się wysokiej inflacji na dłużej" - zaznaczyli.
Wobec tego widzą oni potrzebę rewizji prognozowanej ścieżki inflacyjnej w górę.
"Przez ostatnie dwa miesiące traktowaliśmy napięcia wokół Zatoki Perskiej jako poważny, ale jednak przejściowy szok podażowy o ograniczonych konsekwencjach dla prognoz inflacyjnych. Dziś coraz trudniej utrzymywać taką narrację" - wskazali.
Jak zauważyli, od końca lutego rynkowa cena ropy naftowej Brent szybko wzrosła z ok. 68 USD do średnio 100 USD za baryłkę, utrzymując się – przy bardzo dużej zmienności – w pobliżu tego poziomu już drugi miesiąc.
"To ruch rzędu 45–50 proc., owszem porównywalnie dwa razy mniejszy od największych kryzysów w nowoczesnej historii, ale i tak wyraźnie wyróżniający się z tłumu. Tego typu zmiany cen ropy praktycznie zawsze przekładały się na wyraźny impuls inflacyjny. Pytanie brzmi więc nie czy, ale jak silny i jak rozłożony w czasie będzie obecny efekt" - napisali.
Dodali, że w ciągu 1-2 miesięcy po szoku reagują ceny paliw, w ciągu 2-4 miesięcy - ceny transportu i energii, a w ciągu 4-7 miesięcy ceny żywności i towarów konsumpcyjnych, zaś w ciągu 6-9 miesięcy - ceny usług. (PAP Biznes)
jz/ ana/




















