Ku rozczarowaniu inwestorów z Europy środowa sesja na nowojorskich parkietach przyniosła kontynuację poniedziałkowych spadków. Już po zakończeniu handlu w Warszawie zdecydowanie osłabił się polski złoty.


Tak, jak się tego można było spodziewać, wtorkowe rachityczne wzrosty okazały się zwykłym odbiciem "zdechłego kota". W środę Wall Street wróciła do dominującego krótkoterminowego trendu spadkowego, przy okazji kompletnie wyprowadzając w pole inwestorów ze Starego Kontynenty.
Gdy Europa kończyła środowy handel (ze sporymi wzrostami), to indeksy amerykańskie znajdowały się ponad kreską. Można powiedzieć, że Amerykanie wykazali się wyrachowaną złośliwością. Bo gdy tylko Europa zakończyła handel, nowojorskie indeksy poszły w dół.
Dow Jones stracił 0,68%, notując 10 spadek w ciągu ostatnich 12 sesji. S&P500spadł o 0,86%, schodząc poniżej 2700 punktów. Najboleśniej spadki odczuł Nasdaq, który stracił 1,54%.
Tematem przewodnim an Wall Street w dalszym ciągu była wojna handlowa, którą prezydent Donald Trump wypowiedział reszcie świata. Najwyraźniej to kolejny polityk, który jeszcze nie wie, że w konfliktach celnych nie ma wygranych. Są sami przegrani. Przed tym zaskakująco zgodnie próbowali go przestrzec zarówno amerykańscy jak i europejscy oraz japońscy producenci samochodów. Ford, GM, Toyota, VW i Hyundai uznali cła za największe zagrożenie dla branży motoryzacyjnej.

Kombinacja wojny handlowej, perspektywy wzrostu stóp procentowych w USA, drożejącej ropy naftowej i umacniającego się dolara okazała się dewastująca dla rynków wschodzących. Oberwał także polski złoty - kurs EUR/PLN po zwyżce o ponad dwa grosze przekroczył poziom 4,35 zł i znalazł się najwyżej od marca 2017 roku.
Krzysztof Kolany



























































