
Źródło: Bankier.pl
Jeszcze do niedawna, chcąc sprawdzić, czy dany produkt można gdzieś kupić taniej, byliśmy zdani na kartkę, długopis i żmudne wycieczki po sklepach konkurencji. Dziś wystarczy pobrać na smartfona odpowiednią aplikację i zeskanować kod kreskowy wybranego produktu. Po kilku sekundach poznamy cenę produktu u konkurencji, w tym w sklepach działających jedynie w internecie. Dodatkowo o opinię na temat produktu możemy zapytać nie tylko sprzedawcę, ale i miliony użytkowników sieci.Takie ułatwienia sprawiają, że coraz chętniej porównujemy oferty różnych sklepów. Właściciele tradycyjnych placówek niezbyt przychylnym okiem patrzą więc na klientów ze smartfonem w ręku. W ich sklepach ceny są najczęściej wyższe niż w internetowych, więc część klientów przychodzi tylko po to, żeby dotknąć i wypróbować produkt, a następnie zeskanować jego kod kreskowy i zamówić go w internecie. Jednak czy sklep może klientom tego zabronić?
Sprzedawca ma związane ręce
| » Jak nas oszukują sprzedawcy jedzenia? |
– Właściciel sklepu może umieścić na drzwiach w sklepie tabliczki typu „zakaz wstępu” czy „zakaz fotografowania”. W praktyce jednak nie istnieje jeden i to konkretny przepis zakazujący fotografowania w sklepach – mówi dla Bankier.pl Wojciech Pacewicz z Kancelarii Prawnej Chałas i Wspólnicy.
Zdaniem naszego eksperta powoływanie się przez sprzedawców na przepisy regulujące sytuację, w której ktoś wdziera się do cudzego lokalu i na żądanie uprawnionego go nie opuszcza, albo też chowanie się za „uzasadnionymi interesami firmy, w tym ochroną przed konkurencją”, jest w przypadku smartfonowych zakupów nieuzasadnione.
| » Weź udział w internetowym badaniu Bankier.pl o OC i wygraj nagrody |
UOKiK nie widzi przeszkód
Głos w sprawie zakazu skanowania produktów zabrał UOKiK. Opinia urzędu jest korzystna dla klientów, choć oficjalnego wyroku w tej sprawie brak.
– Z naszej wstępnej analizy wynika, że nie ma przepisów, które zakazywałyby robienia zdjęć w sklepach – oferta sklepu nie jest tajemnicą przedsiębiorstwa. Równie dobrze konsument zamiast z aparatem czy telefonem może chodzić z notatnikiem i skrupulatnie zapisywać różnice w cenach produktów, albo je zapamiętywać i wybrać najkorzystniejszą ofertę – mówi Maciej Chmielowski z Biura Prasowego UOKiK, zastrzegając, że analizuje problem jedynie od strony przepisów konsumenckich.
| » Carrefour idzie z odsieczą upadającym sklepom |
Klient nasz pan, nawet ze smartfonem
Zakaz posługiwania się smartfonami w sklepie może jednak dla sprzedawców oznaczać utratę klientów. Jak informuje firma Acxiom, już co trzeci telefon komórkowy w Polsce to smartfon. Polacy coraz chętniej korzystają też z oprogramowania pozwalającego porównywać ceny. Z danych Ceneo.pl wynika, że przygotowaną przez tę firmę aplikację pobrało już ponad 250 000 użytkowników.
Przewiduje się, że liczba użytkowników porównywarek cen będzie rosnąć, ponieważ sprawdzanie cen i wybieranie najlepszych – najczęściej internetowych – ofert przynosi wymierne korzyści. Z badań Ceneo.pl wynika, że najwięcej można zaoszczędzić, zamawiając w sieci perfumy damskie (89%) i męskie (79%), a także lodówki (38%), telefony komórkowe (25%) i aparaty fotograficzne (21%).
| » Chleb i masło poproszę... na zeszyt |
Niektóre sieci handlowe wręcz namawiają klientów do używania smartfonów, pod warunkiem jednak, że produkty będą skanowane aplikacją udostępnioną przez sklep. W zamian klienci mogą otrzymywać kupony promocyjne oraz liczyć na pomoc wirtualnego asystenta, który pomoże w poruszaniu się między sklepowymi alejkami. W Polsce na podobne techniki sprzedaży musimy jeszcze poczekać.
Michał Żuławiński
Bankier.pl































































