Banki centralne Szwajcarii, Danii, Szwecji, od niedawna Japonii oraz EBC, ujemnymi stopami procentowymi starają się walczyć z deflacją oraz umocnieniem walut. Robiąc to w sposób niezależny od siebie i nieskoordynowany ryzykują prowadzenie licytacji na zasadzie „kto da mniej” i osiągnięcia w pewnym momencie krańca swoich możliwości działania - ocenia agencja S&P.
"Śmiałe zapuszczanie się na terytorium negatywnych stóp procentowych sygnalizuje uczestnikom rynku, że banki centralne użyją wszystkich dostępnych narzędzi, by osiągnąć swoje cele inflacyjne" - napisała Sophie Tahiri, ekonomistka Standard&Poors w opublikowanym w poniedziałek raporcie.
"Problem polega na tym, że wszystkie banki centralne krajów rozwiniętych mierzą się z taką samą presją deflacyjną wynikającą z niskich cen surowców i mają takie same zachęty, by wykorzystywać kursy walut do przeciwdziałania tym presjom" - dodała.
Zdaniem Tahiri współzawodnictwo pomiędzy bankami centralnymi krajów rozwiniętych mające na celu powstrzymanie umacniania się walut sygnalizuje nową fazę następstw globalnego kryzysu finansowego. Niezależne próby osłabienia walut mogą prowadzić do licytacji na zasadzie „kto da mniej” i osiągnięcia w pewnym momencie krańca możliwości wykorzystywanych przez siebie instrumentów.
Bank Japonii 29 stycznia obniżył swoją główną stopę procentową poniżej zera, do -0,1 proc. Bank przesunął w czasie osiągnięcie celu inflacyjnego na poziomie 2 proc., a jego obecna prognoza dotycząca bazowej inflacji na 2016 r. wynosi 0,8 proc.

"Decyzja Banku Japonii by wprowadzić negatywne stopy procentowe prawdopodobnie wzmocni trend spadku rentowności obligacji na rynkach bazowych" - napisała Tahiri. (PAP)
mj/ jtt/




























































