Rząd przyjął, że od marca świadczenia 9 mln emerytów i rencistów wzrosną o 71 zł. Oznacza to, że rząd zdecydował się na waloryzację kwotową, a nie procentową. Jest to rozwiązanie premiujące osoby, których świadczenia są niższe niż 1480 zł brutto miesięcznie. Zdaniem ekspertów PKPP Lewiatan waloryzacja kwotowa jest nieuczciwym rozwiązaniem wobec osób, których emerytury są wyższe. Przede wszystkim nie rekompensuje ona wzrostu inflacji.
Podwyżka będzie dotyczyć tylko tego roku
O 71 zł wzrośnie najniższa emerytura oraz renta z tytułu niezdolności do pracy. W przypadku świadczeń niepodlegających ustawowemu podwyższeniu do wysokości tych najniższych kwota wypłaty zostanie ustalona proporcjonalnie do wcześniej obowiązujących najniższych świadczeń. Z kolei renty z tytułu częściowej niezdolności do pracy i renty inwalidzkie III grupy wzrosną 75% kwoty waloryzacji, czyli 53,25 zł.
Kwotowe podniesienie świadczeń wypłacanych przez ZUS premiuje tylko tych, którzy otrzymują niskie świadczenia. Często są to osoby, które nie tylko otrzymywały niskie wynagrodzenie, ale przede wszystkim miały krótszy staż pracy, np. przechodziły na wcześniejszą emeryturę. Innymi słowy, rząd będzie nagradzać tych, z którymi postanowił walczyć.
W listopadzie inflacja wyniosła 4,8%. Kwotowe podniesienie świadczeń wypłacanych z ZUS będzie kosztować budżet ok. 650 mln zł. Gdyby rząd zdecydował się na podwyżkę, np. 5% procentową, wówczas ta kwota wahałaby się w granicach 3-4 mld zł. Niestety na oszczędnościach rządu najwięcej stracą „bogaci” emeryci. Oznacza to, że ich emerytury w 2012 roku będą relatywnie niższe niż w 2011 roku. Takie decyzje rządu dodatkowo zniechęcają do oszczędzania na emeryturę w ramach ZUS.
Łukasz Piechowiak
Bankier.pl
l.piechowiak@bankier.pl





























































