Czerwcowe dane z amerykańskiego rynku pracy okazały się lepsze od oczekiwań analityków, choć trudno mówić o jakiejś rewelacji. Dla Wall Street dobrą wiadomością jest także brak spadku oficjalnej stopy bezrobocia.
Poza rolnictwem przybyło w czerwcu 195 tys. miejsc pracy, czyli o 30 tys. więcej niż oczekiwano. Rezultat za maj zrewidowano w górę ze 175 tys. do 195 tys. Sektor prywatny zwiększył zatrudnienie o 202 tys. Ubyło za to 7 tys. posad rządowych.
Źródło: Bankier.pl na podstawie danych BLS.
Wzrostowi zatrudnienia w dalszym ciągu nie towarzyszyła presja płacowa. Przeciętna stawka godzinowa w USA wyniosła w czerwcu 24,01 USD i była tylko o 2,2% wyższa niż rok wcześniej.
Pozytywną wymowę raportu opartego na deklaracjach pracodawców potwierdziły wyniki badania ankietowego, które pokazało wzrost liczby zatrudnionych o 160 tys. Przy prawie niezmienionej liczbie bezrobotnych (11,8 mln) stopa bezrobocia pozostała bez zmian na poziomie 7,5%. Gdyby jednak uwzględnić wszystkich Amerykanów bezskutecznie poszukujących pracy w pełnym wymiarze godzin, to stopa bezrobocia wyniosłaby 14,3% i byłaby aż o pół punktu procentowego wyższa niż w maju.

Kombinacja rosnącego zatrudnienia i wysokiego bezrobocia to idealna mieszanka dla inwestorów z Wall Street. Dla nich oznacza to, że z gospodarką USA jest na tyle dobrze, że zyski spółek nie powinny być zagrożone. Równocześnie sytuacja nie jest na tyle dobra, aby Rezerwa Federalna mogła pozwolić sobie na ograniczenie programu skupu aktywów (QE) będącego główną siłą napędową hossy na amerykańskim rynku akcji.
Krzysztof Kolany
Bankier.pl



























































