Rosyjscy biznesmeni "uciekają" na Maltę

W obliczu obecnej sytuacji politycznej rosyjscy biznesmeni nie czują się zbyt pewnie, posiadając wyłącznie rosyjskie paszporty. Udali się więc na zakupy do Malty, gdzie otrzymanie obywatelstwa kraju to wyłącznie kwestia pieniędzy – informuje Bloomberg. Wiadomość ta jest wyjątkowo niewygodna dla Władimira Putina, który nie potrzebuje tego typu rozgłosu dla swojego kraju tuż przed wyborami prezydenckimi (I tura odbędzie się 18 marca).

Stolica Malty Valletta
Stolica Malty Valletta (YAY Foto)

Zdobycie paszportu kraju należącego do Unii Europejskiej jest możliwe dzięki „Programowi Indywidualnego Inwestora”, który sprowadza się do tego, że za opłatę w wysokości 650 000 euro i dodatkowej inwestycji w rządowe obligacje za 150 000 euro otrzymuje się obywatelstwo kraju. Wymagane jest również posiadanie nieruchomości na terenie kraju (lub umowa długoterminowego najmu) i poniesienie opłat due diligence. Co ciekawe, dostępna jest też specjalna oferta dla małżonka/i oraz dzieci – opłata w ich przypadku nie wykroczy poza 50 000 euro. Posiadanie obywatelstwa kraju Unii Europejskiej pozwala na pracę i prowadzenie biznesu na terenie całej Unii.

Parlament Europejski wielokrotnie krytykował podejście Malty, lecz sam kraj w swoim „modelu biznesowym” nie widzi nic złego. Sprzedaż obywatelstw przyniosła budżetowi państwa w samym zeszłym roku 163,5 mln euro.

Choć Malta nie publikuje nazwisk kupców paszportów, to pokazuje listę nowych obywateli (strona 16) – wśród nich znalazł się m.in. Arkady Volozh – twórca Yandeksu, największej, rosyjskiej wyszukiwarki internetowej, ale też współzałożyciel Kaspersky Lab, prezes jednego z największych producentów złota w Rosji czy właściciel wiodącej, prywatnej destylarni wódki.

Warto zaznaczyć, że nie tylko Rosjanie decydują się na taki krok, wśród obywateli Malty znalazł się również saudyjski szejk aresztowany podczas ostatniej czystki.

Rosjanie, którzy mogą pochwalić się nowym obywatelstwem, nie wycofują się z Rosji, nie należą też do bliskiego kręgu przyjaciół Putina, a ich biznes nie jest uzależniony od kontraktów rządowych – ruch ten można więc potraktować jako rodzaj zabezpieczenia się przed potencjalnymi zawieruchami politycznymi w kraju. W poprawie nastrojów wśród biznesmenów na pewno nie pomógł apel „chcemy słyszeć dobre wieści”, który Kreml wysłał w listopadzie ubiegłego roku.

Jakub Krześnicki

Źródło:
Ludzie:
Tematy:

Newsletter Bankier.pl

Dodałeś komentarz Twój komentarz został zapisany i pojawi się na stronie za kilka minut.

Nowy komentarz

Anuluj
3 15 _justus

Szanowni Redaktorzy. Źle postawiliście cudzysłów w tytule. Nie powinno być ... biznesmeni "uciekają"... tylko ..."biznesmeni" uciekają ... :). Poprawcie

! Odpowiedz
0 1 (usunięty)

(wiadomość usunięta przez moderatora)

! Odpowiedz
8 21 ajwaj

Problem dotyczy calego bloku wschodniego od 1989.. Po prywatyzacji za "symboliczna zlotówke" majatku narodu (zeby sie nie zmarnowalo:)), nabywcy po cudzie ekon. - zaczeli zarabiac miliardy $.
Np. miliarder $ - oligarch Kolomojski UKR-Dniepropietrowsk ma 3 obywatelstwa (znane), wbrew prawu Ukrainy. Twierdzi: "prawo ukrainskie zabrania 2-go obywatelstwa, a on ma wiecej"

A jak pokazuje rosyjski Krym - majatki tak sprywatyzowane np. kompleks hotelowy w Jalcie wartosc 150 mln $ "sprywatyzowali" za 20 000 $. JUZ "inwestorom" rzad Krymu oddal te 20K $ i znacjonalizowal :) itd.itp. Po wyborach w marcu, w Rosji moze byc to samo..

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz