Ciekawa sprawa z tym Ryśkiem. CBA ostrzegło, prezydenta, premiera, marszałków Sejmu i Senatu, że budżet państwa może stracić 469 mln. zł na skutek… No właśnie, na skutek czego? Nie przyjęcia ustawy o zmianie ustawy o grach i zakładach wzajemnych oraz niektórych innych ustaw, zwanej potocznie ustawą „hazardową”? A od kiedy to zmiana ustawy powoduje automatyczny wzrost wpływów budżetowych w zakładanej wysokości? Proszę zwrócić uwagę na zwrot: budżet państwa „może stracić”. Ale przecież jeszcze nie zarobił? Czyli nie żadne damnum emergens tylko lucrum cessans – utracone korzyści na skutek wyrządzonej szkody.
Z góry zastrzegam, że to nie jest post o hazardzie, tylko o myśleniu ekonomicznym – a dokładnie o braku takowego myślenia w Ministerstwie Finansów.
Wszyscy przyjęli, że „korzyści” Skarbu Państwa z wprowadzenia dopłat do gier to rzecz pewna. Urzędnicy sobie przemnożyli wpłaty przez dopłaty i im wyszło, że do budżetu wpłynie 469 mln. zł. A może jednak „Rysiek” miał rację, gdy mówił do „Mirka”, że „ten idiota (to o Ministrze Finansów – przyp. mój) podpisał rozporządzenie (do ustawy hazardowej – przyp. mój), które kładzie hazard na łopatki. Możecie zapomnieć o dopłatach 180 euro, bo nikt nie będzie płacił podatku, jak nie zarobi na ten podatek…”. (...)
Ciąg dalszy tekstu na blogu Roberta Gwiazdowskiego. Zapraszamy!























































