Prywatyzacje budzą emocje
ROZMOWA PG Z BARBARĄ LITAK-ZARĘBSKĄ, wiceministrem Skarbu Państwa
- Sektor farmaceutyczny jest tym sektorem, który wciąż wzbudza duże emocje. Z czego to wynika?
- Polski rynek farmaceutyczny tworzy obecnie ok. 320 firm produkujących leki, wyroby medyczne i inne wyroby farmaceutyczne, z czego zdecydowaną większość stanowią zakłady prywatne. Głównie są to małe przedsiębiorstwa wytwarzające para farmaceutyki, wyroby zielarskie i leki galenowe. Tylko 56 firm zatrudnia ponad 50 osób. Natomiast 14 firm wytwarza ok. 70 proc. leków krajowych. Są to głównie przedsiębiorstwa dawnego zrzeszenia Polfa, zakłady farmaceutyczne w Starogardzie Gdańskim, Rzeszowie, Tarchominie, Kutnie, Krakowie, Poznaniu, Warszawie, Pabianicach, Grodziskiu, Łodzi, Bolesławcu, Lublinie, Jeleniej Górze (Jelfa) i w Łowiczu.
W skład sektora farmaceutycznego wchodzą również trzy wytwórnie surowic i szczepionek Biomed, trzy wytwórnie Biowet, trzynaście laboratoriów galenowych, czternaście spółdzielni chemiczno-farmaceutycznych, dwa instytuty naukowo-badawcze, dziesięć zakładów zielarskich Herbapol, z czego większość tych ostatnich została sprywatyzowana.
Najliczniejszą grupę w branży farmaceutycznej (ponad 100) stanowią małe, prywatne firmy produkujące leki galenowe i para farmaceutyki.
Z uwagi jednak na fakt, że to przedsiębiorstwa dawnego zrzeszenia Polfa wytwarzają większość leków krajowych przyjęło się o nich mówić jako o sektorze farmaceutycznym. Prywatyzacja tak rozumianego sektora jest wykonaniem przyjętego przez Rząd w 1994 r. programu. Z 14 Polf sprywatyzowanych zostało 9: dwie (Jelfa i Polfa Kutno w 1994 i 1995r.) poprzez Warszawską Giełdę Papierów Wartościowych, cztery z udziałem inwestora branżowego, trzy w trybie prywatyzacji bezpośredniej. W trakcie prywatyzacji są dwie Polfy - Lublin i Grodzisk Mazowiecki. Nie powiodła się próba prywatyzacji Polfy Tarchomin. Pozostałe dwie Polfy (Pabianice i Warszawa) funkcjonują nadal jako przedsiębiorstwa państwowe.
Prywatyzacje, które do tej pory zostały przeprowadzone, budziły rzeczywiście duże emocje, nie tylko wśród pracowników. Również komisje sejmowe (zdrowia oraz skarbu państwa) zajmowały się procesami prywatyzacyjnymi, badając czy prowadzane procesy prywatyzacyjne, nie są przyczyną problemów związanych z sytuacją na rynku leków. W 1999 roku na wniosek sejmowej komisji zdrowia został powołany zespół międzyresortowy, który miał zbadać, wpływ procesów prywatyzacyjnych i restrukturyzacyjnych w sektorze farmaceutycznym na rynek leków w Polsce. Okazało się, że nie prywatyzacja jest przyczyną zaburzeń występujących na rynku leków. Braki legislacyjne, być może zbyt duże otwarcie rynku dla importowanych leków, nie wystarczająca konkurencyjność Polf spowodowało, że opłacalne stawało się sprowadzanie leków do kraju, a nie ich produkcja. Trudności w rejestracji leków krajowych, lobbing firm farmaceutycznych, załamanie sprzedaży leków na tradycyjnych rynkach, to wszystko wpłynęło także na proces prywatyzacyjny sektora. W sumie zaczęliśmy ten proces zdecydowanie za późno.
- Załoga warszawskiej Polfy, państwowej, nie chce prywatyzacji. Czego się boją pracownicy?
- Myślę, że warszawska Polfa jest typowym przykładem pewnych zjawisk społecznych, których w Polsce doświadczamy. Pracownicy wciąż kojarzą firmę państwową z gwarancją stabilności, bezpieczeństwa socjalnego. Wydaje im się, że dopóki firma jest w rękach państwowych, oni są bardziej bezpieczni. Jakoś dziwnie się utarło, że prywatyzacja kojarzy się ze zwolnieniami pracowników. Skutki bierze się tutaj za przyczynę, zwolnieniom bowiem nie jest winna prywatyzacja, ale konieczna, wynikająca z przyczyn ekonomicznych restrukturyzacja obejmująca podniesienie poziomu wydajności pracy. Znacznie częściej zarządzający państwowymi przedsiębiorstwami nie podejmują koniecznych restrukturyzacji, ceniąc sobie spokój społeczny.
Nie podejmując działań restrukturyzacyjnych w odpowiednim momencie (gdy spółka jest jeszcze w dobrej kondycji), długofalowo działają na szkodę spółek. Warszawskiej Polfie dobrze się powodzi. Przedsiębiorstwo sprawnie sobie radzi na rynku i w związku z tym nie chce się prywatyzować, tłumacząc to m. in. tym, że jest w dobrej kondycji finansowej. I jest to kolejny mit, że póki firma sobie radzi, to można jej nie prywatyzować. Zapomina się tutaj o dwóch kwestiach - po pierwsze o tym, że prywatyzacja w Polsce jest rozwiązaniem systemowym związanym ze zmianą systemu gospodarczego i polega na wychodzeniu państwa z bezpośredniego zarządzania gospodarką.
Po drugie, należy pamiętać że, kiedy prywatyzuje się firmę w dobrej kondycji, to - można uzyskać lepsze warunki nie tylko dla budżetu, ale także dla tej firmy, łatwiej negocjując bardziej korzystny pakiet inwestycyjny czy socjalny. Każda firma wymaga restrukturyzacji, stąd bardzo ważne jest zapewnienie dopływu kapitału.
- Słyszy się opinie, że wprowadzenie ceł dla producentów krajowych na import surowców oznacza faworyzowanie obcego kapitału, bo oni nie płacą za gotowe produkty...
- W ramach tego zespołu, o którym wspomniałam, prezentowaliśmy inne podejście, chcieliśmy wyrównania szans podmiotów działających w naszym kraju, także tych już sprywatyzowanych. Występowaliśmy o zmianę w polityce cenowej leków, rejestracji leków, zawiązania ceł na surowce, wskazując na te kwestie jako jedne z wielu przyczyn sytuacji na rynku leków. Wykazaliśmy, że prywatyzacja utrzymuje, przez zapisy w umowach prywatyzacyjnych, poziomy produkcyjne. Niezależnie od tego należy pamiętać, że pod kontrolą państwa są zmiany wyrobów produkowanych przez Polfy, gdyż Polfy muszą dostać zgodę ministra zdrowia, jeżeli chcą zaprzestać produkcji któregoś wyrobu, bądź zamienić jego produkcję na jakąś inną. W formie załączników do umów prywatyzacyjnych przygotowuje się listy leków, których produkcję inwestorzy zobowiązują się uruchomić. Każda ze sprywatyzowanych firm z udziałem inwestora branżowego otrzymała potężny zastrzyk finansowy. Dostali mianowicie spore fundusze na podwyższenie kapitału, które albo pozwolą im spłacić dotychczasowe kredyty bankowe albo dokonać niezbędnych inwestycji. Nasze analizy wskazują, że najkorzystniejsza dla sektora farmaceutycznego jest prywatyzacja z udziałem inwestora branżowego, ponieważ przy takim inwestorze mamy pakiety inwestycyjne i socjalne, mamy także zobowiązanie inwestora, co do konkretnych leków wymienionych imiennie, a także określony czas wprowadzenia tych produktów. Istotnym jest również wejście w sieć sprzedaży inwestora, jeżeli jest to duży koncern. Spółka uzyskuje wsparcie mocnego partnera, który pomoże jej walczyć z konkurencją na rynkach.
- Podobno zagraniczni inwestorzy nie palą się do produkcji nowych leków. Mało tego, produkują stare pod nową nalepką. Czy to możliwe?
- To czy jakiś lek może pojawić się na rynku, to znaczy może być wyprodukowany i sprzedany, nie wynika tylko z umów prywatyzacyjnych. W umowach stwarzamy tylko szansę wejścia leku na rynek, natomiast dopuszczenia leku na rynek dokonuje szereg innych urzędów. W Polsce jest pełna kontrola nad lekiem, czy to sprowadzanym, czy produkowanym. W umowach prywatyzacyjnych zapisane są tylko nazwy leków i czas, w jakim ostatecznie mają być one wprowadzone na rynek. Natomiast inwestor musi pamiętać o procedurach prawnych dopuszczenia leku do rynku, które trwają, co najmniej dwa, trzy lata. Jeżeli leki nie zostaną wprowadzone w terminach określonych umową to za to są bardzo poważne kary finansowe. Jest to dolegliwość, która inwestorowi się nie opłaca. Jeżeli inwestor chciałby wprowadzić inny lek, niż ten zapisany w umowie, musi dostać zgodę ministra zdrowia. Tak więc sytuacja, o której wspomniał Pan w pytaniu mogłaby się zdarzyć tylko za zgodą ministra zdrowia, czy urzędu rejestrującego leki, a nie możemy przyjmować, że urzędy te będą działały na szkodę naszego rynku.
- Co grozi inwestorom, jeżeli nie dotrzymają umowy prywatyzacyjnej?
- Każdą umowę należałoby zbadać indywidualnie. W umowach prywatyzacyjnych bowiem zapisanych jest szereg zobowiązań. Dla każdego jest jakaś kara. Z reguły są to kary finansowe. Jak dotąd - w przypadku firm farmaceutycznych - analiza wykonania zobowiązań wykazuje, że są one wykonywane. Trzeba podkreślić, że w prywatyzowanych spółkach w Polfie Rzeszów, w Polfie Kraków i Polfie Poznań inwestorzy zgodnie z umowami wywiązali się ze zobowiązań finansowych, wnosząc uzgodnione w umowach kwoty, zdarza się, że czynią to wcześniej niż terminy przewidują w umowie. Nie minął natomiast termin wykonania zobowiązań lekowych. Mam obawy czy wszystkie firmy dotrzymają terminów w zakresie wprowadzenia nowych leków. Mając na uwadze to, jak dużo środków finansowych inwestorzy już włożyli w polskie podmioty, liczymy, że będzie im zależało, aby podmioty te funkcjonowały i rozwijały się na rynku.
- Istnieją bardzo duże problemy z prywatyzacją zakładów azotowych. Ewentualni inwestorzy wycofują się, nie chcąc kupować całych zakładów...
- Już podczas przygotowywania analiz prywatyzacyjnych taki problem był stawiany przez analityków, ponieważ potencjalni inwestorzy zgłaszali wstępne zainteresowanie kupnem określonej tylko części produkcyjnej poszczególnych przedsiębiorstw. Warto jednak pamiętać, że Skarb Państwa zbywa akcje, a nie sprzedaje majątku spółek. Skarb Państwa posiada w spółkach akcje, natomiast majątek jest własnością tychże spółek. A więc określone części zakładów azotowych mogłyby sprzedawać tylko zarządy spółek.
Dopiero nowy Kodeks Spółek Handlowych pozwala na podział spółki, a przypis ten obowiązuje od 1 stycznia 2001 r. Stąd do tego terminu nie można było zastosować takiej strategii, aby podzielić spółkę, powiedzmy na dwa podmioty prawne i każdy podmiot osobno sprzedać. Ta procedura jest jednak bardzo skomplikowana i długotrwała, a ponadto czasami z przyczyn technicznych niewykonalna. Z tych względów zakłady azotowe nie mogły być inaczej sprzedawane. Pamiętajmy, że prywatyzacja tego sektora była przygotowywana w 1998 r., stąd obowiązują ją procedury według starego kodeksu handlowego. Czyli sprzedaż spółek azotowych w części nie jest możliwa, bez zatrzymania dotychczasowej procedury.
- Trochę inaczej wygląda sprawa prywatyzacji hut, bo tutaj sprzedaje się zarówno akcje, jak i majątek. Czy uda się zakończyć tę prywatyzację przed zmianą rządu?
- Prywatyzację rozpoczęliśmy w 1999 roku od wyboru doradców dla trzech hut Sendzimira, Floriana i Cedlera. Przyjęty przez rząd program prywatyzacji, tak huty Katowice, jak Sendzimira, Floriana i Cedlera zakładał, że w hucie Sendzimira i Katowice można sprzedać akcje lub majątek, a w przypadku dwóch pozostałych hut - Cedler i Florian tylko akcje. Kiedy w ubiegłym roku nie doszła do skutku transakcja z Corusem, włączyliśmy do procesu prywatyzacji trzech hut także hutę Katowice. I w ten sposób pakiet czterech hut został objęty jedną procedurą prywatyzacyjną. Oferta została rozesłana do inwestorów. Na naszą ofertę odpowiedziały dwie grupy inwestorów - ISPAD oraz Konsorcjum Europejskie. Do 18 lipca miały być złożone oferty, złożył ją tylko ISPAD, natomiast Konsorcjum Europejskie poprosiło o przedłużenie terminu do końca września. Jesteśmy w trakcie rozmów. Jednocześnie mamy ustawę o restrukturyzacji sektora hutniczego i chcemy oba procesy - prywatyzacji i restrukturyzacji połączyć. Tylko wspomożenie tych dwóch elementów, może dać efekt w postaci końcowego finansowania procesu restrukturyzacji tych czterech hut. Jeżeli na tych czterech hutach zamknie się proces restrukturyzacyjno-prywatyzacyjny to już będzie sukces. Huty te bowiem to 60 proc. produkcji polskiego hutnictwa. Sytuacja w hutnictwie jest dowodem na to, że nie wolno było czekać z procesem prywatyzacji.
Należało wykonać restrukturyzację i prywatyzację hut proponowaną przez doradcę kanadyjskiego na początku lat 90. To, co w 1992 roku napisali kanadyjscy doradcy prywatyzacyjni, sprawdziło się. Oni pokazali groźne skutki zaniechania, a mimo to nie wykonano proponowanej restrukturyzacji. Powstaje więc tylko pytanie, czy Polak jest zawsze mądry po szkodzie?
Rozmawiał: GRZEGORZ KOZYRA


























































