

Rosja zgodziła się na międzynarodowe śledztwo w sprawie katastrofy lotniczej na wschodniej Ukrainie. Władimir Putin przystał na to po rozmowie z Angelą Merkel. Jednocześnie nie ustają naciski zachodnich polityków na Rosję, by słowa wcieliła w życie. Po dwóch dniach od katastrofy poznaliśmy ostateczną listę pasażerów. Nie ma na niej Polaków.
Ostre słowa premiera Ukrainy: do zestrzelenia nie wystarczą pijane goryle
Żeby zestrzelić samolot pasażerski, potrzeba profesjonalistów, a nie grupy "pijanych goryli" - powiedział w sobotę premier Ukrainy Arsenij Jaceniuk niemieckiej gazecie "Frankfurter Allgemeine Sonntagszeitung".
"Potrzebny jest bardzo profesjonalny personel, żeby znaleźć cele i odpalić tę rakietę. Możliwe, że ci ludzie przybyli z Rosji" - oświadczył, podkreślając, że zestawu rakietowego nie mogliby obsłużyć "pijani goryle".

Siły rządowe potrzebują pomocy - apel Jaceniuka
Premier Ukrainy Arsenij Jaceniuk apeluje o pomoc dla jego kraju w walce z separatystami na wschodzie. Chodzi o wsparcie finansowe, militarne i polityczne. Jaceniuk mówi o tym w wywiadzie dla niemieckiej gazety Frankfurter Allgemeine Sonntagszeitung.
Ukraiński premier przyznaje, że jego kraj nie jest wystarczająco silny, aby poradzić sobie z sytuacją na wschodzie. Dlatego prosi o wsparcie, między innymi wojskowe. Jak mówi, Ukraina potrzebuje nowej precyzyjnej broni. Jaceniuk przekonuje, że po zestrzeleniu malezyjskiego samolotu konflikt na wschodzie Ukrainy stał się sprawą międzynarodową. Jego zdaniem, zachód nie powinien już wyznaczać Moskwie żadnych czerwonych linii. Jak mówi, nadszedł czas na twardą odpowiedź społeczności międzynarodowej.
Prezydent Ukrainy wezwał w sobotę Narody Zjednoczone do uznania ogłoszonych przez prorosyjskich separatystów Donieckiej Republiki Ludowej i Ługańskiej Republiki Ludowej za "organizacje terrorystyczne" - poinformowała jego służba prasowa.
Razem z Buk-M1 przybyło trzech rosyjskich wojskowych?
Służba Bezpieczeństwa Ukrainy dokładnie ustaliła, skąd separatyści strzelali do malezyjskiego samolotu. Kierujący wydziałem kontrwywiadu Służby Bezpieczeństwa Witalij Najda powiedział, że strzelano z wyrzutni rakietowej Buk w okolicach miejscowości Sniżne w obwodzie donieckim. Dodał przy tym, że na razie w interesie śledztwa nie chce mówić dokładnie o miejscu, gdzie stał ten system. Witalij Najda dodał, że za start rakiety odpowiadali rosyjscy wojskowi, a rozkaz wydał jeden z przywódców bojówkarzy, także obywatel Rosji Igor Bezler o pseudonimie Bies. Ukraińskie służby specjalne żądają od Moskwy od wczoraj ujawnienia nazwisk trzech żołnierzy - członków załogi systemu Buk.
Zdaniem SBU do obsługi zestawu Buk-M1, z którego miano strzelać, potrzeba trzech osób. Wiemy, że wraz z zestawem przybyło (na Ukrainę) trzech rosyjskich wojskowych - podkreślił Najda.
Poinformował, że w piątek, dzień po tragedii malezyjskiego samolotu, ten Buk-M1 został wywieziony z Ukrainy przez obwód ługański i odjechał w kierunku rosyjskiej miejscowości Wiernieje Oriechowo.
Rosjanie we współpracy z separatystami na Wschodzie Ukrainy starają się ukryć część śladów katastrofy samolotu malezyjskich linii lotniczych. Tak wynika z nagrań podsłuchanych rozmów, które ujawniła Służba Bezpieczeństwa Ukrainy.
Ujawnione rozmowy separatystów odbyły się w piątek, dzień po zestrzeleniu malezyjskiego samolotu. Mówią o tym, że Moskwę szczególnie interesują czarne skrzynki. Bojówkarze nawet przyznają się, że znaleźli 1 duże pomarańczowe pudełko, ale nie wiedzą, czy to to, co trzeba.
Ciała ofiar separatyści przenieśli do 3 wagonów-chłodni. Bojówkarze poinformowali obserwatorów OBWE, że jest tam 167 ciał. Nie pozwolili nawet zajrzeć do wagonów. Wyrazili jednocześnie gotowość przekazania ich międzynarodowym ekspertom. Wcześniej, separatyści przewieźli 38 ciał do szpitala obwodowego w Doniecku. Nie wiadomo, gdzie są pozostałe ciała - w samolocie było prawie 298 pasażerów.
Ukraińskie władze utworzyły sztab w Charkowie i to tam mają trafić zarówno ciała, jak i części samolotu. Rada Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony twierdzi, że część tych ostatnich została wywieziona w nieznanym kierunku.
Znaleziono czarne skrzynki. Zostaną przekazane ekspertom
Władze samozwańczej Donieckiej Republiki Ludowej (DRL) na wschodniej Ukrainie wyraziły gotowość przekazania ekspertom międzynarodowym czarnych skrzynek zestrzelonego malezyjskiego samolotu z prawie 300 osobami na pokładzie.
Takie oświadczenie złożył w niedzielę w Doniecku tzw. premier DRL Aleksandr Borodaj. Wykluczył on jednocześnie możliwości oddania rejestratorów lotu malezyjskiego Boeinga 777 władzom w Kijowie, przeciwko którym walczą kierowani przez niego separatyści.
W rejonie katastrofy znaleziono elementy samolotu podobne do czarnych skrzynek. Znajdują się one w Doniecku, w siedzibie rządu DRL pod moim osobistym nadzorem. Zostaną wręczone ekspertom międzynarodowym, jeśli tu przyjadą przekazał dziennikarzom.
Borodaj podkreślił, że czarne skrzynki w żadnym razie nie mogą być przekazane przedstawicielom władz Ukrainy. Mogłoby dojść do ich naruszenia w celu sfałszowania wyników dochodzenia - powiedział cytowany przez agencję Interfax-Ukraina.
Borodaj ogłosił także, że władze Ukrainy zwróciły się do DRL z pismem, w którym poprosiły o możliwość wywiezienia ciał ofiar z miejsca katastrofy.
Jest to unikalny z historycznego punktu widzenia dokument. Oni nie uznają naszej republiki i nie mogą zwracać się do nas oficjalnie, dlatego w nagłówku tego pisma umieszczono sformułowanie: "Do wszystkich, kogo to dotyczy" - powiedział.
Stosunki na linii Rosja-Zachód
Premier Holandii przekonuje, że Władimir Putin ma ostatnią szansę, by udowodnić, że naprawdę chce pomóc ratownikom w dotarciu do ofiar katastrofy samolotu MH17. Mark Rutte rozmawiał z rosyjskim prezydentem. Spotkanie określił jako "bardzo ostre". Dodał, że jego pogląd na sprawę podzielają przywódcy Niemiec, Wielkiej Brytanii i Australii.
- Byłem w szoku, gdy zobaczyłem zdjęcia obrazujące całkowity brak szacunku w miejscu tragedii - powiedział Rutte. Odniósł się w ten sposób do doniesień mówiących, że ciała pasażerów, w tym 193 jego rodaków, były przeciągane z miejsca na miejsce i pozostawione, by zgniły.
Wcześniej szef holenderskiej dyplomacji Frans Timmermans powiedział, że poddani króla Wihelma Aleksandra są "wściekli i źli" z powodu złego traktowania szczątków. Timmermans spotkał się na Ukrainie z prezydentem tego kraju Petrem Poroszenką. Szef holenderskiej dyplomacji powiedział ukraińskiemu przywódcy, że Królestwo Niderlandów chce wiedzieć, kto jest odpowiedzialny za zestrzelenie maszyny. - Gdy uzyskamy dowód, nie spoczniemy, dopóki winowajcy nie poniosą odpowiedzialności. Nie tylko ci, którzy wystrzelili rakietę, lecz także ci, którzy sprawili, że było to możliwe. Jestem przekonany, że społeczność międzynarodowa musi podjąć ten wysiłek. - mówił.
Mocne słowa brytyjskiego premiera. "Jeśli zostanie udowodnione, że to prorosyjscy separatyści zestrzelili malezyjski samolot pasażerski, to odpowiedzialność powinna ponieść Rosja, bo to ona doprowadziła do destabilizacji na Ukrainie" - napisał David Cameron w artykule opublikowanym w gazecie "The Sunday Times".
Jeśli będą dowody, że to separatyści spowodowali śmierć 298 osób, to musimy jest jasność, co to oznacza. A mianowicie, że jest to bezpośredni skutek destabilizowania przez Rosję niezależnego państwa, naruszania jego integralności terytorialnej, a także wspierania bandyckich bojowników oraz ich szkolenia i uzbrajania - pisze premier Wielkiej Brytanii.
David Cameron skrytykował też innych członków Unii Europejskiej za zbyt powolne podejmowanie działań wobec Kremla. "Za długo dawało się odczuwać niechęć zbyt dużej części krajów europejskich do zmierzenia się z konsekwencjami tego, co dzieje się na wschodzie Ukrainy. Najwyższy czas, aby pokazać naszą siłę, wpływy i możliwości. Nasze gospodarki są silne i dobrze sobie radzą. A na razie często zachowujemy się tak, jakbyśmy bardziej potrzebowali Rosja niż ona nas" - napisał brytyjski premier David Cameron na łamach "The Sunday Times".
Stany Zjednoczone ostro skrytykowały fakt niezabezpieczenia miejsca katastrofy samolotu malezyjskich linii lotniczych na Ukrainie. Waszyngton ponownie apeluje o umożliwienie ekspertom dostępu do szczątków maszyny.
"To miejsce nie jest odpowiednio zabezpieczone. Pojawiają się też doniesienia o tym, że ciała ofiar są przenoszone, a części samolotu i inne przedmioty, które mogą stanowić dowody w śledztwie, znikają" - oświadczyła rzeczniczka departamentu stanu Jen Psaki. Dodała, że takiego stanu rzeczy nie można zaakceptować i że jest to obrazą dla wszystkich tych, którzy stracili swoich najbliższych oraz okazywaniem braku szacunku dla godności ofiar.
Reakcja Rosji: sankcje na wojskowych
Rosja postanowiła w sobotę nałożyć sankcje na 12 amerykańskich wojskowych, którzy, jej zdaniem, są odpowiedzialni za torturowanie więźniów w Guantanamo i więzieniu Abu Ghraib w Iraku. Jest to reakcja na nowe sankcje podjęte w środę wobec Moskwy przez Waszyngton.
Rosyjskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych opublikowało na swej stronie internetowej listę 12 nazwisk żołnierzy amerykańskich, wśród których figuruje kontradmirał Richard Butler, komendant więzienia w Guantanamo i sędzia, który odrzucił prośbę więźnia o zaprzestanie przymusowego karmienia podczas ramadanu.
Na pokładzie nie było Polaków
Linie Malaysia Airlines podały pełną listę narodowości ofiar katastrofy Boeinga 777 nad wschodnią Ukrainą. Nie ma na niej polskich obywateli.
Z komunikatu na stronie internetowej linii wynika, że w katastrofie zginęło najwięcej Holendrów - 193, oraz Malezyjczyków - 43. Ponadto śmierć poniosło 27 Australijczyków, 12 obywateli Indonezji, 10 - Wielkiej Brytanii, po 4 Niemców i Belgów, 3 Filipińczyków oraz po 1 osobie z Nowej Zelandii i Kanady. Łącznie 298 osób.
Walki z siłami rządowymi wciąż trwają
Ukraińskie wojsko umacnia swoje pozycje w okolicach lotnisk w Doniecku i Ługańsku. Separatyści nie poddają się. Służby ratownicze pracują pod Torezem, gdzie znajduje się wrak zestrzelonego przez bojówkarzy samolotu.
W ciągu doby na Wschodzie Ukrainy zginęło 8 żołnierzy, 50 zostało rannych. Rada Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony poinformowała też, że separatyści przetrzymują 396 osób, większość to cywile, ale są wśród nich też dziennikarze i działacze polityczni.
Wbrew wcześniejszym zapewnieniom ukraińskich władz, armii nie udało się odblokować dostępu do ługańskiego lotniska. Jest ono regularnie ostrzeliwane przez separatystów. Nie można wywieźć 4 zabitych żołnierzy i 15 rannych, w tym jednego w ciężkim stanie. Wojskowym kończą się leki, woda i zapasy jedzenia. Separatyści ostrzeliwują też z wyrzutni Grad centrum Ługańska. Chodzi o to, aby przekonać miejscową ludność, że ostrzału dokonuje ukraińska armia. Władze w Kijowie zapewniają, że nie prowadzą takich działań.
W Awdijiwce, na przedmieściach Doniecka, ostrzelano jednostkę wojskową. Jeden żołnierz został ranny. W bazie nie ma światła. Ostrzału dokonano za pomocą wyrzutni Grad, która znajdowała się w dzielnicy mieszkalnej. Bojówkarze wcześniej wielokrotnie atakowali tę jednostkę, proponowali żołnierzom poddanie się, ci jednak odmawiali.
Ukraińscy żołnierze są atakowani zarówno z terytorium Ukrainy, jak i Rosji. Według Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony, zaobserwowano ruchy rosyjskich wojsk na terytorium Federacji, w strefach przygranicznych.
Ukraińscy żołnierze byli także atakowani w kilku innych mniejszych miejscowościach obwodów donieckiego i ługańskiego, a w rejonie granicy z Rosją, z terytorium tego państwa za pomocą moździerzy.
Lider separatystów wezwał władze do jak najszybszego zawarcia rozejmu. Według Purgina, brak przyjęcia tych warunków wywoła wrażenie, ze rząd składa się z "niebezpiecznych szaleńców, krwiożerczych maniaków, którzy są niebezpieczni nie tylko dla mieszkańców Donbasu, ale także dla społeczności międzynarodowej".
Na miejscu katastrofy grożono polskiemu dziennikarzowi
Próby wyjaśniania okoliczności strącenia samolotu i przebywanie na miejscu katastrofy są niebezpieczne. Dziennikarze są zastraszani. Paweł Pieniążek, który przygotowuje relacje dla Polskiego Radia, usłyszał groźby pod swoim adresem. Gdy dzwonił do jednego z dziennikarzy, w słuchawce usłyszał głos mówiący po rosyjsku, że jeżeli uderzy w niego pocisk artyleryjski to nic go nie ochroni. Jak relacjonował, z podobną sytuacją miał do czynienia inny dziennikarz. Odebrał telefon od kolegi z Niemiec, ale ktoś się do rozmowy włączył i po rosyjsku pytał, w jakim celu i do kogo dzwoni. Pawłowi Pieniążkowi robiono też na miejscu zdjęcia. Nie wiadomo, kto stoi za telefonicznymi groźbami.
Ukraińscy śledczy, obserwatorzy OBWE i dziennikarze zostali dopuszczeni do wraku. Wcześniej separatyści blokowali dostęp do samolotu pasażerskiego, który został prawdopodobnie przez nich zestrzelony.
IAR/PAP




























































