

Separatyści zgodzili się na dostęp przedstawicieli ukraińskich władz do miejsca, gdzie spadł zestrzelony w czwartek, prawdopodobnie przez bojówkarzy, samolot. Na Wschodzie wciąż trwają walki, których nie przerwała śmierć niemal 300 pasażerów.
Separatyści kradną ciała ofiar samolotu
Ukraińskie władze twierdzą, że prorosyjscy separatyści chcą zniszczyć dowody świadczące o zestrzeleniu samolotu. Wykradli oni ciała 38 ofiar katastrofy. Ratownicy i eksperci skarżą się na to, że ich działania ograniczają bojówkarze.
Według danych rządu terroryści wywieźli ciała do kostnicy w Doniecku, gdzie specjaliści z wyraźnym rosyjskim akcentem oświadczyli, że samodzielnie przeprowadzą sekcje zwłok. Terroryści prowadzą także poszukiwania dużych samochodów transportowych, by wywieźć szczątki samolotu do Rosji - zaalarmowano w komunikacie.
Władze Ukrainy nie otrzymały dotąd ani jednej czarnej skrzynki malezyjskiego Boeinga 777 zestrzelonego na wschodzie kraju - oświadczył w sobotę Andrij Łysenko, rzecznik Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony w Kijowie.

Jest to informacja oficjalna. Nie mamy ani jednej czarnej skrzynki samolotu. Przetrzymują je u siebie bojownicy - powiedział na konferencji prasowej wskazując bojowników prorosyjskich oddziałów separatystycznych, którzy kontrolują rejon, gdzie doszło do katastrofy.
Prezydent Ukrainy Petro Poroszenko oświadczył, że prorosyjscy separatyści ostrzelali misję Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie (OBWE), która przybyła w piątek na miejsce katastrofy malezyjskiego samolotu pasażerskiego na wschodzie jego kraju.
Informacje na temat traktowania ciał ofiar przez separatystów wzburzyły opinią publiczną w Holandii. Większość ofiar katastrofy samolotu była pochodzenia holenderskiego. "Wściekli i źli". Tak szef holenderskiej dyplomacji Frans Timmermans określił reakcję swych rodaków na to, jak traktowane są ciała ofiar.
Sytuacja na miejscu katastrofy
Po prawie dwóch dobach od katastrofy na wschodniej Ukrainie malezyjskiego samolotu pasażerskiego działającym w miejscu zdarzenia ratownikom udało się dotychczas odnaleźć tylko 186 ciał jego pasażerów - podały w sobotę rano ukraińskie władze.
Samolotem podróżowało 298 osób. Wszyscy zginęli. Samolot malezyjskich linii Boeing 777 został zestrzelony nad terenami, gdzie trwają walki między ukraińskimi siłami rządowymi a separatystami.
Kanclerz Niemiec Angela Merkel rozmawiała telefonicznie z prezydentem Rosji Władimirem Putinem. Przywódcy zgodzili się, że potrzebne jest niezależne śledztwo w tej sprawie.
SBU: rakietę wystrzelono z obszaru pod kontrolą separatystów
Służba Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU) ustaliła dokładne miejsce, skąd wystrzelona została rakieta, która strąciła malezyjski samolot z prawie 300 osobami na pokładzie - oświadczył w sobotę szef kontrwywiadu SBU Witalij Najda.
Wstępne materiały śledztwa wskazują, że rakietę wystrzelono z okolic miejscowości Sniżne, która kontrolowana jest przez terrorystów. Znamy dokładne miejsce wystrzału, ale w interesie śledztwa nie informujemy o tym. Pracujemy nad tym, żeby dotrzeć do tego miejsca i zabezpieczyć dowody, ale trwają tam działania bojowe - powiedział na briefingu prasowym.
Obama: są dowody na winę separatystów. SBU: sprzęt pochodził z Rosji
Prezydent USA Barack Obama oświadczył w piątek, że "dowody wskazują", iż malezyjski samolot pasażerski został zestrzelony pociskiem rakietowym odpalonym z obszaru "kontrolowanego przez wspieranych przez Rosję separatystów na Ukrainie".
Szef Służby Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU) Wałentyn Naływajczenko powiedział w piątek, że istnieją dowody, iż z katastrofą malezyjskiego samolotu mieli związek rosyjscy wojskowi. Tuż przed nią na terytorium Ukrainy trafił z Rosji system Buk-M wraz obsługą.
Szef SBU mówił o tym na briefingu, na którym przedstawiono nagranie, zawierające zapis słów dwóch szefów grup separatystów. W nagraniu jest m.in. mowa o otrzymaniu 17 lipca przez ukraiński kontrwywiad danych, że "bojownikom (samozwańczej) Donieckiej Republiki Ludowej przekazano do użytku jeden z systemów Buk-M z załogą, który trafił na Ukrainę z Rosji przez granicę w rejonie Suchodilska".
Naływajczenko podkreślił, że nagrania dokumentują, iż system Buk przez rosyjską granicę trafił na Ukrainę tuż przed aktem terrorystycznym. Zdaniem szefa SBU obecnie separatyści próbują wywieźć z Ukrainy niewystrzelone rakiety systemu Buk, żeby ukryć przestępstwo.
Separatyści utrudniają poszukiwania
Unia Europejska apeluje o zapewnienie inspektorom swobodnego dostępu do miejsca katastrofy malezyjskiego samolotu na Ukrainie. OBWE narzeka, że separatyści, którzy kontrolują to miejsce, utrudniają obserwatorom prace.
Inspektorzy OBWE poinformowali, że miejsce katastrofy nadal nie jest ogrodzone i zabezpieczone. Oni sami zaś nie mieli swobody poruszania się i nie mogli wykonywać wszystkich swoich obowiązków, bo nie pozwolili im na to prorosyjscy separatyści. Stąd apel wiceprzewodniczącego Komisji Europejskiej.
"Inspektorzy muszą mieć swobodny dostęp do miejsca katastrofy i oczywiście do czarnych skrzynek, rejestratora parametrów lotu i rejestratora rozmów w kabinie" - powiedział Siim Kallas.
Rada Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony poinformowała, że ratownicy pracują pod lufami automatów prorosyjskich separatystów. Zabierają oni wszystkie dowody rzeczowe. Potwierdzają to doniesienia mediów - bojówkarze nie dość, że przeszkadzają w pracach, to zajmują się maruderstwem. Uniemożliwiają też dojazd ciężkiego sprzętu.
Szef Służby Bezpieczeństwa Walentyn Nalywajczenko powiedział, że separatyści zgodzili się na stworzenie "kwadratu bezpieczeństwa". Taką zgodę wyrazili w czasie rozmów z przedstawicielami Kijowa, Moskwy i OBWE. Ukraińcy mają zamiar zabrać ciała ofiar, przewieźć do Charkowa i przekazać je rodzinom.
Służba przekazała, że wyznaczony został kwadrat o powierzchni 25 kilometrów kwadratowych, który przeczesywany jest w poszukiwaniu szczątków ofiar tragedii; poszukiwania prowadzone są także w znajdującym się w tej okolicy zbiorniku wodnym.
Ratownicy podkreślili, że prace poszukiwawcze utrudniają znajdujący się na miejscu katastrofy uzbrojeni bojownicy prorosyjskiej, separatystycznej Donieckiej Republiki Ludowej, którzy kontrolują to terytorium.
Czy Rosja zostanie ukarana kolejnymi sankcjami?
Stany Zjednoczone wraz ze swoimi najważniejszymi partnerami z Unii Europejskiej rozważają wprowadzenie kolejnych sankcji wobec Rosji. Barack Obama rozmawiał w tej sprawie telefonicznie z kanclerz Niemiec Angelą Merkel oraz premierem Wielkiej Brytanii Davidem Cameronem.
Takie działania miałyby zostać podjęte ze względu na brak ze strony Kremla skutecznych kroków, które doprowadziłyby do zakończenia konfliktu we wschodniej Ukrainie. Biały Dom podkreślił jednak, że nie ustanie w działanaich, aby środkami dyplomatycznymi rozwiązać problem na linii Moskwa - Kijów. To było najważniejsze przesłanie rozmowy Baracka Obamy najpierw z Angelą Merkel, a potem z Davidem Cameronem.
Tego, jaka będzie odpowiedź Unii na zestrzelenie samolotu, dowiemy się we wtorek, po posiedzeniu w Brukseli ministrów spraw zagranicznych 28 krajów.
Rosja nie pozostaje dłużna i zapowiada sankcje wizowe w odpowiedzi na najnowsze amerykańskie sankcje nałożone na Moskwę w związku z rolą Rosji w konflikcie na Ukrainie.
"Kroki odwetowe będą podjęte. Przede wszystkim podobna liczba Amerykanów nie będzie mogła wjechać do Rosji" - napisał w oświadczeniu rzecznik rosyjskiego MSZ Aleksandr Łukaszewicz.
Walki sił rządowych z separatystami trwają
Tymczasem minister obrony Walerij Heletej poinformował, że żołnierze zdobyli południowo-wschodnią część Ługańska, a także odblokowali dostęp do ługańskiego lotniska. Władze informowały o odzyskaniu dostępu do portu lotniczego już wcześniej w tym tygodniu, jednak później znów toczyły się tam zaciekłe walki.
Żołnierze weszli też na terytorium lotniska w Doniecku. Armia prowadzi także działania ofensywne w okolicach miejscowości Łysyczansk i Siewierodonieck. Centrum Operacji Antyterrorystycznej informuje, że żołnierze zablokowali też jeden z ważnych węzłów komunikacyjnych Zagłębia Donieckiego. Ogółem Ukraińcy zajęli terytorium szerokości 10-15 kilometrów, które wcześniej było kontrolowane przez separatystów. Żołnierze zwiększyli także kontrolę nad granicą, choć jeszcze w pełni jej nie kontrolują.
IAR/PAP





















































