O pracownikach BH fiskus przypomniał sobie tuż przez przedawnieniem rzekomego podatku wraz z 5-letnimi odsetkami, które upływa z końcem roku. Siada ludziom na mienie i konta, choć Rzecznik Praw Obywatelskich czy Ministerstwo Skarbu stwierdza, iż kupione w 1997 r. i sprzedane w 1999 r. akcje były dopuszczone do obrotu publicznego. Jako takie – były wolne od podatku. Teraz się go nalicza z odsetkami za 5 lat wstecz.
Wczoraj po raz pierwszy wypowiedziało się oficjalnie w tej sprawie Ministerstwo Finansów. Czytamy: przed laty „prospekt emisyjny zawierał informację o dopuszczeniu akcji do obrotu publicznego, co mogło wprowadzić w błąd nabywców akcji z transzy pracowniczej” oraz „należy wykluczyć sytuację, w której prospekt emisyjny wydany przez organ administracji może dezinformować podatników co do ich obowiązków podatkowych narażając ich na konsekwencje w postaci odsetek za zwłokę od zaległości podatkowych”. O samej należności głównej resort, o dziwo, nie wspomina. Radzi natomiast: „W przypadku szczególnie trudnej sytuacji materialnej podatnika naczelnicy urzędów skarbowych mają prawo umarzać, na wniosek podatnika, również zaległości podatkowe”.
Zdaniem samych skarbowców, Ministerstwo Finansów umywa ręce: na naczelników zrzuca odpowiedzialność i to oni będą odpowiadać za błędną decyzję. A że procesy z państwem są pewne – przekonuje i RPO, i sami pokrzywdzeni przez fiskusa pracownicy BH.
Dziennik Zachodni
Beata Sypuła





























































