Odwołujesz podróż do Azji z powodu koronawirusa? Będzie trudno o zwrot pieniędzy

redaktor naczelna Bankier.pl

Koronawirus zmienił plany wyjazdowe turystów z całego świata, także tych z Polski. Niektóre biura podróży odwołują wycieczki do Chin i zwracają klientom pieniądze. Ale nie wszyscy wyjeżdżający, którzy mieli być teraz w Państwie Środka lub okolicach, dostaną swoje środki z powrotem.

Komunikaty dotyczące zagrożenia związanego z podróżami do Chin na bieżąco podają m.in. Główny Inspektorat Sanitarny, Światowa Organizacja Zdrowia i Europejskie Centrum ds. Zapobiegania i Kontroli Chorób. Wypadkową obwieszczeń tych trzech podmiotów, a często także stanowiska Ministerstwa Spraw Zagranicznych, są m.in. decyzje biur podróży, czy wysyłać polskich turystów do Azji. Niezależnie od ruchu touroperatora, każdy wyjeżdżający ma prawo samodzielnie zrezygnować z podróży. Finansowe konsekwencje będą różne.

(Shutterstock)

Chiny – lecieć, czy nie lecieć?

„Bezpieczeństwo” – nagłówek jednego z rozdziałów poradnika dla wybierających się do Chin na stronach MSZ-u. – W mieście Wuhan w Chinach odnotowano serię zachorowań wywołanych koronawirusem 2019-nCoV. Podobne przypadki miały miejsce także w innych krajach. Ze względu na obchody Chińskiego Nowego Roku należy liczyć się ze zwiększonym ruchem osób w całym kraju, co może przyczynić się do dalszego rozprzestrzeniania wirusa (…) Ministerstwo Spraw Zagranicznych odradza wszelkie podróże do prowincji Hubei (…) Rekomendujemy także obserwowanie komunikatów międzynarodowych portów oraz linii lotniczych, które podejmują własne działania prewencyjne (…) Odradzamy podróże, które nie są konieczne na pozostałe terytorium Chińskiej Republiki Ludowej (poza Hongkongiem i Makao) – stanowisko resortu spraw zagranicznych wydaje się jednoznaczne. To nie czas na podróże do Chin.

Przekaz ten wzmacniają takie decyzje, jak ta podjęta przez władze LOT-u – o zawieszeniu połączenia z Pekinem. Niektóre kraje w prewencji posuwają się jeszcze dalej – wstrzymują wydawanie wiz obywatelom ChRL (Armenia), czy czasowo odmawiają wpuszczania na teren osób, które przebywały ostatnio w Chinach (Singapur, USA).

Jak mówi Jarosław Kałucki z Travelplanet, biura podroży starają się przyjąć za punkt odniesienia wiarygodne źródło informacji na temat faktycznej skali zagrożenia. Za takie uchodzą m.in. komunikaty MSZ-u. Tymczasem resort „apeluje o śledzenie bieżących doniesień nt. wirusa 2019-nCoV przed podjęciem decyzji o wyjeździe w region Azji, w szczególności Azji Południowo-Wschodniej”.

Co na to biura podróży w Polsce?

Temperaturę dyskusji związaną ze dylematami, czy lecieć do Chin, czy nie, studzi Jarosław Kałucki, rzecznik Travelplanet.pl. Jak mówi, ten kierunek zdecydowanie nie należy do najpopularniejszych, jakie obierają Polacy korzystający ze zorganizowanych wycieczek. W rankingu popularności bazującym na faktycznie dokonanych rezerwacjach Chiny zajmują dopiero 33. miejsce.

Wtóruje mu Aleksandra Olechnowicz, menedżer ds. PR w biurze podróży Ecco Holiday. – Standardowo zimą nie mamy dużej ilości wylotów na nasze chińskie programy. Pogoda na miejscu jest porównywalna do tej w Polsce, więc chętnych do zwiedzania jest dużo mniej niż na przykład wiosną. Dlatego najwięcej rezerwacji mamy w okresie kwiecień i maj oraz jesienią – tłumaczy.

– Nie mamy klientów w Chinach ani czarterowych połączeń do tego kraju – mówi Izabela Jurczewska, marketing&pr manager w Coral Travel.

Mimo to branża turystyczna, która przez koronawirusa również znalazła się na cenzurowanym, reaguje na echa wydarzeń, o którym mówi cały świat. Zwłaszcza że przebywający w Chinach obcokrajowcy, co do których wykryto by podejrzenie zarażenia wirusem, powinni liczyć się z przymusową kwarantanną. Do tego trudno przewidzieć, na ile utrudnione byłyby możliwości opuszczenia Chin - ostrzega Ministerstwo Spraw Zagranicznych.

W związku z tym niektóre biura podróży w Polsce oficjalnie podały, że wstrzymuje połączenia z Chinami. Przykładowo Rainbow Tours nie poleci do Chin co najmniej do 22 marca br. – Na chwilę obecną anulowane zostały wszystkie wyloty do Chin do 22 marca włącznie. Pozostałe daty na razie są w sprzedaży, bo mamy nadzieję, że przez dwa miesiące sytuacja zostanie opanowana, przy czym cały czas monitorujemy sytuację i jeśli się nie poprawi, to jesteśmy również gotowi na anulację wylotów w terminach późniejszych – mówi Edyta Romanowska, rzeczniczka prasowa Rainbow Tours.

Do Chin swoich turystów w przeszłości wysyłało m.in. biuro Ecco Holiday. Teraz zapobiegawczo zrezygnowano z tego kierunku. – Mimo że żadna z naszych tras nie przebiega przez prowincję Hubei, w której pojawiło się najwięcej zachorowań, odwołaliśmy kilka terminów zaplanowanych w ostatnich dniach – wyjaśnia Aleksandra Olechnowicz z Ecco Holiday. – Jesteśmy w stałym kontakcie z naszym lokalnym kontrahentem oraz liniami lotniczymi, wszystkie decyzje podejmujemy na bieżąco. Kierujemy się przede wszystkim bezpieczeństwem naszych klientów. Dlatego też decyzje odnośnie bardziej odległych terminów podejmowane będą w zależności od rozwoju sytuacji – dodaje w komentarzu przesłanym do redakcji Bankier.pl.

Co z pieniędzmi za wycieczki?

„Jeżeli przedsiębiorca odpowiedzialny za imprezę turystyczną odwoła ją przed rozpoczęciem, podróżni mają prawo do zwrotu wpłat oraz, w stosownych przypadkach, do rekompensaty” – czytamy w załączniku do ustawy o turystyce. Nie inaczej jest w przypadku ostatnio wycofywanych ofert wyjazdów do Chin. Na mocy ustawy o imprezach turystycznych i powiązanych usługach turystycznych klienci biur podróży, które odwołały planowane wyjazdy, otrzymują zwrot wpłaconych środków. W zależności od polityki touroperatora, nierzadko – jako opcję – także propozycję wyboru innego kierunku.

Oprócz tego, jaką decyzję podejmie sam touroperator, każdy z klientów biura podróży ma prawo zrezygnować z udziału w wyjeździe przed jego rozpoczęciem. Jednak w takiej sytuacji zasady rekompensaty będą inne.

Artykuł 47 ust. 4 ustawy imprezach turystycznych i powiązanych usługach turystycznych powiada, że „podróżny może odstąpić od umowy o udział w imprezie  turystycznej przed rozpoczęciem imprezy turystycznej bez ponoszenia opłaty za odstąpienie w przypadku wystąpienia nieuniknionych i nadzwyczajnych okoliczności występujących w miejscu docelowym lub jego najbliższym  sąsiedztwie, które mają znaczący wpływ na realizację imprezy turystycznej lub przewóz podróżnych do miejsca docelowego”. W takich okolicznościach turysta może żądać wyłącznie zwrotu wpłat dokonanych z tytułu imprezy turystycznej, bez odszkodowania lub zadośćuczynienia w tym zakresie.

Kluczowe dla uzyskania zwrotu środków byłoby więc udowodnienie, że koronawirus to okoliczność nieunikniona i nadzwyczajna (z tym powinno być prościej) dla (i tu kluczowa kwestia) miejsca docelowego jego najbliższego sąsiedztwa. Ten ostatni zapis będzie newralgiczny w przypadku osób, które z powodu wirusa 2019-nCoV chciałyby odwołać wakacje w innych rejonach Azji, np. w Tajlandii. Z dużym prawdopodobieństwem biuro podróży będzie podważało, czy np. Phuket to najbliższe sąsiedztwo generujące zagrożenie dla turysty. Przypomnijmy, że nawet w oficjalnych ostrzeżeniach MSZ odradza jakiekolwiek podróże do prowincji Hubei (a wycieczki do Hubei same w sobie nigdy nie były propozycjami, jakie biura składałyby polskim turystom), ale już do pozostałej części Chin – te, które nie są konieczne.

Można by więc spodziewać się, że jeśli zawodzą wszystkie inne metody finansowego zabezpieczenia na taką okoliczność, pozostaje indywidualna zapobiegliwość i prywatna polisa na wypadek rezygnacji z podróży. Niestety i w tym przypadku nie ma co być optymistą. Otóż owszem, co do zasady taki rodzaj ubezpieczenia gwarantuje zwrot środków pieniężnych w sytuacji, gdy turysta będzie zmuszony odwołać swój wyjazd. Ale tylko pod warunkiem, że jego sytuacja zostanie wcześniej przewidziana jako jeden ze scenariuszy uprawniających do wypłaty pieniędzy.

„PZU nie odpowiada za koszty rezygnacji z uczestnictwa albo skrócenia uczestnictwa w zorganizowanym wypoczynku (…), jeśli są one następstwem (…) promieniowania radioaktywnego, epidemii , zanieczyszczenia środowiska” – czytamy w ogólnych warunkach ubezpieczenia tego podmiotu. Mówiąc wprost – epidemia takim scenariuszem nie jest. Jest nim nagła choroba, nieszczęśliwy wypadek, powołanie do wojska, wezwanie do sądu, a nawet egzamin poprawkowy, ale nie epidemia.

Epidemia, przy odpowiednio wybranej polisie, mogłoby nadal być podstawą do wypłaty, ale nie z racji odwołania wyjazdu, tylko na rzecz pokrycia kosztów leczenia, jeśli doszło do zachorowania. – Na polskim rynku są zarówno produkty uwzględniające koszty leczenia podczas epidemii, jak i takie, które nie zawierają tego ryzyka – mówi Marci Tarczyński, rzecznik prasowy PIU. – Bardzo istotne jest, by przed wyjazdem zebrać odpowiednio dużo informacji o kraju, do którego się udajemy, by ubezpieczenie turystyczne było dopasowane do naszych potrzeb i do ryzyka występującego w kraju, do którego jedziemy – podsumowuje przedstawiciel ubezpieczycieli.

Malwina Wrotniak

Źródło:
Dodałeś komentarz Twój komentarz został zapisany i pojawi się na stronie za kilka minut.

Nowy komentarz

Anuluj
1 3 grab

Masz już kupiony bilet do Chin, to masz lecieć zarazić się koronowirusem i umrzeć -tak uważają chińscy przewoźnicy.Brawo.

! Odpowiedz
Polecane
Najnowsze
Popularne