REKLAMA
WAKACJE NA GIEŁDZIE

Nowa rada i przewodniczący: Elektrim czeka na cud

2002-04-13 09:13
publikacja
2002-04-13 09:13
Elektrim ma nie tylko nową radę, ale i nowego przewodniczącego, którego wybrało w piątek walne zgromadzenie akcjonariuszy. Ma też nowe kłopoty: obligatariusze nie chcą rozmawiać o redukcji zadłużenia, co może być groźne dla spółki.

W piątek kurs Elektrimu spadł przed południem aż o 10,2 proc., do 4,33 zł, bo na rynku pojawiła się nieoficjalna informacja, że negocjacje z obligatariuszami zostały zerwane. Była to hiobowa wieść dla holdingu, gdyż dług wobec obligatariuszy to prawie trzy czwarte wszystkich wierzytelności Elektrimu objętych układem. Jeżeli nie przyjmą oni warunków Elektrimu, prawie na pewno zgłoszą wniosek o upadłość spółki.

Holding starał się wczoraj łagodzić skutki fatalnej informacji. Maciej Radziwiłł, członek zarządu Elektrimu, mówił, że rozmowy nie zostały zerwane. Podawanie takiej informacji w trakcie trwania negocjacji to brak profesjonalizmu – powiedział. Złe wrażenie starał się zatrzeć Denwood Syed, wybrany w piątek szef rady nadzorczej Elektrimu. W ośmioosobowej radzie nadzorczej, w której po połowie zwolenników ma Elektrim i Vivendi, reprezentuje on to drugie ugrupowanie. Wybór rady to koniec wojny między akcjonariuszami – powiedział. Według analityków, zgoda wśród udziałowców może ułatwić rozwiązanie konfliktu z obligatariuszami. Część ekspertów uważa jednak, że osiągnięcie porozumienia byłoby cudem, a Elektrim stanął w piątek o krok od przepaści. Uspakajające deklaracje przedstawicieli Elektrimu nie odniosły skutku: spółka ostatecznie zakończyła notowania prawie 10-proc. stratą.

Niektórzy analitycy radzą nie rozdzierać jeszcze szat nad Elektrimem. Duże nadzieje z powołaniem nowej rady nadzorczej i wyborem przez piątkowe NWZA przewodniczącego wiąże Radosław Solan, analityk CDM PKO BP. Według niego, dotychczasowe niepowodzenia w negocjacjach z wierzycielami były w dużym stopniu efektem braku zgody w radzie nadzorczej spółki. Zarząd będzie teraz starał się rozwiązać tę sytuację, gdyż dalej tak działać nie można – powiedział PG. Uważa on, że któraś ze stron – obligatariusze lub zarząd – będzie musiała ustąpić. Będzie to raczej zarząd – stwierdził.

W piątek po południu okazało się, że nieoficjalne informacje dotyczące fatalnych relacji zarządu z obligatariuszami są prawdziwe. Dwa fundusze: Elliot Advisors Ltd. i Centaurus Alpha Master Fund, opublikowały ostry w tonie komunikat, w którym poinformowały, że Elektrim odrzucił ich ofertę. Fundusze, które posiadają część obligacji Elektrimu, chcą kupić za 450 mln euro udziały holdingu w Elektrimie Telekomunikacja. Oświadczyły, że są zaszokowane tym, że spółka zamierza skorzystać z oferty BRE, które jest jednym z głównych akcjonariuszy Elektrimu. Bank w konsorcjum z Eastbridge rozmawia z holdingiem w sprawie zakupu jego udziałów w ET, jednak nie wiadomo, jaka cenę oferuje. Według nieoficjalnych informacji, ma to być 400 mln euro. Według funduszy, sytuacja, w której BRE jest liczącym się akcjonariuszem spółki, może zrodzić konflikt interesów. Elliot i Centaurus wezwały Elektrim, by powołał niezależną komisję, która wyceni wartość jego aktywów telekomunikacyjnych i porówna oferty złożone na akcje spółki w ET.

Analitycy przyznają, że propozycja funduszy może nie być korzystna dla Elektrimu, gdyż zakłada zapłatę za ET m.in. w formie skryptu dłużnego. Faktem odrzucenia oferty Elliota i Centaurusa nie jest zdziwiony R. Solan. W Elektrimie BRE rozdaje karty, trudno było przypuszczać, że spółka zgodzi się sprzedać funduszom swoje aktywa w ET jeżeli bank  też je chce kupić – powiedział. W piątek Elektrim poinformował, że BRE zwiększył udziały w holdingu z ok. 15 proc. do 17,5 proc.

STANISŁAW KOCZOT
Źródło:
Tematy
Nie tylko 0 zł za konto. Sprawdź, które rachunki firmowe naprawdę się opłacają
Nie tylko 0 zł za konto. Sprawdź, które rachunki firmowe naprawdę się opłacają

Komentarze (0)

dodaj komentarz

Powiązane:

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki