Gwałtowne nocne spadki na kontraktach nie znalazły przełożenia na początek pierwszej powyborczej sesji w Stanach Zjednoczonych. Na Wall Street wprawdzie obserwowano spadki, jednak były one niewielkie i stopniowo ustępowały zieleni.


Rynkowego strachu przed prezydentem Trumpem wystarczyło w środę ledwie na kilka godzin. Wprawdzie w nocy gwałtownie tracił dolar, Nikkei osunął się o 5,4%, a kontrakty na S&P500 zniżkowały o 5%, Kolejne godziny przynosiły jednak uspokojenie nastrojów i nim sesja na Wall Street zdążyła wystartować dolar znajdował się już ponad kreską.
Blisko poziomów z wczorajszego zamknięcia notowane były także indeksy w USA. Chwilę po otwarciu przeważała czerwień, jednak już po 30 minutach główne indeksy zieleniły się. Spojrzenie na same tylko notowania S&P500 mogłoby stworzyć wrażenie, że decyzja Amerykanów została przyjęta przez rynek jak najbardziej neutralnie. Indeks umacnia się obecnie o 0,04%. Podobny wynik notuje Dow Jones, nieco słabiej prezentuje się tracący 0,2% Nasdaq.
Na amerykańskiej giełdzie znaleźć można branże, które na zwycięstwo Donalda Trumpa zareagowały entuzjastycznie. To przede wszystkim spółki związane z budowlanką. Wielkie plany infrastrukturalne ciągną w górę notowania firm takich jak np. US Steel (+16%). Dobrze radzą sobie również spółki związane z prywatnymi więzieniami - np. akcje GEO Group umacniają się o 17%.
W składzie Dow Jones najmocniej - o ponad 7% - rosną notowania Caterpillara i Pfizera. Blisko 3% zyskują akcje Goldmana oraz JP Morgana. Najgorzej z kolei wypadają papiery Coca Coli, P&G oraz Travelers. Pierwsza ze spółek traci 1,6%, dwie ostatnie ponad 2%.
Coraz lepiej wygląda również sytuacja na europejskich parkietach. Tuż przed godziną 16 CAC notowany jest ponad kreską, DAX traci ledwie 0,01%, a WIG20 znajduje się 0,5% na minusie. Po gwałtownych spadkach z początku sesji nie ma więc już większego śladu.
Adam Torchała



























































