REKLAMA
WAKACJE NA GIEŁDZIE

NEA: w Fukushimie zawiedli ludzie, nie technologia

2016-02-29 14:08
publikacja
2016-02-29 14:08

Czynnik ludzki był najsłabszym ogniwem działań po awarii w Fukushimie – taki jest główny wniosek raportu „5 lat po awarii w Fukushimie. Poprawa bezpieczeństwa jądrowego i wyciągnięte wnioski”, jaki publikuje Agencja Energii Atomowej (NEA) działająca w ramach OECD.

NEA: w Fukushimie zawiedli ludzie, nie technologia
NEA: w Fukushimie zawiedli ludzie, nie technologia
/ thetaXstock

Na temat awarii ukazał się już szereg raportów, analizujących okoliczności, czy ciągi wydarzeń z marca 2011. Raport NEA skupia się natomiast na wnioskach, które wyciągnięto i na działaniach, które jeszcze trzeba podjąć. Z raportu nie wynika konieczność zmiany w konstrukcji samych reaktorów, a raczej lepszego przygotowania się na szerszy wachlarz potencjalnych sytuacji awaryjnych.

Dokument wyraźnie podkreśla, że decyzje po awarii w Fukushimie podejmowano często zbyt późno i bywały one niewłaściwe – mówi nam prof. Grzegorz Wrochna, były dyrektor NCBJ, który reprezentował Polskę w jednym z komitetów, pracujących nad raportem i mógł śledzić jego powstawanie. Jak mówi, wniosek jest taki, że bezwzględnie należy mieć opracowane i przećwiczone procedury nie tylko na każdą okoliczność, ale też na wypadek splotu, jednoczesnego pojawienia się szeregu niekorzystnych czynników, jak to się właśnie wydarzyło w Japonii.

„Nie chodzi o techniczne środki komunikacji tylko o to, co kto komu raportuje, kto i kiedy decyduje, i o czym. Takich spraw nie powinno się pozostawiać na pastwę zachowań ludzkich. Ludzie nie powinni myśleć, jak się zachować, tylko powinni to wiedzieć, odpowiednie procedury powinny być spisane i przetrenowane”.

Oczywiście nie chodzi też o proste błędy ludzkie, jak przysłowiowe „wciśnięcie nie tego guzika”, bo na poziomie sterowania reaktorem problem ten został skutecznie rozwiązany dziesiątki lat temu, rozwiązania sprzed 50 lat w reaktorach w Fukushimie okazały się skuteczne. Automatyka zadziałała prawidłowo, reaktory zostały wyłączone kiedy czujniki wykryły trzęsienie. „Już technologia sprzed 50 lat była odpowiednio odporna zarówno na kataklizmy jak i na czynnik ludzki. Wprawdzie reaktory zostały zniszczone, ale nikt nie zginął z powodu promieniowania. I to jest olbrzymi sukces technologii jądrowych, trudno o inną dziedzinę techniki sposób wytwarzania energii która w tak dramatycznej sytuacji wytrzymuje próbę” - mówi prof. Wrochna.

Wakacje na giełdzie

„Przyczynami problemów były natomiast organizacja, podległości, zależności. Na przykład to, że w Japonii operator elektrowni nie musiał bezwarunkowo wypełniać wszystkich zaleceń dozoru jądrowego” - dodaje.

Raport pokazuje również, że w ramach wyciągania wniosków w kilku krajach dokonano sporych reform dozoru, relacji między dozorem, operatorem i rządem. „Poważne zmiany były w Japonii i Korei, właśnie po to, aby czynnik ludzki nie miał możliwości do wywarcia negatywnego wpływu, żeby organizacja i struktury same z siebie zapewniały właściwe działania ludzi” - wskazuje.

Inne konkluzje, to m.in, że nie zaobserwowano zjawisk czy sekwencji zdarzeń, których wcześniej by nie znano i badano. Skala kataklizmu – jedno z największych trzęsień w historii i gigantyczne tsunami – była niespotykana, ale dopiero nałożenie się tych dwóch żywiołów spowodowało skutki, które wcześniej nigdy nie miały miejsca. „Niezwykłe było równoległe pojawienie się problemów w kilku sąsiadujących urządzeniach jądrowych. Nigdy wcześniej nie rozważano, w jaki sposób awaria w jednym reaktorze może wpływać na reaktor sąsiedni czy basen z wypalonym paliwem. Dziś musimy zatem brać się pod uwagę nałożenie się kataklizmów” - podkreśla prof. Wrochna.

W przypadku Polski trzęsienie ziemi i tsunami nie wchodzi w grę, ale można sobie wyobrazić np. zerwanie linii przesyłowych pod wpływem oblodzenia i jednoczesny problem z transportem z powodu silnych opadów śniegu. W takiej sytuacji wystąpienie w elektrowni drobnej, niegroźnej w normalnych warunkach awarii może okazać się poważniejszym problemem i należy taki scenariusz brać pod uwagę.

Dokument NEA przypomina też wagę zasady „obrony w głąb”. Jak tłumaczy prof. Wrochna, jeżeli projektujemy jakiś element, to  staramy się, aby prawdopodobieństwo awarii było najmniejsze. Jednak musimy jednocześnie zakładać, że może ona wystąpić, nawet jeśli nie znamy ewentualnej przyczyny, dlatego budujemy kolejny stopień obrony. „W przypadku zasilania w energię elektryczną mamy normalne zasilanie z zewnątrz, potem linie awaryjne, własne generatory, akumulatory, a wreszcie pompy, które nie potrzebują prądu, bo są napędzane parą bezpośrednio z reaktora” - wyjaśnia.

Wojciech Krzyczkowski

Źródło:
Tematy
Nie tylko 0 zł za konto. Sprawdź, które rachunki firmowe naprawdę się opłacają
Nie tylko 0 zł za konto. Sprawdź, które rachunki firmowe naprawdę się opłacają

Komentarze (3)

dodaj komentarz
~fuku
a oni już to posprzątali? Jak tam lodowy mur?
przecież ta katastrofa się nie skończyła i nadal trwa.
3 reaktory w całości stopione, całość wtapia się podłoże a oni leją wodę z góry w nadziei, że to coś pomoże.
Potem ta woda trafia do oceanu i materiał radioaktywny jest roznoszony po całej planecie.
Rybki z Pacyfiku to
a oni już to posprzątali? Jak tam lodowy mur?
przecież ta katastrofa się nie skończyła i nadal trwa.
3 reaktory w całości stopione, całość wtapia się podłoże a oni leją wodę z góry w nadziei, że to coś pomoże.
Potem ta woda trafia do oceanu i materiał radioaktywny jest roznoszony po całej planecie.
Rybki z Pacyfiku to ja bym sobie odpuścił.
~Joss
"trudno o inną dziedzinę techniki sposób wytwarzania energii która w tak dramatycznej sytuacji wytrzymuje próbę" ?? No to podaję przykład:
https://animpossibleinvention.com/2016/02/18/historic-event-one-year-1-megawatt-e-cat-trial-completed/
Reaktory LENR (tzw. Zimna Fuzja) zastąpią zarówno paliwa kopalne jak i nuklearne.
~MacGawer
Zawsze gdzieś jest czynnik ludzki. Gdyby w czarnobylu nie robili glupich eksperymentow nie doszloby do katastrofy. A nawet gdyby robiono ten eksperyment, a inżynierowie nie popełnili błedu w systemie zatrzymującym reaktor (opadajace grawitacyjnie prety grafitowe rozszerzyły sie od ciepła i utknęły nie zatrzymując reakcji) to też Zawsze gdzieś jest czynnik ludzki. Gdyby w czarnobylu nie robili glupich eksperymentow nie doszloby do katastrofy. A nawet gdyby robiono ten eksperyment, a inżynierowie nie popełnili błedu w systemie zatrzymującym reaktor (opadajace grawitacyjnie prety grafitowe rozszerzyły sie od ciepła i utknęły nie zatrzymując reakcji) to też do tego by nie doszło. Dla mnie najbardziej niepokojące nie jest to, że dochodzi do katastrof ale podejście naukowcow. W 2006r w szweckiej elektrowni jądrowej doszło do awarii, a DIESLE odpowiedzialne za zasilanie awaryjne nie były w pełni sprawne i się nie właczyły. Na szczęscie dla nas ktoś w porę wpadł na pomysl by uruchomić je ręcznie więc nie doszło do stopienia rdzenia jak w Fukushimie. Cały incydent został powszechnie zbagatelizowany BO NIC SIĘ NIE STAŁO. Kilka lat później DIESLE w Fukushimie nie zadziałały bo woda zniszczyła zbiorniki z paliwem... Czynnik ludzi w tym wypadku widze inaczej niż wypowiadajacy sie wyżej profesorowie: po awarii powinien wyjść prikaz by SPRAWDZIĆ we WSZYSTKICH elektrowniach systemy zasilania awaryjnego oparte na DIESLACH. Tego nie zrobono...

Powiązane: Katastrofa elektrowni atomowej Fukushima

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki