REKLAMA

Miasta w Polsce zaczęły walkę o uciekających mieszkańców

2016-07-24 06:00
publikacja
2016-07-24 06:00
Dodaj Bankier.pl w Google

Do 2050 roku polskim miastom ubędzie ponad cztery miliony mieszkańców. To tak, jakby z mapy Polski zniknęły trzy średniej wielkości województwa. Depopulacja to coraz poważniejszy problem dla samorządowców. To, czy exodus da się zatrzymać, w dużej części zależy od samych samorządów.

fot. Piotr Guzik / / FORUM



Obserwując w letnie weekendy wielokilometrowe korki w drodze na Półwysep Helski, trudno uwierzyć, że to właśnie Hel jest jednym z najszybciej wyludniających się miast w Polsce. Dokładnie trzecim w kolejności. Zaledwie w ciągu 15 lat stracił aż jedną trzecią mieszkańców. Według Głównego Urzędu Statystycznego w 1998 r. w Helu mieszkało blisko pięć tysięcy osób, dzisiaj – niespełna 3,5 tys. I trudno się tej masowej ucieczce dziwić – po sezonie na całym półwyspie nie ma ani pracy, ani rozrywki, ani jakichkolwiek perspektyw.

Problem zmniejszania się liczby stałych mieszkańców dotyczy jednak nie tylko turystycznych enklaw. Bez przesady można powiedzieć, że wyludnia się cała Polska. Jak wynika z opracowania GUS „Prognoza liczby ludności na lata 2014-2050”, do 2035 r. liczba mieszkańców Polski ma skurczyć się z dzisiejszych 38,4 mln do 36 milionów. W 2050 roku będzie nas już poniżej 34 milionów. Niemal w całości przewidywany spadek wielkości populacji dotyczy miast, i to dużych. Po rekordowym 1999 roku, gdy mieliśmy prawie 24 miliony mieszczuchów, w 2013 roku było ich już pół miliona mniej. W 2050 roku z 39 metropolii liczących powyżej 100 tys. mieszkańców pozostanie 27.

Także „za chlebem” wyjeżdżają głównie mieszkańcy miast. Większość z 2,3 mln Polaków, którzy w poszukiwaniu pracy wyemigrowali za granicę pochodzi właśnie z miast. Z danych GUS wynika, że w 2013 r. ich mieszkańcy stanowili ponad 71 proc. emigrantów, co nie wynika jedynie tego, że w miastach mieszka więcej osób, ale również ze zróżnicowania intensywności emigracji. Intensywność ta dla miast była wyraźnie wyższa niż dla wsi. Na każde 100 tys. mieszkańców w przypadku miast przypadało 98 emigrantów, a w przypadku wsi – 61.

Skąd ten exodus?

Mniej dzieci, więcej starszych

– Po pierwsze, z powodów czysto demograficznych. Pod tym względem Polska idzie śladem reszty Europy – uważa prof. Piotr Szukalski z Uniwersytetu Łódzkiego.

Chodzi o procesy, które demografowie nazywają drugim przejściem demograficznym charakteryzującym się m.in. spadkiem liczby małżeństw i urodzeń, przesuwaniem średniego wieku rodzenia i tworzenia związków. „Nowa demografia Europy”– określenie wprowadzone w 2003 r. przez holenderskiego demografa Dirka van de Kaa – oznacza nie tylko zmiany towarzyszące procesom przejścia do tzw. nowoczesnej reprodukcji, lecz utrwalenie się tego procesu znacznie poniżej prostej zastępowalności pokoleń. Niska płodność wraz z systematycznym wydłużaniem długości życia oraz wzrostem znaczenia migracji prowadzi do zmniejszenia przyrostu naturalnego, a w konsekwencji do nieodwracalnych zmian struktury populacji.

Wprawdzie na tle krajów Unii Europejskiej Polska jest nadal stosunkowo „młoda” (według danych Eurostatu mediana wieku w 2012 r. wyniosła 38,7 lat, podczas gdy wskaźnik ten dla krajów członkowskich Unii Europejskiej razem osiągnął wartość 41,9 lat), ale współczynnik dzietności (1,3) należy u nas do najniższych w Europie i – jak wskazuje najnowsza prognoza Eurostatu – po 2024 r. udział osób w wieku 65 lat i więcej w strukturze ludności Polski ogółem przekroczy 20 proc., zaś po 2060 r. – 33 procent.

Czyli będzie nas coraz mniej i będziemy coraz starsi. Widać to dobrze na przykładzie Łodzi, jednego z najszybciej wyludniających się miast w Polsce (po Opolu i Kielcach).

fot. MichalLudwiczak / / YAY Foto

Liczba Łodzian zmniejsza się co roku o około 1 proc. I to aż od ćwierćwiecza. Od 1988 do 2013 roku ubyło 143 tys. mieszkańców Łodzi.

– W 80 procentach wynika to z ujemnego przyrostu naturalnego, a tylko w 20 procentach z emigracji mieszkańców – wyjaśnia Grzegorz Gawlik z biura prasowego miasta.

Te dwa procesy są naturalnie ze sobą sprzężone.

– To przede wszystkim ludzie młodzi są skłonni do migracji. W sytuacji, gdy z zmniejsza się w pierwszej kolejności liczba osób w średnim wieku, a w konsekwencji maleje liczba dzieci, zwiększa się frakcja seniorów, a zatem osób najmniej skłonnych do przemieszczeń, liczba urodzeń spada i populacja się zmniejsza coraz szybciej – tłumaczy Piotr Szukalski.

Mniejszy rynek i deflacja

Kurczenie się i starzenie społeczeństwa ma fatalne skutki. Przekłada się między innymi na spadek potencjału konsumpcyjnego. To z kolei, choć z pewnym opóźnieniem, powoduje spadek popytu na pracę. Wyludnianie się powoduje problemy z pozyskiwaniem pracowników o szczególnych kwalifikacjach, co z kolei ogranicza inwestycje kreujące nowe miejsca pracy.

– Naturalną konsekwencją depopulacji jest jej oddziaływanie na poziom cen. Dotyczy to głównie nieruchomości. Spada liczba mieszkańców, a wraz z tym zapotrzebowanie na nowe mieszkania, wywołując presję deflacyjną. To zniechęca do inwestowania w nieruchomości jako zabezpieczenie na starość, co dodatkowo obniża ceny na rynku – wyjaśnia Piotr Szukalski.

I tak Łódź, wśród 10 największych polskich miast lokuje się na ostatnim miejscu, jeśli chodzi o ceny transakcyjne na rynku nieruchomości. Różnice w stosunku do miast o zbliżonym potencjale ludnościowym, np. Krakowa czy Wrocławia, sięgają 20-30 procent, a w przypadku rynku pierwotnego (nowych mieszkań) – 40-50 procent.

W tym depopulacyjnym błędnym kręgu Łódź pada dodatkowo ofiarą bliskości stolicy, która jako centrum finansowe, biznesowe, polityczne naturalnie przyciąga przybyszy z innych rejonów. Warszawa w 2014 roku miała oficjalnie 1,7 mln mieszkańców (4,4 proc. całej populacji w Polsce). Nieoficjalnie urząd miasta szacuje tę liczbę nawet na 2,5 miliona. Ratusz, na podstawie powierzchni terenów przeznaczonych pod zabudowę w studium zagospodarowania miasta, obliczył, że docelowo w stolicy zamieszkają nawet 3 miliony osób.

To jedyne miasto w Polsce, oprócz Rzeszowa, któremu wg prognoz GUS nie grozi wyludnienie. Za sprawą większej liczby miejsc pracy, lepszych wynagrodzeń i możliwości, jakie z reguły oferują stolice, do Warszawy wciąż przyjeżdżają nowi ludzie. Szczególnie z tych rejonów, które – jak Łódzkie czy Śląskie – po transformacji ustrojowej i upadku lokalnego przemysłu – gwałtownie dotknęło bezrobocie.

Paradoksalnie, to rejony, które jeszcze kilkadziesiąt lat temu były celem migracji. A ta, jak wynika z danych GUS, w latach 50. ubiegłego wieku osiągała znacznie wyższy poziom niż obecnie. Ze wsi do miast rocznie przeprowadzało się nawet półtora miliona osób. I to przy mniejszej ogólnej liczbie ludności. Trend zaczął się odwracać dopiero w 2000 roku, gdy przemysł przestał odgrywać tak ważną rolę jak np. w latach 70. ubiegłego wieku. Miasta, które nie znalazły w tym czasie nowej niszy zaczęły się wyludniać.

Do dziś najwięcej osób emigruje z Opolszczyzny. I tutaj też rodzi się relatywnie najmniej dzieci. Opolskie ma na tyle złą sytuację, że depopulacja została wskazana przez władze województwa jako tzw. Obszar Strategicznej Interwencji w ramach Regionalnego Programu Operacyjnego. Pieniądze z Unii Europejskiej mają iść na projekty kształcenia zawodowego, poprawę opieki przedszkolnej, zakładanie firm czy uzbrajanie terenów inwestycyjnych. Najwięcej ma jednak do zrobienia sama stolica województwa.

Wakacje na giełdzie
fot. Mariusz Przygoda / / FORUM


- Wielu mieszkańców już przed wejściem do Unii Europejskiej miało rodzinę za granicą i wyjeżdżało do pracy. Po 2004 roku emigracja stała się jeszcze łatwiejsza, więc cały rejon zaczął pustoszeć. W przypadku samego Opola największym problemem jest jednak chwili migracja do ościennych gmin – narzeka Arkadiusz Wiśniewski, prezydent Opola.



To akurat problem nie tylko Opola, ale i Łodzi, Olsztyna, czy Poznania. Te dwa ostatnie to akurat dobrze działające ośrodki, w których jest i praca (Poznań to miasto o najniższym bezrobociu w kraju), i dobra infrastruktura, jak i brak bliskiej konkurencji innych ośrodków miejskich.

– Miasta wyludniają się, bo ludzie, choć wciąż w nich pracują, uczą się i korzystają z usług, wyprowadzają się na przedmieścia, gdzie są tańsze mieszkania, domy, grunty, czystsze powietrze, zieleń i spokój. Sprzyja temu zmiana charakteru wielu stanowisk pracy na bardziej mobilne – wyjaśnia dr Jacek Poniedziałek z Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego.

I tak, Olsztyn czy Poznań nie maleją jako miasta funkcjonalne, gdzie ludzie koncentrują swoją aktywność, natomiast w obszarze administracyjnym się kurczą. Tymczasem, podmiejskie wsie, jak w przypadku powiatu olsztyńskiego, pęcznieją i zaczynają przypominać miejskie osiedla.

– Dla władz miast takie rozlewanie się to spory kłopot, bo muszą utrzymywać infrastrukturę dla osób, które są zameldowane i płacą podatki w sąsiednich gminach – dodaje Jacek Poniedziałek.

Do tego dochodzi wzrost kosztów świadczenia usług publicznych. Utrzymanie dróg, kolei, wodociągów, kanalizacji czy sieci gazowych rozkłada się na mniejszą liczbę mieszkańców, co podnosi koszty na głowę. W efekcie – miasta muszą podnosić ceny albo dopłacać z publicznej, kurczącej się kasy.

Władze miast zaczynają więc o „swoich” mieszkańców walczyć. Co jest coraz trudniejsze, do ich przyciągnięcia nie wystarczą już aquaparki czy zniżkowe karty dużej rodziny. Muszą wykorzystać maksymalnie specjalne strefy ekonomiczne, by pomóc w tworzeniu nowych miejsc pracy i rozwijać niezbędną do ich obsługi infrastrukturę. Paradoksalnie, obwodnice, dobre drogi wylotowe i sprawna komunikacja podmiejska sprzyjają rozlewaniu się miasta. Stąd teraz za wszelką cenę próbuje się wykorzystać fundusze unijne do uatrakcyjnienia życia w centrum.

Coraz więcej jest miejskich programów rewitalizacji i zagospodarowywania terenów nadrzecznych, czy projektów rozwoju komunikacji miejskiej. Bardzo ważne stało się wciąganie samych mieszkańców w proces decydowania o zmianach w mieście. Współdecydowanie o inwestycjach w ramach budżetów partycypacyjnych daje ludziom realną (choć jeszcze niskobudżetową) władzę kształtowania środowiska, w którym funkcjonują. A to pozwala ich w tym środowisku zatrzymać.

Ważne stało się znalezienie dla siebie niszy na mapie kraju – w formie atrakcji czy oferty zawodowej. Nowa Sól stała się „miastem krasnali”, a Rzeszów rozwija się wokół klastra lotniczego.

Sopot, Gdańsk i Wrocław się nie martwią

Wiele miast dziś jeszcze nie widzi problemu wyludniania się. Sopot, Gdańsk, Wrocław – na ostatnim Europejskim Kongresie Finansowym w Sopocie ich włodarze zapewniali, że to zjawisko ich nie dotyczy, bo na razie liczba mieszkańców nie spada.

– Według prognoz GUS Gdańsk już teraz powinien mieć o 30 tys. mieszkańców mniej niż ma, tymczasem nadal jest ich ok. 460 tys. To m.in. dzięki miejscom pracy ludzie od nas nie uciekają – mówi Andrzej Duch, dyrektor Wydziału Urbanistyki i Architektury urzędu miasta w Gdańsku.

Przyznają jednak, że trzeba bardzo uważać, by nie przegapić newralgicznego momentu i już teraz szukać pomysłów na depopulację – tworzy się żłobki i przedszkola, programy stypendialne dla studentów czy budownictwa społecznego.

– Od września we wrocławskich szkołach rusza nauka języka ukraińskiego. Dbamy o sporą ukraińska imigrację. Rozszerzamy też bardzo ciekawy program uruchamiania żłobków w miejscach pracy rodziców. Chcemy dać ludziom jak największy komfort mieszkania w mieście – powiedział Maciej Bluj, wiceprezydent Wrocławia.

Coraz częściej pojawiają się też pomysły włączania do miast okolicznych gmin, co rodzi konflikty. Jak w Opolu, gdzie propozycja prezydenta miasta, który chce włączyć w jego granice tereny 13 sołectw z pięciu opolskich gmin spotkała się z ostrymi protestami ich włodarzy. Zdaniem prezydenta dałoby to możliwość rozwoju miasta.

– Chodzi o pozyskanie przestrzeni do powiększenia specjalnej strefy ekonomicznej, budowy mieszkań czynszowych czy współfinansowanie służby zdrowia. Bez tego typu inwestycji traci nie tylko Opole, ale i całe województwo – tłumaczy Arkadiusz Wiśniewski.

Miasto już m.in. dopłaca do miejsc w niepublicznych żłobkach, wprowadziło kartę opolskiej rodziny, program budowy mieszkań czynszowych i uruchamia nowe kierunki studiów, m.in. medyczny. Chodzi już nie tylko o to, żeby zatrzymać Opolan, ale i zachęcić migrujących z zupełnie innych rejonów, a nawet krajów. Tak jak w Poznaniu, gdzie statystyki ratują napływowi mieszkańcy (saldo migracji wewnętrznych jest dodatnie).

W długim okresie ważniejsze jest dopasowanie do nowych realiów podziału administracyjnego i funkcji miasta.

– Może za 10-20 lat trzeba będzie myśleć o innym podziale, a zmiany demograficzne w naturalny sposób premiować będą związki międzygminne i międzypowiatowe? Upowszechnianie się tego rozwiązania ułatwi zarówno niechęć do formalnych zmian, jak i zmiany technologiczne, odrywające część usług administracyjnych i społecznych od konkretnego miejsca – uważa Piotr Szukalski.

Mniejsza liczba mieszkańców ma też swoje zalety. Mniejsze zagęszczenie, mniejsze problemy z parkowaniem, mniejsze korki, szybsze dojazdy to de facto mniejszy stres, zadowolenie, wzrost jakości życia. Depopulacja związana ze starzeniem się społeczeństwa ma z kolei pozytywny wpływ na poczucie bezpieczeństwa. Badania wskazują, że wraz z wiekiem społeczeństwa, zmniejsza się przestępczość.

Wyludnianie się i dominacja pojedynczych ośrodków w stosunku nad innymi to na pewnym etapie rozwoju kraju proces po prostu nieunikniony. Trzeba się jednak umieć odnaleźć w nowych okolicznościach.

Magdalena Krukowska

Źródło:
Tematy
MG HS Hybrid+ z rabatem do 15 000 zł! Już od 122 900 zł.
MG HS Hybrid+ z rabatem do 15 000 zł! Już od 122 900 zł.

Komentarze (77)

dodaj komentarz
~stan2
Nikt nie jest w stanie przewidzieć co będzie, bo nie ma takich możliwości. Nie ma więc sensu mówić że będzie nas mniej, należy używać słowa "prawdopodobnie", "jeżeli trend się nie zmieni" itd. Wystarczy jakakolwiek zmiana i będzie nas więcej - też tak może być. Mamy podobno już 800tys. Ukraińców.
Na przyszłość
Nikt nie jest w stanie przewidzieć co będzie, bo nie ma takich możliwości. Nie ma więc sensu mówić że będzie nas mniej, należy używać słowa "prawdopodobnie", "jeżeli trend się nie zmieni" itd. Wystarczy jakakolwiek zmiana i będzie nas więcej - też tak może być. Mamy podobno już 800tys. Ukraińców.
Na przyszłość wpływa zbyt wiele czynników. Biorąc pod uwagę dynamikę przyrostu w czasie "wyżów demograficznych" powinno nas być 60mln, a nie jest. Tak to działa.
~Malwoid
Głogów. Minus 10k mieszkancow w 20 lat. Pozdrawiam z Eire
~JA6969
Problem jest inny. Za podobny do 2-3 pokojowego mieszkania koszt "pod" miastem można kupić działkę i postawić 2-3 krotnie większy dom. O zaletach tego rozwiązania (szczególnie w wekendy) nie trzeba pisać. A komunikacja "do" i "z" misat jesto coraz lepsza i nie pisze nawet o drogach.
A więc nie dziwne
Problem jest inny. Za podobny do 2-3 pokojowego mieszkania koszt "pod" miastem można kupić działkę i postawić 2-3 krotnie większy dom. O zaletach tego rozwiązania (szczególnie w wekendy) nie trzeba pisać. A komunikacja "do" i "z" misat jesto coraz lepsza i nie pisze nawet o drogach.
A więc nie dziwne że ludzie uciekają. Zostają tylko ci których nie stać po prostu na podoby krok bądz im się nie chce lub się boją.
Sam pare lat temu to zrobiłem i polecam każdemu.
~Dżejms
Nic dziwnego - Warszawa okrada cały kraj i dzieli tort. Nic zatem dziwnego. Jakbyśmy pozwolili okradać cały kraj Łodzi i potem tam zapadałyby decyzje podziału łupu to też by się nie wyludniała.
~Ktoś
Nie Warszawa okrada tylo słoiki w niej żyjące a podatki płacą ce w swoich wioskach. Wiem że zaboli to co pisze ale taka prawda.
~StanRS
Warszawka dobrze stoi jedynie dlatego, że to jest stolyca kraju i przyciąga najwięcej inwestycji z tego powodu. Gdyby stolica była w innym mieście, to w Warszawce była taka bieda i dziadostwo jak w Białymstoku, czy innych miastach na ścianie wschodniej.
Mentalność rodowitych warszawiaków z dziada pradziada odnośnie etosu pracy,
Warszawka dobrze stoi jedynie dlatego, że to jest stolyca kraju i przyciąga najwięcej inwestycji z tego powodu. Gdyby stolica była w innym mieście, to w Warszawce była taka bieda i dziadostwo jak w Białymstoku, czy innych miastach na ścianie wschodniej.
Mentalność rodowitych warszawiaków z dziada pradziada odnośnie etosu pracy, punktualności, solidności, a nawet porządku w domach czy pracy, lokuje ich bliżej kacapów (których tak nienawidzą), a nie Polaków z Wielkopolski, czy z Galicji zachodniej.
~JA6969 odpowiada ~StanRS
To co napisałem to nie tylko "problem" Warszawki ale i każdej większej miejscowości. Ludzie TAM pracuja ale podatki z tego nie idą dla miejscowości w której właśnie pracuja i mieszkają tylko gdzie indziej. A potem narzekanie że w Warszawie, Łodzi, Białymstoku itd syf, zła komunikacja itp.
W tym tkwi problem. I przypomnę
To co napisałem to nie tylko "problem" Warszawki ale i każdej większej miejscowości. Ludzie TAM pracuja ale podatki z tego nie idą dla miejscowości w której właśnie pracuja i mieszkają tylko gdzie indziej. A potem narzekanie że w Warszawie, Łodzi, Białymstoku itd syf, zła komunikacja itp.
W tym tkwi problem. I przypomnę że nie jest to problem samej Warszawy ale KAŻDEJ WIĘKSZEJ MIEJSCOWOŚCI do której wala ludzie do pracy i życia
~karamba
a jak to jest w Krakowie gdzie napływ nowych mieszkańców nie nadąża z kosztami egzystencji w tym pięknym mieście ano tak tłumaczę swoim klientom że za 50 zeta to mogą zaprosić babę do kina niby na film popcorn i cola to kolejne 25 zeta po miej więcej dwóch godzinach mogą zacząć grę wstępną i kontynuować randkę i koszty choćby do a jak to jest w Krakowie gdzie napływ nowych mieszkańców nie nadąża z kosztami egzystencji w tym pięknym mieście ano tak tłumaczę swoim klientom że za 50 zeta to mogą zaprosić babę do kina niby na film popcorn i cola to kolejne 25 zeta po miej więcej dwóch godzinach mogą zacząć grę wstępną i kontynuować randkę i koszty choćby do osiągnięcia wymarzonego 500+
lecz tak naprawdę to koszty jednorazowej randki w mieście przekroczy 150 zeta a ile będzie kosztować miesiąc ??? tak zwanego życia to już sami obliczcie czy się ta patologia opłaci kiedykolwiek
~ed
Co z tego, że w Łodzi ubyło 143tys. mieszkańców jak i tak są gigantyczne korki, mieszkania drogie, kolejki w urzędach? Żeby w tym mieście dało się normalnie żyć powinno wyjechać jeszcze ze 100tys. ludzi.
~hfhtfth
Kupujmy więcej i częściej nowe smartfony, używane samochody z zagranicy" i w ogóle wydawajmy wszystkie zarobione i wypracowane pieniądze w Polsce "zza granicę". Wtedy na pewno będzie się nam lepiej żyło w Polsce?!?

Powiązane: Samorządy i regiony

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki