Kryzys finansów publicznych w strefie euro w dalszym ciągu pozostaje otwartą sprawą. Po ugaszeniu pożaru w Grecji i Irlandii w kolejce po pomoc ustawiają się kolejne kraje. Ostatnio bankructwo Portugalii wieszczyli analitycy Deutsche Banku. W tym kontekście coraz częściej mówi również o Hiszpanii.
Moody's Investors Service zagroziła redukcją ratingu Hiszpanii, wskazując na wysoką podatność tego kraju na szoki finansowe. Na domiar złego madrycki rząd zmaga się z przerośniętym długiem publicznym. W dodatku bezrobocie w tym kraju przekracza 20 proc., a rynek nieruchomości znajduje się na krawędzi zapaści. Z tego powodu w ostatnim czasie drastycznie wzrosła rentowność hiszpańskich obligacji, skutecznie utrudniając finansowanie rządu na rynku długu.
O wzroście napięcia w strefie euro świadczy fakt, że Europejski Bank Centralny obawiając się strat z inwestycji w obligacje, planuje dwukrotnie podnieść kapitały. Dotychczas EBC w głównej mierze skupował papiery Grecji, Irlandii i Portugalii. Atmosferę podgrzewa fakt, że Niemcy i Francja sprzeciwiają się pomysłowi zwiększenia środków, jakimi dysponuje europejski fundusz stabilizacyjny. Te państwa równie negatywnie odnoszą się do projektu wspólnych obligacji dla krajów strefy euro.
Kryzys finansów publicznych negatywnie wpływa na postawę wspólnej waluty, od dwóch dni taniejącej wobec dolara. Przed 15:40 euro traciło 0,2 proc. wobec dolara i kosztowało 1,3349 dolara.
Wzrost napięcia na rynkach przekłada się na większy popyt na waluty uznawane za „bezpieczne przystanie”. Stąd bardzo dobra postawa franka szwajcarskiego, zyskującego przed 15:40 ponad 0,2 proc. wobec euro. Kurs pary wynosił 1,2811 franka. Wcześniej spadał do 1,2754 franka, co było najniższym poziomem w historii. Wcześniej szwajcarska waluta była tak tania 8 września, kiedy kurs spadał do 1,2764 franka.
Przed 15:40 frank umacniał się o 0,2 proc. wobec złotego. Kurs pary wynosił 3,1097 złotego.
P.L.




























































