We wtorek frank szwajcarski potaniał o ponad dwa grosze, po raz pierwszy od Brexitu kończąc dzień poniżej czterech złotych. Na rynku pojawiły się spekulacje, że za osłabieniem helweckiej waluty stała interwencja Szwajcarskiego Banku Narodowego.


Wieczorem za franka płacono 3,9951 złotego, a więc o ponad dwa grosze mniej niż na zamknięciu poniedziałkowych notowań. Po raz pierwszy od nocy z 23 na 24 czerwca – czyli publikacji wyników brytyjskiego referendum – kurs CHF/PLN znalazł się poniżej poziomu 4 zł.
Notowania euro i dolara wobec złotego pozostały stabilne, bez większych zmian względem poniedziałku. Zatem deprecjacja franka była podyktowana czynnikami leżącymi poza Polską, co dobitnie widać na wykresie pary euro-frank. Wczesnym popołudniem kurs EUR/CHF bez wyraźnych powodów poszedł ostro w górę, rosnąc z ok. 1,08 aż do 1,0955 wczesnym wieczorem. Wzrost notowań EUR/CHF oznacza osłabienie szwajcarskiej waluty względem euro.
Ponieważ doszło do niego w dość spokojnym otoczeniu rynkowym i przy braku istotnych danych makroekonomicznych czy finansowych, część analityków spekulowała, że był to efekt interwencji walutowej SNB. Bank centralny Szwajcarii nie wydał oficjalnego komunikatu w tej sprawie.
Przeczytaj także

Jeśli do interwencji SNB faktycznie doszło, byłoby to bardzo interesujące. Po pierwsze, ponieważ w ostatnich tygodniach kurs franka był dość stabilny (poza „brexitowym” czwartkiem i piątkiem). Po drugie, w środę wieczorem pojawi się standardowy komunikat po posiedzeniu kierownictwa amerykańskiej Rezerwy Federalnej. Czyżby Szwajcarzy wiedzieli coś, o czym nie wie rynek?
Krzysztof Kolany

























































