REKLAMA
WAKACJE NA GIEŁDZIE

Firmy mają więcej depozytów niż kredytów. Co z tym zrobią?

Ignacy Morawski2021-04-26 07:07główny ekonomista „Pulsu Biznesu” i dyrektor SpotData
publikacja
2021-04-26 07:07
Dodaj Bankier.pl w Google

Zasoby gotówkowe i depozytowe przedsiębiorstw w Polsce rosną – w reakcji na wysokie transfery publiczne oraz ograniczone inwestycje. A jednocześnie ich zadłużenie wyraźnie spada – w najszybszym tempie od dekady. To sprawia, że prawdopodobnie wciąż bardzo poprawia się płynność sektora przedsiębiorstw, czyli zdolność do obsługi krótkookresowych zobowiązań.

Firmy mają więcej depozytów niż kredytów. Co z tym zrobią?
Firmy mają więcej depozytów niż kredytów. Co z tym zrobią?
fot. Virrage Images / / Shutterstock

Najciekawsze teraz pytanie jest takie: czy podwyższone zapotrzebowanie na płynność będzie już stałym elementem gospodarki, czy też po ustąpieniu epidemii firmy będą dążyły do zmiany struktury aktywów w kierunku aktywów trwałych? Od tego będzie w dużej mierze zależało tempo ożywienia inwestycyjnego.

Dane o podaży pieniądza pokazują, że w ostatnich miesiącach znacznie zwiększył się przyrost depozytów przedsiębiorstw. Nie licząc efektów sezonowych, średnio zwiększały się one o 3 proc. miesięcznie w okresie styczeń-marzec, czyli najmocniej od czerwca zeszłego roku, gdy na pełnych obrotach działały programy pomocy finansowej po pierwszej fali pandemii (warto pamiętać, że przed kryzysem średni miesięczny przyrost rachunków i depozytów wynosił ok. 0,5 proc. miesięcznie). Widać zatem, że gotówka znów popłynęła do firm szerokim strumieniem. Łączne zasoby rachunków i depozytów firm wyniosły 390 mld zł na koniec marca (po odjęciu sezonowości) i były o 64 mld zł większe niż przed rokiem.

fot. / / Puls Biznesu

Jednocześnie szybko zmniejsza się zadłużenie firm w bankach. Na koniec marca wyniosło ono 350 mld zł (też po odjęciu efektów sezonowych) i było aż o 32 mld zł niższe niż przed rokiem. Tym samym firmy mają w bankach ulokowane o 40 mld zł więcej niż wynosi ich zadłużenie kredytowe.

Wakacje na giełdzie

Jest to sytuacja, która wcześniej nie występowała. Przynajmniej od czasu, gdy Narodowy Bank Polski publikuje spójne i porównywalne w czasie dane, czyli od końca 1996 r.

Przyczyny rosnącego rozziewu między rachunkami/depozytami a zadłużeniem są dwie. Z jednej strony – pomoc rządowa doprowadziła do ogromnego wzrostu zasobów gotówkowych. W ten sposób rząd i bank centralny odpowiedziały na ogromny wzrost zapotrzebowania na płynność, wynikający głównie z obaw o wiarygodność obrotu gospodarczego. Bez tej pomocy firmy akumulowałyby płynność kosztem masowych zwolnień i cięcia zamówień, co oczywiście poprzez sprzężenia zwrotne odbiłoby się na ich przychodach i de facto uniemożliwiło osiągnięcie celu płynnościowego. Gdy wszyscy chcą oszczędzać na dużą skalę w jednym momencie, ogólna wielkość oszczędności paradoksalnie spada. Transfery publiczne pozwoliły firmom zwiększyć płynność i jednocześnie utrzymać zatrudnienie.

Z drugiej strony – firmy redukowały dość mocno inwestycje, co obniżyło popyt na kredyt inwestycyjny. To jest akurat zjawisko typowe dla mocnego wstrząsu ekonomicznego – wystąpiło również po kryzysie finansowym z 2009 r.

Pisząc „firmy” nie wiem oczywiście, jaki jest rozkład depozytów i zadłużenia. Są na pewno takie przedsiębiorstwa, które mają nadmiar gotówki, ale zapewne też takie, które cierpią na jej brak. Podejrzewam jednak, że tych drugich nie jest na tyle dużo, by ich problem mógł stać się problemem makroekonomicznym (co nie umniejsza oczywiście ich problemu, moim celem jest jednak analiza makroekonomiczna).

Co firmy zrobią z podwyższonymi zasobami depozytów i rachunków? Jedna możliwość jest taka, że podwyższone bezpieczeństwo finansowe sprawi, że szybko wzrośnie skłonność do inwestowania. W czasie kryzysu firmy dążyły do zwiększenia udziału aktywów płynnych w strukturze bilansu, a teraz mogą odwrócić swoje działania i zmierzać do zwiększenia udziału aktywów trwałych, bardziej rentownych. W takim scenariuszu inwestycje w gospodarce bardzo szybko odbiją. Za tym scenariuszem przemawia fakt, że jest on już realizowany np. w Stanach Zjednoczonych, gdzie cykl inwestycyjny firm zaczął się dużo szybciej niż po poprzednich recesjach.

Ale może być też tak, że firmy już trwale będą chciały utrzymać wysoki udział gotówki w aktywach, pamiętając o ryzykach skrajnych wstrząsów. Jeżeli uraz po kryzysie będzie trwały, to wskaźniki płynnościowe pozostaną podwyższone na długo. Podejrzewam jednak, że rządom i bankom centralnym na świecie będzie mocno zależało, by uniknąć takiego rozwoju wydarzeń.

Źródło:
Przeczytaj w Pulsie Biznesu
Nowy budżet UE podzielił Europę. O co spierają się Berlin i Paryż?
Ignacy Morawski
Ignacy Morawski
główny ekonomista „Pulsu Biznesu” i dyrektor SpotData

Pomysłodawca projektu i szef zespołu SpotData. Przez wiele lat pracował w sektorze bankowym (WestLB, Polski Bank Przedsiębiorczości), gdzie pełnił rolę głównego ekonomisty. W latach 2012-16 zdobył wiele wyróżnień w licznych rankingach, zajmując m.in. dwukrotnie miejsce na podium konkursu na najlepszego analityka makroekonomicznego organizowanego przez "Rzeczpospolitą" i Narodowy Bank Polski. W 2017 roku znalazł się na liście New Europe 100, wyróżniającej najbardziej innowacyjne osoby Europy Środkowej, publikowanej przez „Financial Times”. W 2019 r. wyróżniony przez ThinkTank jako jeden z 10 ekonomistów najbardziej słuchanych przez polski biznes. W tym samym roku projekt SpotData, który założył, został nominowany do nagrody GrandPress Digital. Absolwent ekonomii na Uniwersytecie Bocconi w Mediolanie i nauk politycznych na Uniwersytecie Warszawskim.

Tematy
Pora na MG HS Hybrid+! Zyskaj rabat aż do 15 000 zł.
Pora na MG HS Hybrid+! Zyskaj rabat aż do 15 000 zł.

Komentarze (12)

dodaj komentarz
volksempfanger
Ceny już się dostosowują.
marok
Ogólna sytuacja większości firm w kryzysie zamiast się pogorszyć, polepszyła się. Tak to się robi. Najbliższe lata to będzie ogromny boom gospodarczy w Polsce..
marxs
wasz pierwowzór i wzór godny naśladowania
Adolf też jeszcze w kwietniu 1945r.mówił że wojna jest bez wątpienia wygrana
jpelerj
W Polsce nie wzrośnie chęć do inwestowania niepublicznych środków, bo właśnie dlatego mamy teraz zapaść inwestycyjną, że nikt nie chce inwestować swoich środków w sytuacji gdy rząd może te inwestycje przejmować za bezcen, doprowadzając je najpierw do kłopotów. IMHO będą inwestycje, ale nie w Polsce.
innowierca
Mysle ze istotna informacja ktora umiescil redaktor to ta, ze nieznany jest rozklad tych depozytow. Najlepiej to wezmy pod uwage wszystkie istniejace firmy, czyli jedno osobowe
i takie ktore zatrudniaja kilka osob tez, bo takich jest najwiecej. Mozna zalozyc ze 20% firm posiada 90% tych depozytow. Co z tym zrobia?
vonmisses
Jak się wkurzą, to będą jak fundusze inwestycyjne kupować za to całe bloki na wynajem od deweloperów ;)
piotr76
Moim zdaniem raczej jest odwrotna proporcja. Kto chce utrzymać własny biznes w PL, ten wie że podstawą jest posiadanie rezerw na przynajmniej kilka miesięcy do przodu. Ci co jechali na kredytach zwykle szybko "popłynęli".
innowierca odpowiada piotr76
Racja. Zabezpieczenie dobre firmy maja zawsze. Mnie tu jednak dodatkowo martwi ten hurra-optymizm redaktorow na portalach finansowych w stylu, no teraz to bedzie odbicie, a inwestorzy juz sie slinia optymistycznie..... itd.Prawda jest taka ze ubylo firm, ubylo miejsc pracy, ubylo kasy i przyroslo dlugu.Ta garstka bogatych firm ktore Racja. Zabezpieczenie dobre firmy maja zawsze. Mnie tu jednak dodatkowo martwi ten hurra-optymizm redaktorow na portalach finansowych w stylu, no teraz to bedzie odbicie, a inwestorzy juz sie slinia optymistycznie..... itd.Prawda jest taka ze ubylo firm, ubylo miejsc pracy, ubylo kasy i przyroslo dlugu.Ta garstka bogatych firm ktore puchna od kasy wcale nie ma zamiaru inwestowac calej tej kasy w jakies biznesy off-line czyli tzw. brudna robote. Te naprawde bogate firmy raczej zwracaja oczy tam gdzie mozna zarobic bardziej "elektronicznie". Tworzenie nowych miejsc pracy jest w odwrocie jezeli chodzi o typowe prace wytworcze.
zbyszek_
to ładna inflacja bedzie jak to wszystko pojdzie w obieg
loool
No taki piłkarz Milik na pewno potrzebował 1 mln zł na swoją restaurację bo pewnie by się sam nie utrzymał , albo tacy celebryci którym konta puchną dostali jeszcze dodatkowe miliony upchnięte kolanem bo już na koncie się nie mieściły.

Powiązane: Gospodarka i dane makroekonomiczne

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki