Przy umacniającym się dolarze, relatywnie stabilnym kursie ropy naftowej oraz bardzo złych danych z największych gospodarek świata kurs złota dynamicznie poszedł w górę i niemalże wyrównał szczyt z dnia bankructwa banku Lehman Brothers.
Po stronie kupujących stoją głównie fundusze ETF, które za pieniądze indywidualnych inwestorów kupują żółty metal w jego fizycznej postaci. Wobec wycofania się z rynku branży jubilerskiej (praktycznie zerowy import złota do Indii) to właśnie popyt inwestycyjny samodzielnie pcha w górę ceny. Od początku roku największy fundusz ETF działający na rynku złota – SPDR Gold Trust – zwiększył swój stan posiadania złota o 63 tony.
„Wczoraj ETF-y kupiły kolejne 15 ton złota” – powiedział agencji Reuters Simon Weeks, szef działu metali szlachetnych w Bank of Nova Scotia. Zdaniem Weeksa złoto kusi inwestorów poszukujących bezpiecznej lokaty kapitału na ciężkie i niepewne czasy.
Analitycy dodają, że do inwestowania w złoto skłania też polityka banków centralnych oraz rządów, które na całym świecie pompują w gospodarkę ogromne masy pieniądza liczone już w bilionach dolarów. Taka ilość świeżo dodrukowanej gotówki musi gdzieś znaleźć ujście. Być może to właśnie inwestujący złoto oraz srebro będą największymi beneficjantami polityki Baracka Obamy i innych zwolenników państwowego interwencjonizmu.
Złotu pomogły też pogłoski mówiące o wejściu na rynek Chin. Chiński bank centralny, który obecnie prawie wszystkie rezerwy walutowe utrzymuje w amerykańskich obligacjach skarbowych, może być zaniepokojony coraz większym deficytem budżetowym USA. Dla władz monetarnych Chin dobrą alternatywą byłoby właśnie złoto oraz obligacje państw strefy euro.
W rezultacie o godzinie 13:00 uncja złota kosztowała 920,30 dolarów i była o 1,3% droższa niż w czwartek. Srebro zyskało 1,4% i było wyceniane na 12,51$ za uncję.
K.K.































































