Coś takiego nie przydarzyło się od czasu, gdy Amerykanie wybrali na prezydenta Donalda Trumpa. Średnia przemysłowa Dow Jonesa odnotowała szóstą spadkową sesję z rzędu. Choć skala spadków była minimalna, to morale inwestorów zdaje się pogarszać.


Wall Street powoli przechodzi od euforii do zwątpienia i pewnego niedowierzania. Że jak to, giełdowe indeksy nie biją już rekordów wszech czasów? Że nikt nie chce kupować w klocki drogich akcji wycenianych średnio na ponad 26-krotność zysków za ostatnie cztery kwartały?
Co więcej, ta niepewność rozprzestrzenia się na pozostałe rynki. Mimo jeszcze niedawno zupełnie nieoczekiwanej marcowej podwyżki stóp procentowych w Rezerwie Federalnej (i licznych zapowiedziach dokonania kolejnych dwóch) dolar słabnie na całej linii, a rentowności amerykańskich obligacji maleją. Za to złoto znów zyskuje (już 8,1% od początku roku!) i notuje lepszą stopę zwrotu niż akcje (S&P 500 jest „tylko” +4,8% YTD).
Wszystko to składa się na obraz pewnego zwątpienia mogącego stanowić preludium do pierwszej poważniejszej korekty powyborczej hossy. Korekty, która rynkowi się już od dawna „należy”, ale która wciąż nie jest pewna.
Lecz amerykańskim akcjom może kończyć się paliwo do dalszych wzrostów. Po pierwsze oczekiwania względem tegorocznych zysków spółek od początku lutego sukcesywnie maleją. To samo dzieje się z prognozami makroekonomicznymi. Model Fedu z Atlanty wskazuje, że w pierwszym kwartale annualizowana dynamika PKB wyniesie zaledwie 0,9% wobec ok. 2,5% prognozowanych jeszcze w marcu i 1,9% odnotowanych w czwartym kwartale 2016 r.

Czwartkowa sesja nie wyglądała na przełomową. Prawdę mówiąc, była dość nudna, a jej rezultaty zasługują na przemilczenie. Nowojorskie indeksy zaczęły dzień z niewielkimi minusami, szybko wyszły na plus i utrzymywały się ponad kreską przez większość sesji. Końcówka należała jednak do niedźwiedzi, choć skala spadków była kosmetyczna. Dow Jones stracił zaledwie 0,02%, ale była to szósta spadkowa sesja z rzędu. S&P 500 oddał 0,11%, a Nasdaq stracił 0,11%.
Według komentatorów ruchami indeksów kierowały doniesienia z waszyngtońskiej polityki, gdzie Republikanie mają problem z przekonaniem własnych kongresmenów do zagłosowania za ustawą likwidującą tzw. Obamacare (reformą ubezpieczeń medycznych Baracka Obamy). Upadek tej ustawy byłby pierwszą klęską prezydenta Donalda Trumpa i mógłby stanowić symboliczny koniec „hossy Trumpa” na rynku akcji.
Dla inwestorów byłby to bowiem jednoznaczny sygnał, że nowy gospodarz Białego Domu nie będzie w stanie przeforsować wszystkich swoich projektów (przede wszystkim obniżki podatków i zwiększenia wydatków i deficytu) przez teoretycznie sprzyjający mu Kongres, w którym w obu izbach większość mają Republikanie.
Krzysztof Kolany





























































