Dane o inflacji w Czechach i na Węgrzech do złudzenia przypominają prognozy dotyczące wzrostu cen w Polsce. W ostatnich latach ceny nad Wisłą rosły jednak statystycznie wolniej niż nad Wełtawą i Dunajem.


Listopadowa inflacja w Czechach wyniosła 3,1 proc. w ujęciu rocznym oraz 0,3 proc. w ujęciu kwartalnym. Był to odczyt wyższy zarówno od oczekiwań analityków (2,9 proc.) jak i rezultatu z października (2,7 proc.). Co więcej, tempo wzrostu cen przekroczyło 3 proc. po raz pierwszy od 7 lat.
Czeską inflację w górę ciągną przede wszystkim wyższe ceny energii elektrycznej (11,5 proc.), gazu (3,4 proc.) oraz wody i ścieków (2,6 proc.), a także żywności (0,9 proc.). W przypadku tej ostatniej dodatni wpływ miały wzrosty cen m.in. mąki (7,1 proc.), wieprzowiny (13,3 proc.), owoców (16,2 proc.) czy warzyw (11,8 proc.).
Jeszcze wyższą inflację w listopadzie zaobserwowano na Węgrzech. Wynik na poziomie 3,4 proc. jest jednak najwyższy „jedynie” od pół roku – na początku 2019 r. węgierskie tempo wzrostu cen podchodziło pod 4 proc.
Jak poinformował dziś urząd statystyczny KSH, motorem wzrostu inflacji była żywność (5,5 proc.), przede wszystkim wieprzowina (14,8 proc.), cukru (10,6 proc.) oraz owoce i warzywa (8,7 proc.). Mocno zdrożały także napoje alkoholowe i tytoń (8,3 proc.). Elektryczność, gaz i inne paliwa podrożały natomiast jedynie o 0,7 proc.

Finalne dane o listopadowej inflacji CPI w Polsce poznamy w piątek o 10.00. Ze wstępnego odczytu wiemy, że roczna dynamika wyniosła 2,6 proc. (choć odczyt ten może zostać jeszcze zrewidowany przez GUS).
Warto przypomnieć, że przedstawiona na początku listopada centralna ścieżka projekcji NBP zakłada, że inflacja CPI wyniesie: 2,3 proc. (2019 r.), 2,8 proc. (2020 r..) oraz 2,6 proc. (2021 r.). Oznacza to, że względem lipcowego raportu NBP podwyższył prognozy inflacji na ten rok (z 2 proc.) i obniżył na rok przyszły (z 2,9 proc.).
Zdaniem większości analityków inflacja w Polsce osiągnie swój szczyt (i przekroczy przy tym 3 proc.) w pierwszej połowie 2020 r. W kolejnych kwartałach sytuacja ma się poprawiać, choć sporo w tej kwestii zależy od wpływu czynników takich jak wielkość zbiorów w rolnictwie, ceny paliw czy energii elektrycznej.
Michał Żuławiński





























































