Przyznam, że czasem, pracując jako analityk, czuję się jak człowiek grzebiący w śmietniku. Przeglądam setki danych, by wyłapać przydatne zależności, pozwalające przewidzieć jakieś zjawiska – większość okazuje się bezużytecznych, jak stos papierów i skórek od bananów w koszu. Ale czasem udaje się wyłapać coś nieoczywistego. Przytaczam jako coś więcej niż ciekawostkę.
To przykład, na który natrafiłem już dawno. Wskaźnik koniunktury dla branży reklamowej (publikowany przez GUS) jest wysoko skorelowany z PKB, a nawet w ostatnich cyklach wyprzedzał zmiany w polskiej gospodarce. W latach 2011, 2013, 2016 i 2017 wskaźnik ten zmienił kierunek zanim dane o PKB potwierdziły zmianę w cyklu gospodarczym. W tym momencie wskaźnik dość wyraźnie dołuje, choć nie w skali, która uzasadniałaby jakiś nadmierny pesymizm. Widać to na wykresie.


Nie pisałbym o tym, gdyby była to przypadkowa korelacja – takich jest przecież wiele. Ale zaprezentowana zbieżność ma fundamentalny sens. Wydatki na marketing to wydatki na rozwój, przy czym są znacznie bardziej elastyczne niż inwestycje w środki trwałe. Klimat koniunktury w branży reklamowej może być więc papierkiem lakmusowym preferencji rozwojowych w firmach w całej gospodarce.
Za parę miesięcy przekonamy się, na ile tym razem zmiana kierunku przez ten wskaźnik była skutecznym sygnałem zmiany PKB. Przy czym nie przywiązywałbym w tym przypadku wagi do poziomów indeksu, ile do kierunku zmian. Wskaźnik sugeruje, że jesienią wzrost gospodarczy będzie istotnie niższy niż był wiosną i latem. Zobaczymy.
Chcesz codziennie takie informacje na swoją skrzynkę? Zapisz się na newsletter SpotData.



























































