REKLAMA
WAKACJE NA GIEŁDZIE

Cenzus majątkowy: Władza tylko dla bogatych?

2005-04-20 06:04
publikacja
2005-04-20 06:04
Zawsze przed wyborami, a szczególnie jeśli w tym czasie ma miejsce jakaś „afera” wokół polityka, który nadużywa swojej pozycji dla osiągnięcia korzyści majątkowych, podnoszą się liczne głosy, aby ograniczyć dostęp do funkcji publicznych ludziom biednym. Argumentuje się to tak, że aby być politykiem, poświęcać swój czas na działania na rzecz wyborców lub całego państwa, trzeba mieć zabezpieczony byt. Bogaty i jego rodzina mają z czego żyć; grosz publiczny stanowić będzie dla niego mniejszą pokusę. Niektórzy w tym myśleniu idą tak daleko, że proponują nawet wprowadzenie cenzusu majątkowego. Tylko osoby posiadające określony majątek mogłyby kandydować do funkcji publicznych.

Jest to postulat dość anachroniczny, niewytrzymujący krytyki na gruncie praw obywatelskich. Poza tym, jaki majątek uznalibyśmy w Polsce za wystarczający, aby mieć rękojmię, że jego właściciel nie sprzeniewierzy dóbr publicznych — milion złotych? Nie znam kraju, w którym cenzus majątkowy obowiązywałby obecnie.

Prace sejmowych komisji śledczych wykazują, że ludzie zamożni (np. p.p. Jan Kulczyk, Zbigniew Wróbel, Grzegorz Wieczerzak, Bogusław Kott) i tak mają o wiele większy wpływ na decyzje polityczne niż przeciętni obywatele. Czy rzeczywiście chcielibyśmy, aby w naszym Sejmie lub rządzie zasiadali wyłącznie właściciele lub menedżerowie wielkich firm?

Styk biznesu z polityką zawsze rodzi pokusy korupcyjne. Dlatego w wielu krajach, m.in. w USA, wymyślono fundusze powiernicze, którym politycy oddają w zarząd swoje majątki w momencie, kiedy obejmują funkcje publiczne.

Jest wiele przykładów na to, że niektórzy bogaci politycy, mimo posiadanego majątku, chcą być jeszcze bogatsi. Przed kilkoma dniami „New York Times” podał, że z danych Federalnej Komisji Wyborczej wynika, iż żona i córka (poprzez jej firmy) lidera większości kongresowej Toma DeLay’a od 2001 r. zarobiły ponad 500 000 USD na doradztwie i pomocy świadczonej na rzecz kampanii politycznej swojego męża i ojca. Tom DeLay byłby pewnie w Polsce uznany za osobę majętną, a mimo to nie zawachał się przysporzyć majątku swoim najbliższym.

Z drugiej strony, sama na własne oczy obserwowałam, jak w poprzednich latach niektórzy warszawscy samorządowcy rozpoczynali swoje kariery jako właściciele kawalerek i maluchów, a kończyli z kilkoma mieszkaniami. Ale czy tylko brak majątku był przyczyną ich postępowania? Uczciwość i zrozumienie roli polityka służebnej wobec społeczeństwa nie mają związku z posiadaniem majątkiem lub jego brakiem. Albo się jest człowiekiem rzetelnym, odpornym na pokusy, albo nie. A ponieważ każda władza deprawuje, to warto stworzyć właściwe ramy prawne, aby ten proces maksymalnie utrudnić.

Grażyna Kopińska, dyrektor Programu Przeciw Korupcji Fundacji im. Stefana Batorego
Gazeta Finansowa
Źródło:
Tematy
Nie tylko 0 zł za konto. Sprawdź, które rachunki firmowe naprawdę się opłacają
Nie tylko 0 zł za konto. Sprawdź, które rachunki firmowe naprawdę się opłacają

Komentarze (0)

dodaj komentarz

Powiązane:

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki