REKLAMA
ZAGŁOSUJ

Cały świat tnie stopy procentowe

Krzysztof Kolany2015-09-11 06:00główny analityk Bankier.pl
publikacja
2015-09-11 06:00
Cały świat tnie stopy procentowe
Cały świat tnie stopy procentowe
/ EastNews

Podczas gdy finansiści usiłują odgadnąć termin podwyżki stóp procentowych w USA, reszta świata na wyścigi tnie koszty kredytu. Od początku roku politykę monetarną poluzowało 30 banków centralnych. Tylko nieliczni sprzeciwili się temu globalnemu trendowi.

Spekulacje w sprawie pierwszej od 2006 roku podwyżki stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych stają się coraz bardziej intensywne. Zerwanie z polityką zerowych stóp procentowych (ZIRP – zero interest rate policy) co roku oczekiwane jest „w przyszłym roku”, to jednak w tym roku te spekulacje nabrały konkretnych kształtów. Jeszcze w lipcu szefowa Fed Janet Yellen zapowiadała, że podwyżka nastąpi w tym roku. Choć termin ten jest ciągle odwlekany (jeszcze miesiąc temu powszechna była wiara, że stopa funduszy federalnych pójdzie w górę we wrześniu), rynek wciąż jest przekonany, że to Stany Zjednoczone będą pierwszą dużą gospodarką, która zerwie z polityką ZIRP.

Amerykanie kontra reszta świata

Problem w tym, że nawet niewielka podwyżka kosztów kredytu w Stanach Zjednoczonych ustawiłaby Amerykanów w kontrze do prawie całego świata, gdzie trwa festiwal obniżek stóp procentowych. W erze wojen walutowych podwyżki stóp prowadzące do umocnienia krajowej waluty to już niemal akt herezji. Tyle, że USA jest jedynym państwem świata, które może sobie pozwolić na taki ruch.

Po pierwsze, dlatego że amerykański eksport jest stosunkowo niewielki w skali całej gospodarki. Po drugie, nie jest on tak silnie zależny od kursu walutowego. Po trzecie, Waszyngton prowadzi grę obronną dolara jako głównej globalnej waluty rezerwowej. Aprecjacja „zielonego” wywołana podwyżką stóp procentowych na krótką metę wybiłaby argumenty przeciwnikom dolara.

Niemniej podnosząc stopy, Fed poszedłby pod prąd trendom obowiązującym we wszystkich największych gospodarkach świata. Przykłady? Europejski Bank Centralny od marca prowadzi skup obligacji skarbowych (QE), „dodrukowując” 60 mld euro miesięcznie przy ujemnej stopie depozytowej. Ale w tej konkurencji nikt nie może się równać z Bankiem Japonii, który co roku zwiększa bazę monetarną o 80 bilionów jenów. Stopy zaczęli obniżać nawet Chińczycy, którzy od listopada 2014 roku dokonali już pięciu cięć.

Nie tylko wielcy tną stopy. W styczniu rynek zszokowała Szwajcaria, obniżając docelowy przedział trzymiesięcznego LIBOR CHF do zakresu od  -1,25% do -0,25%. W reakcji na działania EBC stopy procentowe ścięły także Dania i Szwecja. Ta druga uruchomiła własny program „dodruku pieniądza” i sprowadzała stopę referencyjną coraz głębiej poniżej zera.  Dwa cięcia po 25 pb. (z 1% do 0,5%) zafundował sobie Bank Kanady. W marcu zaskoczył bank centralny Korei Południowej, sprowadzając stawkę referencyjną do rekordowo niskiego poziomu 1,75%. Był to wówczas 22. bank centralny, który od początku 2015 zdecydował się na poluzowanie polityki monetarnej.

Od tego czasu lista „luzujących” wydłużyła się o 11 pozycji. Do EBC, SNB, Banku Kanady, Banku Rezerw Australii, szwedzkiego Riksbanku oraz banków centralnych Chin, Rosji, Turcji, Polski, Pakistanu, Singapuru, Peru, Uzbekistanu, Tajlandii, Albanii, Egiptu, Rumunii, Danii, Indonezji, Izraela, Botswany oraz Indii dołączyły: Serbia, Węgry, Sri Lanka, Jordania, Azerbejdżan, Kyrgistan, Armenia, Norwegia oraz przedostatni bastion monetarnego rozsądku w krajach rozwiniętych: Nowa Zelandia. W sierpniu stopy ścięła (i to aż o 300 pb., do 27%) nawet Ukraina, gdzie stopa inflacji przekracza 50%. Zabawny był przypadek Bułgarii, która w lipcu ścięła stopę procentową o połowę: z 0,02% do 0,01%.

Ostatni Mohikanie zdrowego rozsądku

Lista krajów prowadzących rozsądną politykę monetarną kurczy się z miesiąca na miesiąc. Wśród 20 największych gospodarek świata tylko w połowie stopy są istotnie wyższe od zera. W tym gronie jedynie Brazylia zdecydowała się w tym roku na podwyżki kosztów kredytu, podnosząc stopy łącznie o 250 punktów bazowych. Skalę zjawiska ZIRP trudno przecenić: w 10 z 20 największych gospodarek świata kredyt z banku centralnego jest albo prawie za darmo, albo wręcz trzeba dopłacać do utrzymywania depozytów w banku centralnym i coraz częściej także w bankach komercyjnych. To odwrócenie podstawowych zasad bankowości, które trudno traktować inaczej niż jako historyczną aberrację.

Są jednak kraje, które przeciwstawiły się dyktatowi ZIRP. Wśród nich znalazła się RPA, która w lipcu podniosła stopę procentową o 25 pb. (do 6%) w reakcji na przyspieszającą inflację. Aż pięciu podwyżek dokonała Brazylia, gdzie pogłębiającej się recesji towarzyszy wysoka inflacja.

Nawet w Europie można znaleźć miejsca, gdzie cena pieniądza rośnie. W Mołdawii, na Białorusi i Ukrainie podwyżki były wymuszone przez problemy gospodarcze i osłabienie rodzimej waluty. Lecz absolutnym ewenementem jest Islandia. Najbardziej wysunięty na zachód kraj Europy święci ostatnio sukcesy nie tylko w piłce nożnej (reprezentacja właśnie wywalczyła historyczny awans na ME). Islandzki PKB rośnie w tempie 3% rocznie, a stopa bezrobocia to 3,5-4,5%. Problemem staje się przyspieszający wzrost cen: inflacja CPI przekroczyła w lipcu 2%. Dlatego też bank centralny Islandii od początku roku podniósł główną stopę procentową łącznie o 100 pb., do 6,25%. To najwyższa stopa procentowa w krajach rozwiniętych.

Przykład Islandii pokazuje, jakie błędy popełniono od 2008 roku. Islandia była jedynym krajem, który doprowadził do upadku niewypłacalnych i rozrośniętych ponad wszelką miarę banków. Kraj zapłacił za to gwałtowną recesją. Ale od 2011 roku wyspiarska gospodarka znów się rozwija, a poziom PKB powrócił do stanu z roku 2007. Tymczasem w strefie euro, gdzie rządzi paradygmat ratowania „za wszelką cenę” („whatever it takes” – Mario Draghi o strefie euro) banki-zombie wymuszają politykę ZIRP, NIRP i QE. Za to Islandczycy mają ochotę na monetarną rewolucję, zrywając z panującym oligopolem bankowym. Być może bankierzy centralni zamiast zbierać się w Jackson Hole, powinni udać się po naukę do Reykjaviku?

Źródło:
Krzysztof Kolany
Krzysztof Kolany
główny analityk Bankier.pl

Analityk rynków finansowych i gospodarki. W zakresie jego zainteresowań leżą zarówno Giełda Papierów Wartościowych w Warszawie, jak i rynki zagraniczne: Nowy Jork, Londyn i Frankfurt. Specjalizuje się w rynkach metali szlachetnych oraz monitoruje politykę najważniejszych banków centralnych. Analizuje wpływ sytuacji gospodarczej na notowania akcji, kursy par walutowych i ceny surowców. Jest trzykrotnym laureatem organizowanego przez NBP prestiżowego konkursu im. W. Grabskiego dla dziennikarzy ekonomicznych w kategoriach dziennikarstwo internetowe (2010) oraz polityka pieniężna i stabilność finansowa (2018 i 2019). Otrzymał także tytuł Herosa Rynku Kapitałowego 2016 przyznawany przez Stowarzyszenie Inwestorów Indywidualnych. Tel.: 697 660 684

Tematy
Nawet 360 zł z Kontem 360° w Banku Millennium

Nawet 360 zł z Kontem 360° w Banku Millennium

Komentarze (42)

dodaj komentarz
infinum
Jeżeli Europa nie zdecyduje się na restrukturyzację zombie-banków, to czeka nas kolejne 25 lat stagnacji w stylu japońskim. Od tego nie ma ucieczki.

Albo kontrolowany proces bankructwa, albo Europa pogrąży się w odmętach ekonomicznej beznadzieji na kolejne ćwierć wieku.
~Dżejms
Ludzie. Trzeba skończyć z lichwą - czyli procentem od kapitału! Procent (może być nawet wysoki) tylko od zysku!
To zakończy natychmiast bańkę np na nieruchomościach.
Niech pożyczający pieniądze ponosi też ryzyko przedsięwzięcia, będzie mu zależało na efektywności i wynikach.
Skończy się konsumpcja
Ludzie. Trzeba skończyć z lichwą - czyli procentem od kapitału! Procent (może być nawet wysoki) tylko od zysku!
To zakończy natychmiast bańkę np na nieruchomościach.
Niech pożyczający pieniądze ponosi też ryzyko przedsięwzięcia, będzie mu zależało na efektywności i wynikach.
Skończy się konsumpcja na kredyt - to jest właśnie życie ponad stan. Normalni ludzie oszczędzają i dopiero kupują.
Zrozumcie - to zakończy banie na wielu rynkach i urealni ( w dół) ceny. Będzie stać oszczędnych na kupno bez kredytu który pasie nieskończenie zachłannych bankierów.
~jkl
kretyn .A ty to może nie jesteś zachłanny ?
~Dżejms odpowiada ~jkl
Wydaje mi się że nie. A kretyn dlaczego? Bo tak? No i przecież piszę że procent może być duży - ale od zysku. Pożyczkodawca to coś jak wspólnik. A nie zdzierca.
Umiesz tylko zwymyślać? A argumenty?
~Paweł odpowiada ~Dżejms
No i sam sobie odpowiedziałeś. % od zysku jest dla wspólnika, od kapitału dla kredytodawcy, który nie musi pilnować, żeby dobrze prosperująca firma miała zysk także na papierze, bez jakiś dziwnych kosztów.
~MacGawer
Z artykułu wprost wynika, że w wielu krajach "lichwa" nie obowiązuje. A w niektórych "banksterzy" z centrali wręcz dopłacają do kredytów. I czy jest tam lepiej niż w przywołanej w tekście Islandii z oficjalną "lichwą" powyżej 6% przy 2% inflacji? Osobiście gotow jestem postawić dolary Z artykułu wprost wynika, że w wielu krajach "lichwa" nie obowiązuje. A w niektórych "banksterzy" z centrali wręcz dopłacają do kredytów. I czy jest tam lepiej niż w przywołanej w tekście Islandii z oficjalną "lichwą" powyżej 6% przy 2% inflacji? Osobiście gotow jestem postawić dolary przeciwko orzechom, że w Islandii jest znacznie mniej kredytów konsumpcyjnych wziętych na głupoty oraz nadmuchanych baniek niż w zerowoprocentowej eurozonie!

Czy pamiętasz PRL? Tam też nie było lichwy. Z jednej strony symbolicznie oprocentowane wkłady na książeczkach PKO. Z drugiej kasy zapomogowo-pozyczkowe z zerowym oprocentowaniem kredytów. A po środku regulowane ceny z ukrytą inflacją eksplodująca co jakiś czas w postaci podwyżki cen. Ale fakt, nie było wtedy "życia ponad stan" bo jak jeden klepaliśmy tę samą biedę ;)

ps. Jak technicznie sobie wyobrażasz sytuację gdzie dawca kapitału odkładający np. 10 tys zł na lokate inwestuje w KONKRETNY cel by czerpać procent z zysku? Banki rozsyłają na maile miliony ofert dla posiadaczy lokat? A do czasu aż nie wybierzemy jednej z nich placimy bankom za usługę przechowania pieniędzy i pośrednictwa biznesowego?
~Polka
W Polsce też powinny być obniżone stopy procentowe bo i tak jak na budżet przeciętnego Polaka są za wysokie !!!

Około. 70% naszego społeczeństwa jest zadłużone w kredytach złotowych. a bez tych kredytów nie dałoby się w tym kraju niestety ze względu na niskie pensje żyć

Ich spłata pochłania tyle
W Polsce też powinny być obniżone stopy procentowe bo i tak jak na budżet przeciętnego Polaka są za wysokie !!!

Około. 70% naszego społeczeństwa jest zadłużone w kredytach złotowych. a bez tych kredytów nie dałoby się w tym kraju niestety ze względu na niskie pensje żyć

Ich spłata pochłania tyle pieniędzy z gospodarstwa domowego, że nie starcza już prawie na inne zakupy. Stąd utrzymująca się u nas deflacja i nędza przeciętnego Polaka.

~slpl
Nie widać tej nędzy na drogach. Raz, że nowe modele, to pewnie na kredyt, ale jeżdżąc przepisowo +20% jestem jedny z nielicznych najwolniejszy i czuję się jak zawalidroga.
~antyfranek
jak ktoś brał kredyt we franku żeby wyśmiewać się z uczciwych spłacających kredyty w złotówce, to niech teraz płacą za to.
~as
http://wpolityce.pl/m/gospodarka/264723-24-klamstwa-o-toksycznych-produktach-sprzedanych-milionom-polakow-jako-kredyty-walutowe

Powiązane

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki