REKLAMA
WAKACJE NA GIEŁDZIE

Boni straszy Polaków podatkami. Czy wzrosną?

2010-08-04 15:32
publikacja
2010-08-04 15:32
– Trzeba się zastanowić, czy wystarczą lepsze zarządzanie, dyscyplina, oszczędności, czy być może trzeba będzie podnieść składkę rentową i podatki – powiedział w Radiu TOK FM Michał Boni, szef doradców ekonomicznych premiera. Czy rząd rzeczywiście ma zamiar zwiększyć obciążenia podatkowe Polaków?

Swą radiową wypowiedzią Michał Boni wywołał burzliwą dyskusję nad wysokością podatków. Część ekspertów odebrała stwierdzenie ministra jako swoiste testowanie reakcji społecznych na taką możliwość. – Dzięki obniżkom podatku i składki rentowej jeszcze sprzed kryzysu mieliśmy po prostu więcej pieniędzy w kieszeniach na początku kryzysu, co było takim polskim pakietem stymulacyjnym – mówił Michał Boni. Zmniejszenie składki rentowej o 7 pkt. proc. pomniejszyło wpływy do ZUS o ok. 20 mld zł rocznie, zaś zamiana stawek PIT z 19, 30, 40 proc. na 18 i 32 proc. ujmuje budżetowi kolejne 7-8 mld zł.

Co prawda Boni zastrzegł, że decyzji w sprawie podwyżki podatków jeszcze nie ma i wspomniał o konieczności poprzedzenia jej stosownymi analizami. Jednak jak ustaliła „Rzeczpospolita”, takie analizy są już w ręku premiera. Rada Ministrów chce m.in., jak wynika z informacji dziennika, podwyżki podstawowej stawki VAT z 22 do 25 proc. Miałoby to przynieść budżetowi ok. 15 mld zł.

Na liście rządowych działań mających pomóc w obniżeniu deficytu budżetowego znalazły się też: propozycja podniesienia podatków dochodowych i pośrednich, wzrost składki rentowej, likwidacja ulgi prorodzinnej i obniżenie zasiłku pogrzebowego. Dodatkowe środki przynieść miałoby także zamrożenie płac w budżetówce. Najbogatsi straciliby zaś becikowe.

– Podwyżka podatków od dochodów osobistych to zły pomysł – oceniał na łamach „Rzeczpospolitej” prof. Stanisław Gomułka, były wiceminister finansów.

Część ekonomistów zamiast zwiększania obciążeń nakładanych na obywateli widziałaby raczej odchudzanie administracji i cięcia, a nawet rygorystyczne rozliczenie państwowych wydatków. Eksperci chętniej od podniesienia podatków widzieliby, np. podniesienie wieku emerytalnego lub reformę emerytur mundurowych.

Głos marszałka Schetyny

Dzień po tym, jak Michał Boni w zawoalowany sposób ujawnił rządowe plany, głos zabrał Grzegorz Schetyna. Marszałek Sejmu próbował uspokajać nastroje i zapowiedział w wywiadzie dla radiowej Trójki, że podniesienie podatków to absolutna ostateczność. – Chcemy wiedzieć, jaki jest cały projekt reformy finansów ograniczenia wydatków – powiedział. – Potrzebna jest taka debata i ocena, opis tej rzeczywistości, ale uważam, że to jest zapowiedź kontrowersyjna i trudna również dla formacji, którą reprezentuję, bo podnoszenie podatków to jak wyrwanie serca, oczywiście jest to ostateczność.

– Podniesienie podatków byłoby zaciągnięciem hamulca ręcznego dla naszego rozwoju. Podobnie, podniesienie wymiaru składki rentowej, byłoby impulsem negatywnym dla tworzenia nowych miejsc pracy oraz utrzymania już istniejących – podkreślał w rozmowie z PAP Piotr Rogowiecki, ekspert Pracodawców RP.

Zamiast zwiększenia obciążeń podatkowych Pracodawcy RP proponują m.in.: zmniejszenie udziału wydatków sztywnych i reformę wydatków socjalnych, a także pilne działania ukierunkowane na umożliwienie zmniejszenia dotacji budżetowych do FUS.

Z opinią tą zgadza się też prof. Dariusz Filar z Uniwersytetu Gdańskiego. – Byłbym nawet skłonny jeszcze obniżyć składkę rentową, którą są dziś oni (przedsiębiorcy – red.) obarczeni – wyjaśniał „Rzeczpospolitej” ekonomista. – To przyczyniłoby się do poprawy sytuacji na rynku pracy.

– Rząd, aby obniżyć deficyt finansów publicznych do poziomu wymaganego przez UE, nie może się ograniczyć tylko do zwiększenia wpływów do budżetu poprzez podniesienie podatków dochodowych czy pośrednich – napisała we wtorek w swym oświadczeniu Polska Konfederacja Pracodawców Prywatnych Lewiatan. – Powinien skupić się na cięciu wydatków. Przedsiębiorcy z Lewiatana mają jednak świadomość, że nie uda się uzdrowić finansów publicznych, tylko zmniejszając wydatki państwa. Oszczędności z tego tytułu nie wystarczą do obniżenia deficytu budżetowego i długu publicznego w ciągu najbliższych 2-3 lat, ponieważ likwidacja różnych przywilejów będzie przynosić coraz większe oszczędności dopiero w kolejnych latach. Dlatego rząd powinien przedstawić kompleksowy plan reform po stronie wydatków i dochodów budżetu, w którym ewentualne podwyżki podatków mogą być tylko jednym z elementów naprawy finansów. Oczekujemy, że rząd najpierw przedstawi propozycje zmniejszenia wydatków, ograniczenia kosztów administracji, a dopiero potem zaproponuje rozwiązania zwiększające dochody budżetu.

Jednocześnie PKPP Lewiatan ma nadzieję, że rząd przeprowadzi szereg zmian w przepisach, które ułatwią prowadzenie działalności gospodarczej.

Podnieść, nie podnosić?

Jednak wielu ekspertów uważa, że podniesienie podatków, ze względu na złą sytuację finansów państwa, będzie potrzebne.

– Czas kuglarstwa już się powoli kończy. Niepopularne decyzje trzeba będzie podjąć – powiedział w rozmowie z PAP b. wiceminister finansów w rządzie Marka Belki dr Jarosław Neneman.Zaliczył do nich m.in. okresowe podniesienie podatków albo składki rentowej.

– Realia polityczne są takie, że zdaje się łatwiej będzie podnieść podatki niż obcinać wydatki – dodał Neneman, wskazując na zagrożenia polskiego długu publicznego, będącego na wysokim poziomie, a narastającego w bardzo szybkim tempie. – Progi ostrożnościowe w wysokości 55 proc. relacji długu do PKB i w wysokości 60 proc. na horyzoncie wymagają działań – zaznaczył. – Skoro w perspektywie roku wyborczego ogłasza się taką możliwość, to sytuacja musi być naprawdę bardzo poważna – ocenił były wiceminister finansów.

Wypowiedzi Michała Boniego nie chciało komentować Ministerstwo Finansów. – No i wyszło szydło z worka – komentuje tymczasem na swym blogu wypowiedź Boniego Robert Gwiazdowski. – Jak widać, zespół bardzo strategicznych doradców pana premiera Tuska znalazł w końcu dla polskiej gospodarki „strategiczne” rozwiązanie. Nazywa się ono „odrabianiem ubytków z obniżek”. (…) A jako że „zgoda buduje”, a „Polska jest najważniejsza”, to może dla dobra Polski wszyscy, którym będą miały być podwyższone podatki, wyrażą na to zgodę. Żeby jednak nie drażnić niektórych wyborców, lepiej będzie, żeby większość z nich wyraziła zgodę na podwyższenie podatków „bogatszej” mniejszości. Politycznie jest to dużo prostsze. Kłopot tylko w tym, że najbogatsi nie płacą podatków w Polsce. Jakby byli na tyle nieroztropni, żeby płacić progresywne podatki dochodowe w Polsce, to nie byliby bogaci. Więc są rezydentami podatkowymi w rajach podatkowych (…) albo osiągają zyski kapitałowe, od których płacą jedynie „podatek Belki”, a nie progresywny podatek dochodowy. (…) Więc może niech podwyższą podatki (doradcy premiera i Rada Ministrów – red).

Skoro w kapitalizmie wyższe podatki, choć „nieuzasadnione ekonomicznie”, „popychają” masy ludowe w objęcia socjalizmu, to może w socjalizmie, w okowach którego w najlepsze tkwimy, wyższe podatki „popchną” lud w objęcia kapitalizmu? – krytykował na blogu ekonomista.

Piotr Łaski
Dodaj Bankier.pl w Google
Źródło:
Tematy
Nie tylko 0 zł za konto. Sprawdź, które rachunki firmowe naprawdę się opłacają
Nie tylko 0 zł za konto. Sprawdź, które rachunki firmowe naprawdę się opłacają

Komentarze (1)

dodaj komentarz
~polak
to jest realizacja deklaracji z kampanii wyborczej PO
5 x 15%

Powiązane:

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki