Swą radiową wypowiedzią Michał Boni wywołał burzliwą dyskusję nad wysokością podatków. Część ekspertów odebrała stwierdzenie ministra jako swoiste testowanie reakcji społecznych na taką możliwość. – Dzięki obniżkom podatku i składki rentowej jeszcze sprzed kryzysu mieliśmy po prostu więcej pieniędzy w kieszeniach na początku kryzysu, co było takim polskim pakietem stymulacyjnym – mówił Michał Boni. Zmniejszenie składki rentowej o 7 pkt. proc. pomniejszyło wpływy do ZUS o ok. 20 mld zł rocznie, zaś zamiana stawek PIT z 19, 30, 40 proc. na 18 i 32 proc. ujmuje budżetowi kolejne 7-8 mld zł.
Co prawda Boni zastrzegł, że decyzji w sprawie podwyżki podatków jeszcze nie ma i wspomniał o konieczności poprzedzenia jej stosownymi analizami. Jednak jak ustaliła „Rzeczpospolita”, takie analizy są już w ręku premiera. Rada Ministrów chce m.in., jak wynika z informacji dziennika, podwyżki podstawowej stawki VAT z 22 do 25 proc. Miałoby to przynieść budżetowi ok. 15 mld zł.
Na liście rządowych działań mających pomóc w obniżeniu deficytu budżetowego znalazły się też: propozycja podniesienia podatków dochodowych i pośrednich, wzrost składki rentowej, likwidacja ulgi prorodzinnej i obniżenie zasiłku pogrzebowego. Dodatkowe środki przynieść miałoby także zamrożenie płac w budżetówce. Najbogatsi straciliby zaś becikowe.
– Podwyżka podatków od dochodów osobistych to zły pomysł – oceniał na łamach „Rzeczpospolitej” prof. Stanisław Gomułka, były wiceminister finansów.
Część ekonomistów zamiast zwiększania obciążeń nakładanych na obywateli widziałaby raczej odchudzanie administracji i cięcia, a nawet rygorystyczne rozliczenie państwowych wydatków. Eksperci chętniej od podniesienia podatków widzieliby, np. podniesienie wieku emerytalnego lub reformę emerytur mundurowych.
Głos marszałka Schetyny
Dzień po tym, jak Michał Boni w zawoalowany sposób ujawnił rządowe plany, głos zabrał Grzegorz Schetyna. Marszałek Sejmu próbował uspokajać nastroje i zapowiedział w wywiadzie dla radiowej Trójki, że podniesienie podatków to absolutna ostateczność. – Chcemy wiedzieć, jaki jest cały projekt reformy finansów ograniczenia wydatków – powiedział. – Potrzebna jest taka debata i ocena, opis tej rzeczywistości, ale uważam, że to jest zapowiedź kontrowersyjna i trudna również dla formacji, którą reprezentuję, bo podnoszenie podatków to jak wyrwanie serca, oczywiście jest to ostateczność.
– Podniesienie podatków byłoby zaciągnięciem hamulca ręcznego dla naszego rozwoju. Podobnie, podniesienie wymiaru składki rentowej, byłoby impulsem negatywnym dla tworzenia nowych miejsc pracy oraz utrzymania już istniejących – podkreślał w rozmowie z PAP Piotr Rogowiecki, ekspert Pracodawców RP.
Zamiast zwiększenia obciążeń podatkowych Pracodawcy RP proponują m.in.: zmniejszenie udziału wydatków sztywnych i reformę wydatków socjalnych, a także pilne działania ukierunkowane na umożliwienie zmniejszenia dotacji budżetowych do FUS.
Z opinią tą zgadza się też prof. Dariusz Filar z Uniwersytetu Gdańskiego. – Byłbym nawet skłonny jeszcze obniżyć składkę rentową, którą są dziś oni (przedsiębiorcy – red.) obarczeni – wyjaśniał „Rzeczpospolitej” ekonomista. – To przyczyniłoby się do poprawy sytuacji na rynku pracy.
– Rząd, aby obniżyć deficyt finansów publicznych do poziomu wymaganego przez UE, nie może się ograniczyć tylko do zwiększenia wpływów do budżetu poprzez podniesienie podatków dochodowych czy pośrednich – napisała we wtorek w swym oświadczeniu Polska Konfederacja Pracodawców Prywatnych Lewiatan. – Powinien skupić się na cięciu wydatków. Przedsiębiorcy z Lewiatana mają jednak świadomość, że nie uda się uzdrowić finansów publicznych, tylko zmniejszając wydatki państwa. Oszczędności z tego tytułu nie wystarczą do obniżenia deficytu budżetowego i długu publicznego w ciągu najbliższych 2-3 lat, ponieważ likwidacja różnych przywilejów będzie przynosić coraz większe oszczędności dopiero w kolejnych latach. Dlatego rząd powinien przedstawić kompleksowy plan reform po stronie wydatków i dochodów budżetu, w którym ewentualne podwyżki podatków mogą być tylko jednym z elementów naprawy finansów. Oczekujemy, że rząd najpierw przedstawi propozycje zmniejszenia wydatków, ograniczenia kosztów administracji, a dopiero potem zaproponuje rozwiązania zwiększające dochody budżetu.
Jednocześnie PKPP Lewiatan ma nadzieję, że rząd przeprowadzi szereg zmian w przepisach, które ułatwią prowadzenie działalności gospodarczej.
Podnieść, nie podnosić?
Jednak wielu ekspertów uważa, że podniesienie podatków, ze względu na złą sytuację finansów państwa, będzie potrzebne.
– Czas kuglarstwa już się powoli kończy. Niepopularne decyzje trzeba będzie podjąć – powiedział w rozmowie z PAP b. wiceminister finansów w rządzie Marka Belki dr Jarosław Neneman.Zaliczył do nich m.in. okresowe podniesienie podatków albo składki rentowej.
– Realia polityczne są takie, że zdaje się łatwiej będzie podnieść podatki niż obcinać wydatki – dodał Neneman, wskazując na zagrożenia polskiego długu publicznego, będącego na wysokim poziomie, a narastającego w bardzo szybkim tempie. – Progi ostrożnościowe w wysokości 55 proc. relacji długu do PKB i w wysokości 60 proc. na horyzoncie wymagają działań – zaznaczył. – Skoro w perspektywie roku wyborczego ogłasza się taką możliwość, to sytuacja musi być naprawdę bardzo poważna – ocenił były wiceminister finansów.
Wypowiedzi Michała Boniego nie chciało komentować Ministerstwo Finansów. – No i wyszło szydło z worka – komentuje tymczasem na swym blogu wypowiedź Boniego Robert Gwiazdowski. – Jak widać, zespół bardzo strategicznych doradców pana premiera Tuska znalazł w końcu dla polskiej gospodarki „strategiczne” rozwiązanie. Nazywa się ono „odrabianiem ubytków z obniżek”. (…) A jako że „zgoda buduje”, a „Polska jest najważniejsza”, to może dla dobra Polski wszyscy, którym będą miały być podwyższone podatki, wyrażą na to zgodę. Żeby jednak nie drażnić niektórych wyborców, lepiej będzie, żeby większość z nich wyraziła zgodę na podwyższenie podatków „bogatszej” mniejszości. Politycznie jest to dużo prostsze. Kłopot tylko w tym, że najbogatsi nie płacą podatków w Polsce. Jakby byli na tyle nieroztropni, żeby płacić progresywne podatki dochodowe w Polsce, to nie byliby bogaci. Więc są rezydentami podatkowymi w rajach podatkowych (…) albo osiągają zyski kapitałowe, od których płacą jedynie „podatek Belki”, a nie progresywny podatek dochodowy. (…) Więc może niech podwyższą podatki (doradcy premiera i Rada Ministrów – red).
Skoro w kapitalizmie wyższe podatki, choć „nieuzasadnione ekonomicznie”, „popychają” masy ludowe w objęcia socjalizmu, to może w socjalizmie, w okowach którego w najlepsze tkwimy, wyższe podatki „popchną” lud w objęcia kapitalizmu? – krytykował na blogu ekonomista.
Piotr Łaski































































