REKLAMA
RAPORT BANKIER.PL

Bartoszewicz: W Polsce wzrost cen nakręca spirala płacowo-cenowa

2022-07-10 08:01
publikacja
2022-07-10 08:01
Dodaj Bankier.pl w Google

Wysokość inflacji zależy m.in. od tzw. struktury gospodarczej i poziomu rozwoju poszczególnych krajów - powiedział PAP ekonomista z SGH dr Artur Bartoszewicz. Dodał, że w Polsce wzrost cen nakręca spirala płacowo - cenowa, znacznie silniejsza niż w krajach zachodnich Unii Europejskiej.

Bartoszewicz: W Polsce wzrost cen nakręca spirala płacowo-cenowa
Bartoszewicz: W Polsce wzrost cen nakręca spirala płacowo-cenowa
fot. 1000 Words / / Shutterstock

"Każdy kraj ma inne problemy na rynku pracy, inny poziom konkurencyjności, inaczej są zorganizowane sektory, które mają największy wpływ na wskaźnik CPI w obecnych warunkach" - powiedział ekonomista. Przypomniał, że w czerwcu br. ceny towarów i usług konsumpcyjnych w Polsce wzrosły do 15,6 proc. r/r, natomiast w strefie euro do 8,6 proc. w skali roku. Dodał, że wartości wskaźników inflacji w poszczególnych krajach nie można porównywać, przystawiając je do siebie.

Wskazał, że np. w Niemczech żywność nie ma aż tak dużego wpływu na wzrost cen, ponieważ znacznie niższy jest jej udział w tzw. koszyku inflacyjnym; w Polsce jest to ok. 27 proc., a w Niemczech ok. 10 proc. Ponadto - jak zaznaczył - sektor produkcji i dystrybucji żywności w Niemczech jest bardziej konkurencyjny, podczas gdy w Polsce "został on zaburzony podczas transformacji w latach 90., ale też w ostatnich latach".

"Mniejsze sklepy, wzmacnianie ostatnio budowaniem ich pozycji konkurencyjnej wobec większych sklepów, nie mają możliwości konkurowania cenami i ofertą z wielkimi sieciami. Duże sieci mają większą siłę przetargową, szerszą półkę z różnymi towarami i w okresie wysokiej inflacji stanowią swoisty bufor. Mogą negocjować z dostawcami i mogą uzyskać większe upusty cenowe, tym samym atrakcyjniejsze ceny i ograniczać wpływ żywności na koszyk inflacyjny. Wiele sektorów, takich jak rynek produkcji rolnej, obrotu nawozami, środkami ochrony roślin czy rynek dystrybucji żywności nadal nie są tak elastyczne i konkurencyjne jak w innych krajach europejskich, co pośrednio również wpływa na wysokie ceny żywności" – wskazał dr Bartoszewicz.

W ocenie ekonomisty w Polsce dużo większy wpływ na inflację, niż np. w Niemczech, mają też ceny surowców, zwłaszcza energetycznych. Wprawdzie niemiecka gospodarka była mocniej niż polska uzależniona od gazu z Rosji, ale dywersyfikacja, którą przeprowadzono przez ostanie dekady, stanowi osłonę przez inflacją - wskazał.

Scammingout

"Kraj ten ma znacznie większy udział OZE w miksie energetycznym, ma też energetykę węglową oraz nadal atom. Dzięki temu, mimo wzrostu cen ropy, gazu czy węgla, ogólny wpływ kosztów energii na inflację jest niższy. Duży koszt energii w Polsce generują opłaty za emisję CO2" – wyjaśnił dr Bartoszewicz.

Ponadto - jak zauważył - w Polsce silniejsza niż w większości krajów zachodniej UE jest tzw. spirala płacowo-cenowa nakręcająca inflację. Wynika to z faktu, że np. Niemcy czy Holendrzy "od zawsze" zarabiali więcej niż Polacy. Nie było tam też - jak wskazał - tak silnej jak w Polsce wojny cenowej o pracownika i oczekiwań społecznych wzrostu płac, które nakręcały silny wzrost gospodarczy.

Zapytany dlaczego, mimo 10 podwyżek stóp procentowych (ostatnia 7 lipca br o 50 pkt. bazowych), do tej pory nie udało się w Polsce wyhamować inflacji, dr Bartoszewicz powiedział, że przyczyn jest kilka. Jedną z nich jest np. to, że podwyżki stóp procentowych nie przekładają się na podwyżkę oprocentowania depozytów, co zniechęca do oszczędzania. W jego ocenie działania RPP i prezesa NBP były spóźnione, a podwyżki stóp nie były skorelowane z dynamiką wzrostu cen.

Ekonomista wskazał też, że częściowo przyczyna braku efektów walki z inflacją tkwi w nas samych. "My oczekujemy wyższych wynagrodzeń, a jednocześnie chcemy, by ceny produktów stały w miejscu. A tego nie da się zrobić" – podkreślił ekonomista. Dodał też, że oczekując wzrostu wynagrodzeń w pewnym sensie sami dajemy przyzwolenie na inflację. Zauważył również, że w Polsce mało popularny jest model zmniejszenia zakupów i lokowania ewentualnych nadwyżek w oszczędności.

"Jesteśmy społeczeństwem na dorobku, więc próby odmówienia sobie czegoś albo odłożenia konsumpcji w czasie są niepopularne. Chcemy życie konsumować dziś, a to sprawia, że w czasach jak obecnie, inflację trudno wyhamować" – podsumował dr Bartoszewicz.

W jego ocenie proinflacyjne działanie ma też brak koordynacji polityki pieniężnej NBP z polityką pieniężną UE. Polityka RPP w zakresie stóp procentowych i kursu polskiego złotego sprawia, że towary i usługi sprowadzane z UE są coraz droższe. Ekspert obawia się, że jeśli EBC, tak jak zapowiedział podniesie stopy procentowe w lipcu i wrześniu, to wpłynie to na dodatkowe osłabienie złotego. "A wówczas wyhamowanie inflacji będzie jeszcze trudniejsze" – zaznaczył dr Bartoszewicz.

Autorka: Ewa Wesołowska

Źródło:PAP
Przeczytaj w Pulsie Biznesu
Modivo stawia wszystko na jedną kartę i liczy, że przychody wystrzelą. Analitycy przychylni, ale nie jednomyślni
Tematy

Komentarze (4)

dodaj komentarz
grzegorzkubik
Wczoraj kupiłem ziemniaki za 1,29 zł. Można? Ano widzicie. Inflacja spadnie. Prezesi banków centralnych szykują się do zakończenia podwyższania stóp. Rafał Zaorski wie co robi. Przewidział to i obstawił WIG20.
midas69
Że polece klasykiem: " a czego się K. spodziewaliście? okrętu?" XD Do jesieni do spirali się włączy walka o energetyki, więc poprawcie pieluchy
binokl
"Jesteśmy społeczeństwem na dorobku..." słyszę to od czasu gdy się urodziłem. Każdy Polak wyssał to z mlekiem matki, a każde pokolenie musi doganiać zachód. Patokracja ma się dobrze.
zoomek
Zagraniczne korpo praktycznie nie płaci podatków w Polsce - to jak?

Powiązane: Gospodarka i dane makroekonomiczne

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki