Szczyt cyklu gospodarczego w Polsce już minął i dynamika PKB będzie stopniowo hamować – prognozuje kierowniczka zespołu analiz makroekonomicznych PKO BP, Marta Petka-Zagajewska. Jej zdaniem, w połowie przyszłego roku inflacja CPI powinna powrócić w zakres odchyleń od celu NBP, a pierwszym ruchem Rady Polityki Pieniężnej będzie obniżka stóp.


"Szczyt cyklu gospodarczego mamy już za sobą, przypadł na przełom 2025-2026, i teraz dynamika PKB będzie stopniowo hamować. Dołka cyklu spodziewamy się w połowie 2027 r., wówczas dynamika PKB może spowolnić do około 2,5 proc. rdr, co w dużym stopniu będzie związane z efektem bazy. Druga połowa przyszłego roku powinna jednak znowu powoli kierować nas w górę. Stąd nasza prognoza na 2027 r. jest cały czas optymistyczna – na tle innych państw europejskich Polska powinna utrzymać się w czołówce wzrostu, z wynikiem 2,8 proc." - powiedziała PAP Biznes Petka-Zagajewska.
"Prawie 3-proc. wzrost gospodarczy to wciąż mocny wzrost, choć porównujemy się do okresów jeszcze solidniejszych. Trzeba jednak pamiętać, że największy napływ środków unijnych do gospodarki i do końcowych beneficjentów jest już za nami – środków z UE wciąż będzie dużo, ale będzie ich mniej w ujęciu rok do roku. Dodatkowo wciąż mamy podwyższoną niepewność w otoczeniu geopolitycznym i wyższą inflację, która negatywnie waży na realnych dochodach – nie za bardzo widać przestrzeń do wyraźnego przyspieszenia konsumpcji. Raczej ryzyka są po stronie jej mocniejszego wyhamowania, jeśli sytuacja na Bliskim Wschodzie będzie eskalowała" - dodała.
Ekonomistka wskazuje, że szansą jest jednak poprawiająca się koniunktura globalna.
W Europie widać symptomy ożywienia i boomu AI, który szeroko rozlewa się na światową gospodarkę. W krajowych danych widzimy, że Polska też wchodzi w łańcuchy tworzenia wartości dodanej, związanej ze sztuczną inteligencją, co napędza m.in. krajowe przetwórstwo - powiedziała.
"Mamy nadzieję, że ożywienie koniunktury za granicą będzie sprzyjało także producentom trwałych dóbr konsumpcyjnych i że sektor eksportowy nieco bardziej się ożywi. Nie ujmujemy tego w naszej bazowej prognozie, ale bez wątpienia są to ryzyka w górę dla prognoz" - dodała.

Petka-Zagajewska szacuje, że dynamika PKB Polski w III kw. spowolniła do ok. 3,3 proc. rdr z 4,1 proc. rdr z II kw.
"Wrześniowe wyniki gospodarki pociągnęły nieco w dół cały trzeci kwartał. Wstępnie szacujemy, że w III kw. PKB urósł o 3,3 proc. rdr i zakładamy, że w IV kw. wzrost utrzyma się na podobnym poziomie. Łącznie, m.in. dzięki rewizji w górę pierwszej połowy roku i dzięki wyższemu punktowi startowemu w 2026 r., daje to całoroczny wzrost na poziomie 3,6 proc." - powiedziała PAP Biznes ekonomistka.
"Oznacza to też lekką rewizję w górę, o 0,1 pkt proc., naszej całorocznej prognozy, choć jest ona głównie odzwierciedleniem lepszej pierwszej połowy roku, nie symptomów, że druga połowa będzie silniejsza" - dodała.
Ekonomistka wskazuje, że w strukturze wrześniowych danych najmocniej rozczarowało budownictwo i pozostaje ono dużym znakiem zapytania na czwarty kwartał, choć sam GUS wskazuje, że dane mogą być zaburzone m.in. przez rozliczenia.
"Z drugiej strony, patrząc na dane dotyczące koniunktury – zarówno te z badania GUS, jak i z NBP – to nastroje w budownictwie i miękkie wskaźniki nie wyglądają źle i raczej sugerują, że słaby wrzesień powinien zostać zrekompensowany w kolejnych miesiącach. To sprawia, że jest przestrzeń do pozytywnego zaskoczenia i silniejszego wyniku gospodarki w ostatnich miesiącach roku" - zaznacza Petka-Zagajewska.
Od lipca 2027 roku inflacja powinna znaleźć się w granicach celu
PKO BP prognozuje, że do końca roku inflacja CPI w Polsce powinna utrzymać się na poziomie 3,6-3,7 proc.
"W bazowym scenariuszu zakładamy, że pakiet 'Ceny Paliwa Niżej' wygaśnie z końcem roku. Naszym zdaniem, napięcia na Bliskim Wschodzie nie będą eskalowały, ceny ropy wejdą w bardzo powolny trend spadkowy i dalsze działania osłonowe nie będą potrzebne. Ryzykiem jest jednak fakt, że 2027 jest rokiem wyborczym, co – w przypadku negatywnego rozwoju sytuacji w Zatoce Perskiej – może zwiększać skłonność rządzących do przedłużania działań obniżających ceny paliw. Nie jest to jednak scenariusz bazowy" - powiedziała PAP Biznes Petka-Zagajewska.
"Zakładamy, że do końca tego roku inflacja będzie w dosyć wąskim przedziale – między 3,6-3,7 proc. rdr, czyli tylko minimalnie powyżej górnego ograniczenia dopuszczalnych odchyleń od celu inflacyjnego. W styczniu wzrost inflacji nie będzie jakoś mocno niepokojący – nasza prognoza na dziś to 4,4 proc. Bardzo podobny poziom zobaczymy zapewne w lutym i będą to lokalne górki inflacyjne, po których nastąpi spadek" - dodała.
Pomimo wzrostu CPI na początku przyszłego roku, prognozy PKO BP wskazują na spadkową trajektorię inflacji.
"Ścieżka inflacji w 2027 roku będzie też determinowana 2026 rokiem i efektami bazy. W czerwcu tego roku inflacja była bardzo nisko, stąd w czerwcu przyszłego roku CPI ponownie, przejściowo powróci powyżej 4 proc. Niemniej dominująca trajektoria inflacji w 2027 r. będzie według nas trajektorią spadkową. Mniej więcej już od lipca inflacja powinna być w szeroko rozumianym celu, a na koniec przyszłego roku widzimy ją na poziomie 2,8 proc." - wskazuje ekonomistka PKO BP.
Na prognozowaną przez bank ścieżkę wpływ będzie miało m.in. sukcesywne obniżanie się cen paliw, choć w nieco wolniejszym tempie niż wskazują na to obecnie kontrakty.
"Jesteśmy też dosyć optymistycznie nastawieni, jeśli chodzi o taryfy dla gospodarstw domowych – nie zakładamy bardzo silnego impulsu wzrostowego. Przyjęte przez nas w scenariuszu bazowym zmiany taryf są jednocyfrowe. Bazujemy tutaj przede wszystkim na przekonaniu, płynącym także z sygnałów ze strony URE, że dopuszczalna przez urząd skala wzrostu cen jest determinowana przez koszty zabezpieczenia, które spółki ponosiły na 2027 r." - powiedziała Petka-Zagajewska.
"A patrząc na to, jak na przestrzeni ostatnich dwóch lat kształtowały się kontrakty na 2027 rok, czy na energię elektryczną, czy na gaz, to nawet bieżąca taryfa nie odbiega znacząco od średniego poziomu tych kontraktów. Stąd wydaje się, że to jest czynnik ograniczający skalę wzrostu, na którą URE może się zgodzić, i sprawia, że łącznie ceny nośników energii nie będą radykalnie pompować inflacji" - dodała.
Ekonomistka PKO BP prognozuje, że inflacja bazowa w najbliższych miesiącach będzie oscylować wokół 3,5 proc.
"Ważnym komponentem wskaźnika cen jest też oczywiście inflacja bazowa. Zakładamy, że będzie ona jeszcze przez mniej więcej pół roku – albo nawet nieco więcej – oscylować na poziomie około 3,5 proc., potem jednak powinna lekko hamować. Tutaj kluczowym czynnikiem jest bardzo stabilny rynek pracy. Dynamika wynagrodzeń jest w stabilnym lub nawet nieco spadkowym trendzie" - powiedziała PAP Biznes ekonomistka.
"W badaniach koniunktury widać, że mediana planowanych podwyżek jest bardzo stabilna i niska, nawet poniżej 5 proc., a odsetek przedsiębiorstw planujących podwyżki wynagrodzeń jest niewielki. Presja płacowa także utrzymuje się na stosunkowo niskim poziomie" - dodała.
Jak zaznacza ekonomistka, to jest jedna z fundamentalnych różnic między obecnym szokiem inflacyjnym a poprzednim.
"Jest to też element, który zabezpiecza nas przed rozlewaniem się szoku paliwowego na cały koszyk inflacyjny. Bardzo mocno determinuje to też nasze przekonanie, że ścieżka inflacji w 2027 roku będzie nie ścieżką narastającą, ale wręcz przeciwnie – obniżającą się" - wskazuje Petka-Zagajewska.
W ocenie ekonomistki, głównymi czynnikami ryzyka dla zarysowanej ścieżki inflacji są ceny paliwa i żywności.
"Jednym z czynników ryzyka dla zarysowanej ścieżki inflacji są oczywiście paliwa. Niemniej chyba istotniejszym elementem są, w mojej ocenie, ceny żywności. W ostatnich miesiącach spadające rok do roku ceny żywności neutralizowały szok paliwowy, więc na przeszły rok będziemy mieć bardzo niską bazę. Ponadto, ceny paliw i gazu są istotnym komponentem kosztowym przy produkcji żywności, więc wzrost rynkowych cen będzie wpływał na stronę kosztową producentów i przetwórców żywności" - powiedziała ekonomistka PKO BP.
"Trzecim elementem są oczywiście warunki pogodowe, które w ostatnim czasie nie były zbyt dobre, co sprawia, że strona podażowa może podbijać ceny. Stąd zakładam, że jest to istotny czynnik ryzyka, choć w bazowym scenariuszu i tak zakładamy, że ceny żywności już za chwilę powrócą do wzrostu, pozostaje pytanie o to, w jakiej skali. W bazowej prognozie zakładamy, że będzie to wzrost o mniej więcej 3-proc., choć może być silniejszy, co efektywnie podbiłoby inflację" - dodała.
Pierwszym ruchem RPP będzie obniżka stóp
Kierowniczka zespołu analiz makroekonomicznych PKO BP nie zakłada podwyżek stóp procentowych w Polsce w najbliższych kwartałach.
"Od dłuższego czasu nie zakładamy w naszym scenariuszu żadnych podwyżek stóp procentowych, co wynika z prognozowanej przez nas ścieżki inflacji. Mamy przed sobą tak naprawdę zaledwie kilka miesięcy inflacji przekraczającej 3,5 proc. i to nie jest coś, co według nas powinno skłaniać Radę Polityki Pieniężnej do podwyżek stóp procentowych" - powiedziała PAP Biznes Petka-Zagajewska.
"Podnosząc stopy dziś, Rada nie miałaby najmniejszego wpływu na to, jak będzie kształtować się inflacja w perspektywie najbliższych miesięcy, oddziaływałaby na okres, kiedy już – naszym zdaniem – inflacja znajdzie się w celu. Z tej perspektywy podwyżki stóp procentowych byłyby po prostu nieefektywne" - dodała.
W ocenie ekonomistki, przy spadku inflacji w granice celu NBP w połowie przyszłego roku w Radzie Polityki Pieniężnej może powrócić dyskusja na temat obniżek stóp.
"Stąd zakładamy, że o ile nic nie zaskoczy negatywnie w prognozowanej przez nas ścieżce inflacji, to Rada poczeka i gdyby rzeczywiście inflacja w połowie 2027 r. wracała do celu, to myślę, że w Radzie mogą powrócić dyskusje na temat obniżek stóp procentowych. W bazowym scenariuszu zakładamy zatem, że pierwszą zmianą będzie obniżka stóp procentowych, choć jest ona odległa w czasie" - ocenia ekonomistka.
Petka-Zagajewska zaznacza, że taki scenariusz uwzględnia nie tylko prognozowaną ścieżkę inflacji, ale także trajektorię wzrostu gospodarczego.
"Rada nie powinna mieć żadnych obaw przed przegrzewaniem się gospodarki, bo wzrost będzie hamował. Rada nie powinna też obawiać się tego, co przez długi czas było bardzo istotnym czynnikiem ryzyka, czyli rynku pracy, który stygnie i nie ma żadnych symptomów zmian w tym zakresie. Wydaje się, że to bardziej otoczenie zewnętrzne jest elementem, który pompuje rynkowe oczekiwanie na podwyżki stóp procentowych w Polsce, a nie krajowe warunki" - powiedziała PAP Biznes ekonomistka.
"Sygnały ze strony niektórych członków RPP są warunkowo jastrzębie – to bardzo dobra strategia Rady, która widząc istotne ryzyka dla inflacji, wskazuje, że jeżeli one będą się realizowały, to jest gotowa, żeby podnosić stopy procentowe. Niemniej podwyżki stóp procentowych są bazowym scenariuszem dla zdecydowanie mniejszej części Rady" - dodała.
W ocenie ekonomistki, listopadowa projekcja powinna być uspokajająca z punktu widzenia Rady.
"Choć rzeczywiście pokaże ona wyższą inflację w krótkim horyzoncie prognozy, to w dłuższym powinna pokazać już inflację w celu" - wskazuje Petka-Zagajewska.
Patrycja Długołęcka (PAP Biznes)
pat/ asa/































































