Od rana rynki były karmione obietnicami. Najpierw Mario Monti obiecał drugi pakiet oszczędnościowy szacowany na 30 mld euro. Choć to kwota nieznacząca w skali włoskiego długu, to rentowność obligacji 10-letnich spadła o ponad 70 pb., schodząc poniżej 6%.
Następnie Angela Merkel oraz Nicolas Sarkozy wydali wspólne oświadczenie (tj. mąż Carli Bruni głównie potakiwał), co już wprawiło europejskie rynki w istną ekstazę. Choć europejscy politycy niewiele już mogą zdziałać, to do Amerykanów dotarł sygnał, że Europa jest na „zjednoczona” i podąża „właściwą ścieżką”. Tego przekonania nie zniweczyła nawet agencja Standard & Poor’s, która już po zakończeniu sesji w Nowym Jorku zagroziła obniżeniem wszystkich ratingów krajów strefy euro . Francji mającej obecni rating AAA grozi obniżka aż o dwa stopnie.
Ujawnione przed faktem pogłoski o decyzji S&P zmniejszyły skalę wzrostów na Wall Street, ale mimo to Nasdaq i S&P500 zyskały ponad 1% i zameldowały się blisko jesiennych szczytów. Indeks S&P500 ponownie zatrzymał się na poziomie górnego ograniczenia trendu spadkowego, 200-sesyjnej średniej kroczącej oraz 61,8% zniesienia tegorocznych spadków.
Technice tym razem dzielnie sekundowały słabe fundamenty. Miernie zaprezentował się indeks ISM mierzący koniunkturę w amerykańskim sektorze usług. Wskaźnik ten zamiast wzrosnąć do 53,5 pkt. spadł z 52,9 pkt. do 52,0 pkt. i był to najsłabszy odczyt od stycznia 2010 r. Kiepsko wyglądała też jego kompozycja: obniżce uległy subindeksy obrazujące poziom zatrudnienia, portfela zamówień oraz importu. Poprawiły się za to komponenty mierzące poziom cen oraz stan zapasów.
Pogorszyły się także nowe zamówienia w przemyśle, których wartość w październiku była o 0,4% mniejsza niż we wrześniu. Ekonomiści prognozowali spadek jedynie o 0,2% mdm. Za to lepiej od oczekiwań zaprezentowała się dynamika zamówień na środki trwałego użytku.
Krzysztof Kolany
Bankier.pl




























































