Narodowe Święto Niepodległości przestało być dniem refleksji i zadumy nad losem ludzi, którzy przelali krew za ojczyznę. Wojownicy o Polskę niepodległą służyli w różnych armiach, kierowali się innymi ideologiami, często nie rozumieli siebie nawzajem i walczyli przeciwko sobie.
Łączyło ich to, że chcieli żyć w wolnym lub możliwie najbardziej niepodległym i bezpiecznym kraju. 11 listopada zamiast być dniem refleksji, przebaczenia i wzajemnego zrozumienia, zaczyna wyznaczać datę ogólnokrajowej zadymy, a wzajemne mordobicie jest porównywane do walki okopowej z najeźdźcą lub zaborcą.
Tegoroczne obchody budzą wiele pytań. Czy powtórzy się scenariusz z zeszłego roku, kiedy doszło do zamieszek? Nacjonaliści bili się z socjalistami, opozycjoniści ze zwolennikami rządu, katolicy z ateistami. Palono wozy transmisyjne. Policja była bezradna, ostatecznie niektórzy funkcjonariusze nie wytrzymali i zamiast pilnować porządku, zamienili się w oprawców. W pewnym momencie trudno było odróżnić napastników od ofiar, a przede wszystkim stwierdzić, kto i co zaczął. Zatrzymano kilkadziesiąt osób, część z nich skazano na kary pozbawienia wolności.
Czy tym razem też tak będzie?
Wiele wskazuje na to, że tak. Marsz Niepodległości już budzi kontrowersje. Swój udział zapowiedziało wielu znanych ze swoich skrajnych poglądów celebrytów. W marszu pójdą przedstawiciele organizacji o różnorodnych, nieraz przeciwstawnych przekonaniach. Partie polityczne też będą obecne. Przedstawiciele każdej strony prześcigają się w stopniowaniu swojej polskości, wartościowaniu racji i wzajemnych oskarżeniach o kłamstwo i doprowadzanie państwa do rozkładu.
| »11 listopada to po Euro 2012 największa akcja policji |
W tym roku najprawdopodobniej policjanci będą lepiej przygotowani na ewentualne burdy, co i tak nie zachęca do udziału w manifestacji. Nawet jeżeli nasze zamiary będą pokojowe, nie wyklucza to przecież agresji ze strony inaczej nastawionych uczestników imprezy. Ostatecznie można zostać poturbowanym przez policjanta w cywilu, który również może mieć kłopoty z utrzymaniem nerwów na wodzy.
Z drugiej strony, marsz sam w sobie jest bardzo dobrym pomysłem. Nieliczne jednostki i incydenty sprawiają, że patriotyczna inicjatywa nabiera pejoratywnego charakteru. Piękne inscenizacje grup rekonstruujących obraz wojska polskiego sprzed lat, wszechobecne flagi i transparenty o patriotycznym charakterze - tak praktycznie w całości wygląda marsz. Media interesują się 1% zadymiarzy, a to rzutuje na odbiór całego przedsięwzięcia.
To właśnie ten jeden nieliczny element zadymiarzy stał się przyczyną wprowadzenia nadzwyczajnego w skali demokracji europejskiej prawa, czyli ustawy o zgromadzeniach przygotowanej przez kancelarię prezydenta. Zgodnie z nią gminy mają możliwość zakazania organizacji dwóch lub więcej zgromadzeń w tym samym miejscu lub czasie, jeżeli mogłoby to doprowadzić do naruszenia porządku publicznego.

Image licensed by Ingram Image
Za przebieg zgromadzenia odpowiada jego przewodniczący, który ma być łatwo rozpoznawalny wśród pozostałych uczestników demonstracji. Przewodniczącemu zgromadzenia, który nie wywiązuje się ze swoich obowiązków grozić będzie kara grzywny do 7 tys. zł. Uczestnikowi zgromadzenia, który nie podporządkuje się poleceniom przewodniczącego, grozi grzywna do 10 tys. zł. Ale jak rozpoznać człowieka, który bierze udział w zgromadzeniu, a sabotażystę, który przychodzi tylko na mordobicie? Przeciwnicy tej ustawy są zdania, że to tak naprawdę zamach na wolność zgromadzeń, ponadto prawo po prostu do nich zniechęca. NSZZ "Solidarność" zapowiedział, że zaskarży nowe prawo do Trybunału Konstytucyjnego.
Obchody na wzór amerykański
Stąd pod znakiem zapytania stawia się sens organizacji takich manifestacji. Czemu one służą, skoro są jedynie pretekstem do ogólnonarodowej zadymy, dodatkowo podsycanej przez media, tylko czekające na możliwość zrelacjonowania transmisji z zamieszek na żywo? Dziesiątki komentatorów wypowie się po jednej lub drugiej stronie. Część będzie apelować o spokój, refleksję i opanowania się. Czy nastroje społeczne naprawdę są tak złe, że potrzebny jest nam taki cyrk? A może wybuch emocji jest nam niezbędny do zachowania zdrowia psychicznego? Polacy nie są sobą, gdy nie biją się o z gruntu bezsensowne sprawy, dumnie i zazwyczaj bez potrzeby określane mianem walki o ideały.
Czy tylko taka agresywna postawa jest oznaką patriotyzmu i szacunku dla tych, którzy ginęli za niepodległość? Chyba lepsza byłaby uczciwa minuta milczenia i zadumy w domowym zaciszu przed telewizorem. Ewentualnie przystrojenie domu lub mieszkania w barwy narodowe i na amerykański wzór wspólna zabawa z rodziną i znajomymi.
Łukasz Piechowiak
Bankier.pl
































































